7.
Weszła do domu
ociągając się. Chciała trzasnąć drzwiami ze złości ale
zrezygnowała bo zgubiła gdzieś po drodze argument, dlaczego
miałaby to zrobić. Zamknęła je powoli za sobą i nie zdejmując
nic ani nie zapalając światła powlokła się bezwiednie, noga za
nogą do kuchni. Usiadła na oświetlonym blaskiem elektrycznego
zegarka krzesła i zastygła. W zasadzie nie wiedziała, czy powinna
się złościć, czy cieszyć. Facet okazał się dżentelmenem,
których brak w owych czasach. Nie próbował jej zaciągnąć do
łóżka a na taka propozycję była przygotowana. I może to ją
złościło. Czyżby była dla Niego nieatrakcyjna? Chyba była
rozczarowana tym, że nie nalegał. Miałaby okazję pokazać rogi i
odmówić, jak to planowała. A tak.... zestawił ją z murka mocno
obejmując, pociągnął za rękę do oddalonych o 20 metrów
taksówek, dał kierowcy banknot, nie widziała jaki, poprosił
zawieźć, gdzie Pani sobie zażyczy, przytulił ja na odchodne,
pocałował w czoło i wsadził do auta zamykając dokładnie za Nią
drzwi. Była tak zaskoczona, ze zabrakło jej słów i pozwoliła się
prowadzić jak cielę. Kierowca pytał dwa razy nim wydukała z
siebie adres. Nie wiedziała, co myśleć. A teraz siedziała po
ciemku, w pełnym rynsztunku nadal nie zdecydowana, czy się cieszy
czy jest zła, że tak się sprawy potoczyły. Wreszcie skupiła
wzrok na zegarku. Było grubo po północy. Chwilę biła się z
myślami, czy sprawdzić, co w świecie wirtualnym słychać ale
odłożyła to na rano. Szybki prysznic i spać. Tak, to dobry pomysł
a jutro na pewno jakoś się do tego ustosunkuje. Albo o sprawie
zapomni. Bo On przecież nie zadzwoni. Co prawda wziął jej numer,
ale... nie, pewnie nie zadzwoni, tak samo jak nie chciał się z Nią
przespać i tym samym straciła wspaniałą okazję, by okazać mu
siłę swojego charakteru. „No cóż, jego strata” - powiedziała
do siebie na głos i skierowała się do łazienki.
Bzyczenie było
natrętne i nie ustające. „Komar o tej porze roku?”. Powoli
jednak zdawała sobie sprawę, w miarę uzyskiwania świadomości, że
to nie komar a budzik, przypominacz w telefonie raczej. Chciała go
schować pod poduszkę jednak kilka lat temu wyrobiła w sobie nawyk
kładzenia go poza zasięgiem ręki, by musiała wstać w celu
odebrania lub wyłączenia. Zaspanym wzrokiem spojrzała na
wyświetlacz. Była 7 rano. Za godzinę powinna być w pracy, a była
w totalnym proszku. Znowu przecież wychodzi na cały dzień, mało –
znowu ma randkę wieczorem z tym wytatuowanym... Och... schowała
głowę w dłoniach i skuliła się na łóżku... jeszcze dwie
minutki...
Musiała się spiąć
w sobie. Jedną ręką robiła jajecznice a drugą próbowała
prasować. Wymyśliła sobie lniana koszulę z głębokim dekoltem a
do tego ciemno szare dżinsy i takież trzewiki. Nie wiedziała,
czemu tak ważne było, żeby dobrze ale swobodnie wyglądała. Chyba
po wczorajszym wieczorze chciała czuć, że ma kontrolę. Gotowa
wyszła z domu i sprawdziła telefon w drodze na stację. Dwie
wiadomości. Uśmiechnęła się pod nosem. Otworzyła. Pierwsza od
Marka. A to zaskoczenie... „Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Mam nadzieję, ze Ci nie zrobiłem
krzywdy i że mi wybaczysz i dasz się jednak gdzieś niedługo
zaprosić. Bardzo mi zależy na Twojej... przyjaźni...”. Dziwne.
Nigdy wcześniej nie dostała smsa od Marka. Otworzyła drugą i
zmarszczyła brwi. Filip. A temu co? „Hejka. Będziesz dziś na
zajęciach? mógłbym później przejrzeć notatki? Papa”. No tak,
zatrzymała się w biegu. Ma dziś dwie godziny wykładów, o których
zapomniała. Cudownie. Sprawdziła torbę – notatnik był na
miejscu. „Jasne, że tak. Wszystko ok?” odpisała i schowała
telefon. Dzisiejszy dzień zapowiadał się intensywnie. Postanowiła,
że się spóźni nieco ale musi kupić sobie dużą, słodką kawę.
Ta wypita w domu była niewystarczająca. Kiedy poczuła jej zapach,
wróciły jak bumerang wspomnienia dnia wczorajszego i przeszedł ją
dreszcz. Koleś nie napisał. Żadnego dobranoc. Żadnego całuję,
było miło. Nie zadzwonił. Czyli jednak, nie była w jego typie. No
cóż, trudno. Trzeba się otrząsnąć. Dziś kolejna randka. Z tym,
wytatuowanym.... wężem czy jak mu.
Kilka godzin w
kawiarni minęły szybko. Ruch był umiarkowany, jednak na tyle
absorbujący by nie wdawać się w żadne rozmowy z Susanną.
Alfiego nie było i było to bardzo przyjemne zaskoczenie.
Późniejszy wykład też minął jak z bicza strzelił i
nieubłaganie zbliżała się godzina 17.30.
Przeszła jedną
stację metra, by odetchnąć trochę i uspokoić emocje. Była
ciekawa, jaki ten... wytatuowany jest. A jednocześnie cały czas
nurtował ją Chris. Dlaczego się nie odezwał? Może Ona powinna?
Potrząsnęła głową. Przecież nie może ciągle tym sobie
zawracać głowy.
Była już blisko.
Przed lokalem pod markizą stał, no właśnie... Stanęła jak słup
soli i rozdziawiła buzię niczym małe dziecko... przed lokalem stał
facet od niebieskich sznurówek.
- Co Ty tu robisz? - wreszcie wykrztusiła
- Też się cieszę, że Cię widzę. Adam jestem – wyciągnął rękę i czekał, aż poda mu swoją – znany także jako Tatoo79. Ale to tylko dla baardzo dobrych znajomych – mrugnął do niej okiem.
no no....jest i Adam. A co bedzie z Chrisem?
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuń