niedziela, 25 sierpnia 2013

8.
  • To jest jakiś żart – nadal stała niemal bez ruchu a ręka wyciągnięta na powitanie Adama zwisała w przestrzeni wypuszczona przez jego uścisk jak zapomniany latawiec.
  • Może wejdziemy do środka? Trochę wieje.
  • Możesz mi to wytłumaczyć? - nie ustępowała patrząc mu prosto w oczy. W oczy koloru.. właśnie, jakiego?
  • A mogę w środku? - otworzył drzwi a Ona z pewnym oporem weszła do środka. Kelnerka wyglądała, jakby go znała bardzo dobrze, wymienili jakieś grzeczności i poprowadziła ich do stolika.
Weronika usiadła. Postanowiła nadał utrzymywać pozę naburmuszonej ale w środku dosłownie zżerała ją ciekawość. Kelnerka podała karty. On przejrzał swoja pobieżnie, odłożył na bok, oparł łokcie na stole, podparł brodę dłońmi i patrzył na Nią z lekko drwiącym uśmiechem.
  • Co Cię tak bawi?
  • Ty.
  • Ja!?
  • Tak. Udajesz naburmuszoną ale ciekawość aż Cię rozsadza od środka i uznajesz to za niebywale ekscytujące.
  • Próbujesz mnie obrazić czy być zabawny?
  • Pudło. Stwierdzam fakt.
  • Dobra, starczy tych gierek. Zaplanowałeś to? -skrzyżowała ramiona i oparła się o krzesło lekko powiększając dystans do swego rozmówcy.
  • Niby jak!? Dziewczyno! Co Ty myślisz że ja jakiś..no nie wiem, James Bond jestem?
  • Chcesz powiedzieć, ze to przypadek?
  • Co Ty pod jakąś gwiazdą teorii spiskowej się urodziłaś? Jasne, że tak! - opuścił dłonie i klepnął się nimi w uda – jak niby miałbym to zorganizować? Gadałem z Tobą na tym portalu...
  • Miałeś być zajęty po południu a tymczasem bawiłeś się z kolegami w knajpie, w której pracuję...
  • O czym nie wiedziałem bo mi nie podałaś takiej informacji. A z kumplami, kolegami z zespołu, jak już zapewne wiesz od mojego kumpla-kolegi z zespołu Chrisa, bowiem spędziłaś z Nim ostatnią noc, była to kolacja biznesowa, ustalona wcześniej! Miejsce wybrane tak, by nikt nam nie przeszkadzał!
W Weronice zawrzało... Co ten pajac insynuuje? Albo co mu Chris nagadał?
  • Nie spędziłam nocy z Twoim kumplem, jeśli już chcesz wiedzieć... - nie dokończyła bo pojawiła się kelnerka. Adam chciał ją odesłać gestem ale Weronika zdecydowała się na zamówienie – jestem głodna. Poproszę na przystawkę koktajl z krewetek, później zupę krem z truflami... macie Kraby? Świetnie, zatem poproszę a na deser krem brulee. Ty nic nie zamawiasz? - złożyła kartę z trzaskiem wiedząc,że pozycje, które wybrała do najtańszych nie należą. Popatrzył na Nią.
  • Razy dwa – oddał swoja kartę kelnerce. Do tego dwa esspresso na koniec, dla mnie teraz zielona herbatę..aa... dla Pani też. Dziękujemy.
Kelnerka odeszła.
  • Sporo jesz...
  • Jeszcze nie zaczęłam, mam..zresztą nieważne – wzięła głęboki oddech – nie spałam z Chrisem, choć nie sądzę, by to Cię powinno interesować. Do domu wróciłam sama.
Adam patrzył na Nią zmrużonymi oczami nieokreślonego koloru. Trochę nieelegancko wyciągnął się na krześle, wysuwając swoje szczupłe nogi obute w niebieskie tenisówki ze sznurówkami w kolorze ultramaryny.
  • Zatem musiał sobie coś później poderwać bo do tej pory Go nie widziałem. Może coś z Tobą dziewczyno jest nie tak, skoro mu nie wystarczyłaś..- uśmiechnął się zaczepnie pokazując przy tum kły jak wilk. To było okropne, ale tym swoim nieokrzesanym sposobem bycia wzbudzał w Niej odrazę przemieszana z dziwnym pożądaniem. Zawsze lubiła niegrzecznych chłopców ale nie zdawała sobie sprawy, że pozwoli tak sobą pomiatać.
  • Ty nie powinieneś się leczyć?
  • Na co niby?
  • Na chamskość chociażby.
  • Nie wiedziałem, że jest takie słowo i taka jednostka chorobowa.
  • Jest. Jesteś pierwszym przypadkiem.
Kelnerka postawiła przed nimi koktajle i zieloną herbatę.
  • Smacznego moja droga....
  • Droga to będzie kolacja...
  • Spokojnie, moja karta zniesie więcej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
  • Uważaj wyobraźnie mam bujną.
  • Tak? Zatem gdzie mam węża?
  • Raczej nie w kieszeni. Ani w spodniach, bo byśmy nie siedzieli przy posiłku. Prawdopodobnie w głowie, mózg Ci wyżera...
  • To chyba Ci się pomyliło z kawałem o mózgojadzie...
  • Absolutnie nie. Zaadoptowałam do obecnej sytuacji i warunków. Dobre te krewetki – odsunęła pucharek.
  • Prawda, dawno nie jadłem tak smacznych. Masz jakieś tatuaże?
  • To ma jakieś znaczenie w kontekście krewetek?
  • Tak. Mam wytatuowana krewetkę.
  • Na pośladku w kolorach tęczy?
  • Skąd wiesz? - zabrał się do zupy, która się właśnie pojawiła – no to jak z tymi tatuażami?
  • Zasadniczo – spróbowała kremu i chwilę się nim delektowała budując napięcie – jeśli liczyć na sztuki, to są... - zatrzymała łyżkę i przymknęła oczy udając,że się skupia – to 10.
  • Żartujesz?! - zrobiła na nim wrażenie – jak to? Gdzie?
  • Cztery widzisz.
  • Nie rozumiem – wyglądało na to, że autentycznie nie ma pojęcia, o czym ona mówi.
  • Makijaż permanentny... dwie górne i dwie dolne kreski to cztery sztuki, które widzisz.
  • Eee..... - wyglądał na rozczarowanego
  • Jeśli nie masz tatuażu na swoim... narzędziu na przykład, to nie waż się tego oceniać. Powieki są tak wrażliwe,że płakałbyś z bólu...
  • I po co Ci to?
  • Jakbym wiedziała, że to tak boli to bym się w życiu nie zdecydowała...a jak już zaczęła robic to było trochę za późno.
  • A to nie dają jakiegoś, ja wiem, znieczulenia czy coś? - wyglądało, jakby był żywo zainteresowany tematem.
  • Dają, a jakże. Bez tego to bym się chyba dotknąć nie dała. Ale mam taki,nie wiem wysoki czy niski próg bólu w każdym razie miałam wrażenie, ze mi powieki żyletkami tną.
  • Ajj...-skulił się nieco w sobie – i po co Ci to?
  • Zawsze chciałam to sobie zrobiłam.
  • No dobra – skończył zupę i wytarł usta serwetką – a reszta?
  • A reszty nie zobaczysz.
  • Ej... nie bądź taka.
  • Jaka?
  • Twarda...
  • No... widzę postęp. Porzuciłeś sarkazm na rzecz trafnej i obiektywnej oceny sytuacji.
  • Przecież to nie jest nic złego. Dlatego się ze mną umówiłaś, ze zaintrygował Cie wulgarny, zaczepny koleś, który nieustępliwie i żartobliwie dążył do spotkania się z Tobą. Jakoś specjalnie długo się zresztą nie opierałaś...
  • Darmowe żarcie w cztero-gwiazdkowej knajpie... mogę przełknąć jeszcze kilka Twoich zaczepek tym bardziej, że chyba jest remis... - na stół wjechały Kraby. Weronika zabrała się za swojego z wprawą, która zaskoczyła jej towarzysza.
  • Łał, jestem pod wrażeniem.
  • Czego? Tego, że dotrzymuję Ci kroku?
  • W czym niby?
  • W pyskówkach, w argumentach, w jedzeniu – popatrzyła na jego postępy z krabem – a w przypadku tego skorupiaka chyba sobie radzę o niebo lepiej.
Nie skomentował, tylko się uśmiechnął. Nie wiedziała, co siedzi w jego głowie ale postanowiła się po prostu dobrze najeść za cudze pieniądze. Tym bardziej, ze śniadanie strawiła już w okolicach 10 i od tego czasu nie miała w ustach nic poza kolejną zakupiona na peronie metra kawą i żołądek zaczepiał się jej o kręgosłup. Takie miała przynajmniej wrażenie.
  • Ty sporo jesz
  • Powtarzasz się.
  • Lubisz ostry seks?
  • Tak – odpowiedziała szybko by pokryć zmieszanie. Skąd mu do licha to pytanie przyszło do głowy. Bezczelny typ.
  • Tak myślałem. Każde moje zdanie odparowujesz, jakby to była szermierka a nie randka.
  • Przynajmniej jej szybko nie zapomnisz.
  • Przeciwnie. Przesunę do lamusa natychmiast po opuszczeniu lokalu.
  • Tak? - zdziwiła się szczerze – czemu?
  • Nie lubię jak coś nie idzie po mojej myśli.
  • Zatem scenariusz był inny – odsunęła talerz z resztkami – opowiedz, jak to miało wyglądać.
  • Nie no co Ty, teraz to bez sensu. Skoro wszystko potoczyło się inaczej nie warto.
  • Dlaczego? Ciekawa jestem jaką mi role napisałeś. - mówiąc to połykała niemal wzrokiem deser
  • Na pewno inną, niż odegrałaś.
  • Pokorna miałam być? Oczarowana? No nie daj się prosić...
  • Może kiedyś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz