9.
- Nie to nie, nalegała nie będę – pogładziła się nieelegancko po brzuchu. Przestało jej zależeć na tym, co sobie pomyśli. Spojrzała w kierunku okna. Ulica tonęła w ciemności, jakby zgasły wszystkie światła. - dziwnie ciemno za oknem nie uważasz?
- Faktycznie – podążył za jej wzrokiem – może im zasilanie siadło.
- Ale u nas jasno.. dziwne...
Jakby w odpowiedzi
na jej słowa za oknem rozbłysły lampy.
- I tajemniczy nastrój zniknął. - popatrzyła na swojego partnera – na mnie chyba pora.
- No tak... najadłaś się, napiłaś i teraz znikasz.
- Jakoś niespecjalnie mnie zachęcałeś, bym została. Chyba będzie łatwiej, jak każde z nas wróci do siebie i jak najprędzej zapomni o tym niefortunnym wieczorze.
- Niefortunnym? Wcale tak nie uważam.
- Czyżby? Przecież przed chwila powiedziałeś, ze miałeś inny scenariusz?
- Co nie znaczy, że to co się wydarzyło mnie rozczarowało albo zniechęciło. Jesteś zołza. Osa. Tniesz i tryskasz jadem. Rozmowa z Tobą to szermierka a jeden nieostrożny ruch i krew się leje strumieniem. Ale się nie nudziłem. Wiesz co – pochylił się ku niej – chodźmy się przejść nim Cię odstawię do domu. Dobrze nam to zrobi na trawienie i pogadamy.
- No to chodźmy.
Wyszli z lokalu.
Weronika spojrzała do góry. Niebo było czyste i po chwili
skupiania wzroku dojrzała na nim gwiazdy.
- Często tak głowę zadzierasz?
- Lubię patrzeć w gwiazdy. Takie odległe i niezbadane. Cała tajemnica naszego istnienia się w nich kryje, cały nasz początek i koniec...
Musiała zamilknąć
bo ni stąd ni zowąd zamknął jej usta pocałunkiem. Poczuła
ciepłe i słodkie wargi, jak powoli obejmowały jej usta. Lekko
napierały, ale nie zuchwale tylko jakby nieśmiało prosząc o
więcej. Zaskoczona odwzajemniła pocałunek choć otworzyła szeroko
oczy ze zdumienia. Kiedy Adam się od niej odsunął chwilę stali w
milczeniu i patrzyli na siebie. Ona była zaskoczona, On wydawał się
spokojny.
- A to co było? - zaczęła – jakaś zabawa? Konkurujesz z Chrisem? Do łóżka chcesz mnie zaciągnąć? Czy o co Ci chodzi?
- Czy możemy nie mieszać do tego Twoich innych randek? Nie interesuje mnie co robiłaś z moim kumplem albo z innymi kolesiami.
- Jasne.... - mruknęła pod nosem ale chyba nie usłyszał.
- Posłuchaj, ok. Chętnie bym się z Tobą przespał ale nie o to chodziło. Podobasz mi się ot tak po prostu. Nieważne jest nic więcej. Nie jest to żadne współzawodnictwo z nikim innym. Gdybym nie wiedział, że wczoraj się z nim widziałaś zachowałbym się dokładnie tak samo. No może pocałowałbym Cię w trakcie kolacji.... jesteś jędza, nie dasz się ustawić, nie siedzisz cicho jak mysz i odparowujesz ciosy aż boli i to mnie kręci. Jak cholera. Taki jakiś masochista jestem. Może dlatego że dziewczyny się do mnie kleją i za mną biegają a ja wolę zawalczyć. I im trudniej tym lepiej. Chyba nie powinienem Ci tego mówić no ale trudno, tak jest. Masz teraz instrukcję obsługi. Im bardziej niedostępna będziesz tym bardziej będę twój.
Weronika patrzyła
na niego zastanawiając się, ile z tego co mówi jest prawdą. Taka
szczerość i wylewność na pierwszej randce? To bzdura jakaś. Zbyt
grubymi nićmi szyte.
- Wiesz co... jakoś Ci nie wierzę. Nie wiem, po co to mówisz ale jeśli byś tak myślał rzeczywiście to raczej byś tego nie zdradził. To mi daje władzę i narzędzie do ręki. Mam Tobą sterować? To bez sensu....
Odwróciła się na
pięcie i zaczęła iść w kierunku metra. Po kilku krokach ją
dogonił ale nie próbował zatrzymać tylko szedł w milczeniu obok.
- No dobra o co Ci chodzi? - stanęła i odwróciła się do Niego. Musiała śmiesznie wyglądać z wyciągniętą zaczepnie do przodu szyją, całym korpusem w pozycji przypominającej skoczka narciarskiego i odsuniętymi do tyłu rękoma.
- O co mi chodzi? - przysunął się do niej, mocno objął w pasie, by nie miała wątpliwości, kto tu rządzi i przysunął się blisko – posłuchaj dziewczynko uważnie, bo powiem to tylko raz i nie będę się powtarzał. Mam na Ciebie ochotę – przysunął twarz bliżej – tak, taki apetyt...jak patrzyłem jak te wszystkie smaczne rzeczy nikną w Twoich namiętnych ustach – zaczęła czuć jego ciepły oddech na policzkach – to pomyślałem, że chciałbym być takim...eklerkiem – teraz już widziała każdy jeden włosek jego zarostu i zaczęły się pod nią uginać nogi. Zrobiło się jej ciepło i poczuła ogarniająca ja niemoc – i dotykać Twoich warg od środka co noc – musnął wargami jej policzek – albo częściej – dotknął wargami jej warg.
Weronika miała
wrażenie, że grunt się jej usuwa spod nóg i zaraz odpłynie.
Wystarczyłoby, żeby ją teraz pociągnął za rękę do hotelu...
jej silna wola prawdopodobnie zostałaby pod tą witryną sklepową,
gdzie eksponowano jakąś biżuterię w trupie czaszki, co zauważyła
resztką świadomości.
- Ale nie zrobię tego dziś. Nie chcę robić nic na siłę i wbrew Tobie – odsunął ją od siebie stanowczym ruchem – bo chcę, żebyś mnie pragnęła.
Weronika
potrząsnęła głowa z niedowierzaniem, jakby budziła się ze snu.
- Koleś.... co Ty wziąłeś i się nie podzieliłeś? Zawsze tak masz, że się bawisz uczuciami? - już nie wiedziała czy się złościć czy śmiać. Chyba łatwiej by było wziąć wszystko na żart.
- Nie oceniaj mnie tak surowo. Żarty żartami... uważam, że doskonale do siebie pasujemy.
- Ty mi proponujesz jakiś związek czy coś?
- To lekka nadinterpretacja ale chętnie bym zrezygnował z sypiania z innymi laskami na rzeczy sypiania tylko z Tobą.
- Boże! Jakim Ty jesteś żałosnym dupkiem!
- Na którego lecisz...
- Może trochę...
- A widzisz!
- Nie pochlebiaj sobie. Jesteś dupkiem, zabawnym to fakt– zastanowiła się przez chwile, czy nie posuwa się za daleko, nie pozwala mu na zbyt wiele, czy On jej nie obraża. Ale, w sumie, jakie to miało znaczenie? Nie wychodzi za niego za mąż a przynajmniej jej pracują szare komórki – ale dupkiem.
- I chętnie byś się ze mną przespała.
- Nawet jeśli to co z tego wynika?
- To, że mam rację.
- Ok, załóżmy, że masz rację. Może tym razem mi zdradzisz scenariusz, bym mogła wejść w rolę?
- Nie ma scenariusza – podrapał się ręką po brodzie – słuchaj nie wiem, o co chodzi, ale jakoś nie umiem przy Tobie udawać czy być nie szczery. Jestem kiepskim materiałem na faceta. Jestem muzykiem. Latam po świecie, śpię w hotelach, mam masę fanek i groupies, które za mną jeżdżą, ii – zawiesił się na chwile – i nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co potrafią zrobić. Co nie oznacza, że korzystam. - zobaczył jej drwiące spojrzenie – No tak. Po tym, co Ci mówiłem nie masz podstaw, by mi wierzyć. Ale nie rucham wszystkiego, co się rusza. To że Ci zaproponowałem seks to dlatego, że mnie pociągasz jak mało kto. Pewnie dlatego, ze masz silny charakter. Nie jestem Ci w stanie zaproponować stabilnego związku. Mogę Ci zaproponować w miarę regularny seks, jak będę tutaj. Albo jak Ty przylecisz do mnie, co sfinansuję. Nie chcę Ci proponować nic więcej, bo nie wiem, czy potrafię. Ale bardzo bym chciał z Tobą być blisko. Nie tylko ciałem.
- Uff.... to duża dawka sprzecznych ze sobą informacji. Z jednej strony seks z drugiej bliskość nie tylko ciałem.... przeczysz sam sobie.
- To nie tak. Proponuję Ci to, czego jestem pewien. Nie jestem Ci w stanie obiecać czegoś, czego nie umiem przewidzieć, zagwarantować. Daję Ci tyle, ile mogę Ci dać – zrobił krok do tyłu i rozłożył ręce – daję Ci swoje ciało. Rób z nim, co chcesz. - skłonił głowę i zamknął oczy.
- Myślałam, że Ty muzykiem jesteś a nie aktorem...komikiem raczej – skrzyżowała ręce na piersi – przecież Ciebie nie można traktować na serio.
- A chcesz zobaczyć moje tatuaże? - przysunął się do niej z powrotem i objął dłońmi jej twarz.
- Masz nierówno pod sufitem – roześmiała się