5.
Punktualnie o 20 w drzwiach zjawił się blondyn. Uśmiechnął się po hollywodzku i spytał, czy może w czymś pomóc. Zaprzeczyła ruchem głowy ustawiając jednocześnie krzesła na stolikach by pozmywać podłogę.
Punktualnie o 20 w drzwiach zjawił się blondyn. Uśmiechnął się po hollywodzku i spytał, czy może w czymś pomóc. Zaprzeczyła ruchem głowy ustawiając jednocześnie krzesła na stolikach by pozmywać podłogę.
- Pomogę Ci – rzucił się do kolejnego krzesła.
Spojrzała na niego przychylniejszym okiem i
udała się po mopa.
- Czy tylko tu zmywasz czy na zapleczu tez coś masz do zrobienia?
- Muszę zmywanie skończyć i poukładać talerze a później i tam zmyć.
- To idź – wyjął jej mopa z ręki – ja tu skończę a jak się uporasz z naczyniami oporządzimy i zaplecze.Bez protestu oddała kijek i schowała się za zasłonę. W głowie kłębiły się różne dziwne myśli a na ustach błąkał się uśmiech zadowolenia połączony z niedowierzaniem. To wszystko takie nierealne było, że aż się bała, że za chwilę się zbudzi ze snu. Kiedyś czytała taką książkę.... że dziewczyna budzi się rano, idzie pobiegać i znajduje leżącego w parku faceta. Okazuje się, że On jest sławny, Ona znika, On jej szuka, wielka love story z happy endem, gdyby nie fakt, że na koniec książki dziewczyna się budzi i jest dokładnie w tym samym momencie co kilkaset stron wcześniej. I się zastanawia, czy wstać iść pobiegać, po takim śnie czy nie. I Weronika teraz zastanawiała się, czy cały dzisiejszy dzień nie był właśnie takim snem.
- Mogę tutaj? - z zamyślenia wyrwał ją przyjemny męski głos. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że On ma niesamowicie aksamitny, ciepły i głęboki głos.
- Tak, jasne, ja już skończyłam. Ale może wezmę to od Ciebie, w końcu to mój obowiązek – sięgnęła po mopa ale jej nie oddał.
- Ciii...nikomu nie powiem, to będzie nasza tajemnica – wyminął ją i zaczął wycierać podłogę.
- Dziwny jesteś.... - oparła się o framugę drzwi i skrzyżowała ręce.
- Bo Ci pomagam a nie siedzę? Jak zapewne zrobił by ten koleś, co Ci zrobił siniaka – nagle się zatroskał – właśnie, jak ręka? Może trzeba iść, żeby jakiś lekarz to obejrzał?
- Nie no co Ty – roześmiała się ale była wzruszona – nic mi nie będzie. Niepotrzebnie... - zawiesiła głos po niewczasie...
- ...się broniłam? - dokończył za nią. -Posłuchaj – odstawił mopa i podszedł do Niej blisko kładąc jej ręce na ramionach – jeżeli to się nie zdarzyło w łóżku podczas ostrego seksu, a nie wygląda mi na to, to raczej ktoś z Tobą dyskutował i trzymał mocno, kiedy chciałaś odejść i Twoje zdanie mu się nie podobało...to jest przemoc. I tego nie wolno robić. Tym bardziej słabszemu. Jeśli się kiedyś zdecydujesz mi powiedzieć kto to, to zrobię z Niego miazgę.
Weronika podniosła głowę do góry, na
wysokość jakiegoś metra osiemdziesięciu kilku, gdzie znajdowały
się jego oczy i zobaczyła, że nie żartował.
- Daj spokój. Niefortunna dyskusja, On mnie trochę źle chwycił, ja się bez sensu szarpnęłam... na prawdę nie ma o czym mówić. Mam wrażliwe ciało i wcale nie mam pewności, że teraz po twoich dłoniach na moich ramionach nie zostaną dwie wielkie sine plamy...
- Dziewczyno..! To Ty po każdym pójściu do łóżka pewnie wyglądasz jakby Cię ktoś pobił! - próbował zażartować ale przezornie dłonie cofnął.
- No aż tak źle nie jest, daję radę patrzeć na siebie w lustrze i na żadną obdukcję jeszcze nie jechałam.
- Dobrze dobrze...teraz będę się bał Cię dotknąć....
- I bardzo dobrze! - odwróciła się na pięcie i zniknęła w łazience razem z mopem, którego jej oddał bo skończył. - usiądź i poczekaj, zaraz będę – zawołała przez zamknięte drzwi. Potrzebowała się choć odrobinę odświeżyć. Pot ludzki niestety miał tę cechę, ze nie pachniał słodkawo jak pot konia a walił kwasielizną...zatem trzeba było się pozbyć tego niezręcznego odoru którego aromat trochę przerysowała. Na koniec, kiedy już naciągnęła na siebie bluzkę, którą przezornie zawsze zabierała do pracy na tak zwane „wrazieco” czyli na wypadek poplamienia, zalania czy właśnie takiego zbiegu okoliczności jak dziś, pozmywała podłogę w łazience. Rzuciła okiem na swoje odbicie w lustrze, poprawiła włosy i wyszła.Spojrzał na Nią i się uśmiechnął.
- Cudna jesteś po prostu! To będzie boski wieczór!
- A to coś zaplanowałeś – udała zdziwioną – myślałam, że mnie grzecznie do domu odprowadzisz i na progu się pożegnamy a ja pójdę spać bo jutro kolejny długi dzień.
- No chyba nie mówisz serio...idziemy na kolację a później na spacer. Bo dołączenia do moich kumpli raczej nie proponuję.
- Dlaczego? To by mogło być zabawne.
- Ale wolę mieć Cię na wyłączność. Notabene – Twój pies cerber chyba się czai w bramie po drugiej stronie ulicy – powiedział to patrząc jej z z rozbawieniem w twarz – mam nadzieję, ze On nie dysponuje bronią ostra bo z białą i walką wręcz sobie poradzę.
- Ale o kim Ty mówisz? – zrobiła ruch jakby chciała Go wyminąć i podejść do witryny ale ja zatrzymał w delikatny sposób.
- Poczekaj.... niech nie wie, że my wiemy. Mowie o tym kolesiu co tu siedział cały wieczór wgapiony w Ciebie jak sroka w gnat. - zachmurzył się – to On Ci to zrobi? - wziął ja za otartą rękę – jesteście parą?
- O mamo...to jakieś przesłuchanie? - odsunęła się i sięgnęła do wyłącznika światła – jakbym z kimś była to bym się z Tobą nie umówiła. Na resztę pytań nie odpowiem.
Ubrała się i wygrzebała z torby klucze.
- Idziemy – zarządziła stając w drzwiach.
- Tak jest proszę Pani – Chris przemknął obok niej i miała okazję zerknąć na druga stronę ulicy. Faktycznie, miała wrażenie, że w bramie naprzeciwko ktoś stoi i pali papierosa. Widziała czerwony ognik żarzącego się tytoniu. Ale Mark chyba nie palił. A może palił? Nigdy go nie widziała z papierosem a dymu nie czuła to fakt, ale może dlatego, ze go nie obwąchiwała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz