środa, 21 sierpnia 2013

7.
Weszła do domu ociągając się. Chciała trzasnąć drzwiami ze złości ale zrezygnowała bo zgubiła gdzieś po drodze argument, dlaczego miałaby to zrobić. Zamknęła je powoli za sobą i nie zdejmując nic ani nie zapalając światła powlokła się bezwiednie, noga za nogą do kuchni. Usiadła na oświetlonym blaskiem elektrycznego zegarka krzesła i zastygła. W zasadzie nie wiedziała, czy powinna się złościć, czy cieszyć. Facet okazał się dżentelmenem, których brak w owych czasach. Nie próbował jej zaciągnąć do łóżka a na taka propozycję była przygotowana. I może to ją złościło. Czyżby była dla Niego nieatrakcyjna? Chyba była rozczarowana tym, że nie nalegał. Miałaby okazję pokazać rogi i odmówić, jak to planowała. A tak.... zestawił ją z murka mocno obejmując, pociągnął za rękę do oddalonych o 20 metrów taksówek, dał kierowcy banknot, nie widziała jaki, poprosił zawieźć, gdzie Pani sobie zażyczy, przytulił ja na odchodne, pocałował w czoło i wsadził do auta zamykając dokładnie za Nią drzwi. Była tak zaskoczona, ze zabrakło jej słów i pozwoliła się prowadzić jak cielę. Kierowca pytał dwa razy nim wydukała z siebie adres. Nie wiedziała, co myśleć. A teraz siedziała po ciemku, w pełnym rynsztunku nadal nie zdecydowana, czy się cieszy czy jest zła, że tak się sprawy potoczyły. Wreszcie skupiła wzrok na zegarku. Było grubo po północy. Chwilę biła się z myślami, czy sprawdzić, co w świecie wirtualnym słychać ale odłożyła to na rano. Szybki prysznic i spać. Tak, to dobry pomysł a jutro na pewno jakoś się do tego ustosunkuje. Albo o sprawie zapomni. Bo On przecież nie zadzwoni. Co prawda wziął jej numer, ale... nie, pewnie nie zadzwoni, tak samo jak nie chciał się z Nią przespać i tym samym straciła wspaniałą okazję, by okazać mu siłę swojego charakteru. „No cóż, jego strata” - powiedziała do siebie na głos i skierowała się do łazienki.

Bzyczenie było natrętne i nie ustające. „Komar o tej porze roku?”. Powoli jednak zdawała sobie sprawę, w miarę uzyskiwania świadomości, że to nie komar a budzik, przypominacz w telefonie raczej. Chciała go schować pod poduszkę jednak kilka lat temu wyrobiła w sobie nawyk kładzenia go poza zasięgiem ręki, by musiała wstać w celu odebrania lub wyłączenia. Zaspanym wzrokiem spojrzała na wyświetlacz. Była 7 rano. Za godzinę powinna być w pracy, a była w totalnym proszku. Znowu przecież wychodzi na cały dzień, mało – znowu ma randkę wieczorem z tym wytatuowanym... Och... schowała głowę w dłoniach i skuliła się na łóżku... jeszcze dwie minutki...
Musiała się spiąć w sobie. Jedną ręką robiła jajecznice a drugą próbowała prasować. Wymyśliła sobie lniana koszulę z głębokim dekoltem a do tego ciemno szare dżinsy i takież trzewiki. Nie wiedziała, czemu tak ważne było, żeby dobrze ale swobodnie wyglądała. Chyba po wczorajszym wieczorze chciała czuć, że ma kontrolę. Gotowa wyszła z domu i sprawdziła telefon w drodze na stację. Dwie wiadomości. Uśmiechnęła się pod nosem. Otworzyła. Pierwsza od Marka. A to zaskoczenie... „Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Mam nadzieję, ze Ci nie zrobiłem krzywdy i że mi wybaczysz i dasz się jednak gdzieś niedługo zaprosić. Bardzo mi zależy na Twojej... przyjaźni...”. Dziwne. Nigdy wcześniej nie dostała smsa od Marka. Otworzyła drugą i zmarszczyła brwi. Filip. A temu co? „Hejka. Będziesz dziś na zajęciach? mógłbym później przejrzeć notatki? Papa”. No tak, zatrzymała się w biegu. Ma dziś dwie godziny wykładów, o których zapomniała. Cudownie. Sprawdziła torbę – notatnik był na miejscu. „Jasne, że tak. Wszystko ok?” odpisała i schowała telefon. Dzisiejszy dzień zapowiadał się intensywnie. Postanowiła, że się spóźni nieco ale musi kupić sobie dużą, słodką kawę. Ta wypita w domu była niewystarczająca. Kiedy poczuła jej zapach, wróciły jak bumerang wspomnienia dnia wczorajszego i przeszedł ją dreszcz. Koleś nie napisał. Żadnego dobranoc. Żadnego całuję, było miło. Nie zadzwonił. Czyli jednak, nie była w jego typie. No cóż, trudno. Trzeba się otrząsnąć. Dziś kolejna randka. Z tym, wytatuowanym.... wężem czy jak mu.
    Kilka godzin w kawiarni minęły szybko. Ruch był umiarkowany, jednak na tyle absorbujący by nie wdawać się w żadne rozmowy z Susanną. Alfiego nie było i było to bardzo przyjemne zaskoczenie. Późniejszy wykład też minął jak z bicza strzelił i nieubłaganie zbliżała się godzina 17.30.
Przeszła jedną stację metra, by odetchnąć trochę i uspokoić emocje. Była ciekawa, jaki ten... wytatuowany jest. A jednocześnie cały czas nurtował ją Chris. Dlaczego się nie odezwał? Może Ona powinna? Potrząsnęła głową. Przecież nie może ciągle tym sobie zawracać głowy.
Była już blisko. Przed lokalem pod markizą stał, no właśnie... Stanęła jak słup soli i rozdziawiła buzię niczym małe dziecko... przed lokalem stał facet od niebieskich sznurówek.
  • Co Ty tu robisz? - wreszcie wykrztusiła
  • Też się cieszę, że Cię widzę. Adam jestem – wyciągnął rękę i czekał, aż poda mu swoją – znany także jako Tatoo79. Ale to tylko dla baardzo dobrych znajomych – mrugnął do niej okiem.

2 komentarze: