niedziela, 22 września 2013

12.

Zgodnie z oczekiwaniami Filip pomógł jej w zakupach. Dorzucił tez do koszyka kilka rzeczy, którego jego zdaniem mogły jej się przydać i poprawić humor... takich jak czekolada do zrobienia na gorąco czy duży słoik Nutelli. Było jeszcze kilka gratisów, których istnienie odkryła dopiero rozpakowując zakupy. Poczuła się głupio, że się nie zorientowała w sklepie i zaczęła mu robić wyrzuty ale absolutnie nie chciał wziąć od Niej ani centa twierdząc, że to prezenty na poprawę humoru. Oczywiście, co także było do przewidzenia, odstawił ją dosłownie do mieszkania. Łącznie z rozpakowywaniem i wstawianiem do lodówki i na półki. Przy okazji rozejrzał się nieco krytycznie po zabałaganionym wnętrzu i niepostrzeżenie poustawiał kilka rzeczy i powrzucał do pralki podczas gdy Weronika zniknęła w sypialni by założyć coś bardziej domowego. Po chwili ukazała mu się w absolutnie aseksualnej szarej, rozciągniętej bluzie sprzed co najmniej kilku lat, spodniach dresowych nieokreślonego koloru i różowych skarpetkach. Kiedy na Nią spojrzał nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem.
  • No co...
  • Zawsze wiedziałem, że masz wyczucie koloru ale takiego zestawu nie oczekiwałem.
  • Masz coś do moich wiecznych dresów?
  • Do nich absolutnie nie... ale ta kanarkowa koszulka, która spod bluzy wygląda na świat... - pokręcił głową z dezaprobatą ale i uśmiechem.
  • Oj weź... - podeszła do lodówki i wyjęła mleko – chcesz czekolady?
  • Jasne – usiadł przy stole – wygląda, jakbyś ostatnio miała trochę mało czasu na sprzątanie...
  • Nie bądź złośliwy – nastawiła mleko i stanęła na warcie – wiesz, szkoła, praca...
  • Randki... - natychmiast tego pożałował. Posłała mu spojrzenie, które niemal zabija...
  • Słuchaj przyszedłeś mi prawić morały czy co?
  • Nie złość się. Obiektywnie rzecz biorąc – wstał i podszedł bliżej. Oparł się o lodówkę i wsadził ręce do kieszeni – randki to fajna rzecz. Dodają endorfin, wiesz, ta cała ekscytacja, energia, świetliki w oczach itp...
  • No właśnie – zamieszała mleko
  • Ale Ty wyglądasz jakby po Tobie przejechał walec drogowy. Albo się nie wyspałaś, bo było tak dobrze, ale wtedy rozmarzony uśmiech by Ci nie schodził z ust albo się nie wyspałaś, bo było tak fatalnie a wtedy pewnie byś nie wytrzymała i mi się wyspowiadała jak przyjaciółce.
Spojrzała na Niego uważnie. Skąd ten gówniarz wiedział takie rzeczy? Nie powinien grać teraz z kolegami w Play Station czy coś?
  • Nie wymądrzaj się, co Ty wiesz o randkach...
  • Wiem, że ani nie było dobrego seksu ani koleś...kolesie nie byli rozczarowaniem. Coś się stało. Coś Ci leży na żołądku, nie wiem o co chodzi a Ty nie masz ochoty o tym gadać ale, sory, to widać po Tobie. Wyglądasz źle.
  • Wielkie dzięki za komplement – zalała czekoladę mlekiem – chcesz cynamonu?
  • Tak. Taka jest prawda. Sory, ale, kurde.... mam nadzieję, że to minie, bo się martwię.
  • Dzięki, ale nie trzeba...
Postawiła kubki na stole. Przez chwile zastanawiała się, czy mu powiedzieć o przeżyciach ostatnich dwóch nocy. W takich chwilach bardzo jej brakowało przyjaciółki. Chciałaby się komuś wygadać, wypłakać, ponarzekać na swój los i pecha, popomstować na cały świat. A miała jedynie kolegów. Żadnej koleżance nie ufała na tyle, by ją wpuścić głębiej w swoje życie.
Florian patrzył jej w oczy. Bez słowa wyciągnął rękę i położył na jej dłoni.
  • Słuchaj, wiesz, że jestem, jakby coś...
  • Wiem, wiem – chciała wycofać swoją dłoń spod jego ale ją uprzedził – przepraszam Cię. Masz sporo racji, ale nie chce mi się o tym gadać. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Może kiedyś...
  • No wiem. Ale pamiętaj. Co prawda płci sobie nie zmienię, żebyś się czuła bardziej komfortowo w moim towarzystwie i łatwiej zwierzała, no ale wiesz.... znasz mój numer.
    Zaczęła się śmiać. Zwizualizowała Go sobie jako kobietę. Z tym zarostem...
  • Spoko. Tylko błagam nie zaczynaj chodzić w spódniczkach czy coś.
  • Wiesz co, lubię swoją męskość, nawet jeśli uważasz, że jest dla Ciebie zbyt niedojrzała – mrugnął do Niej okiem – i nie będę się z nią rozstawał, zaryzykuję pozostanie przy niej. A teraz – wstał i odstawił kubek do zlewu – pozwolisz, że się pożegnam.
Powrócił do kubka, umył go i odstawił na ociekacz.
  • Powinnaś się wyspać. Jutro masz wolne. Chodź, zamkniesz za mną drzwi.
  • Masz rację – podniosła się z ociąganiem i odprowadziła do drzwi. Pocałował ją w czoło i już Go nie było.
Zamknęła drzwi na wszystkie zamki i powlokła się z powrotem do kuchni. Po drodze zorientowała się, że pralka chodzi i najpierw się uśmiechnęła na myśl o troskliwości Filka a chwilę potem oblała się falą gorąca na myśl, że mógł, z dużą dozą prawdopodobieństwa natknąć się na jej bieliznę. Ale wzruszyła ramionami – może zgrzebność mało wyszukanych, szarych, bawełnianych stringów Go ostudzi. Uśmiechnęła się do tej myśli. Umyła w kuchni swój kubek, wytarła oba. Po chwili zastanowienia wzięła otworzone nieco wcześniej Porto, kieliszek i babską gazetę i powlokła do sypialni. Ale usiadła w fotelu. Nie chciała jeszcze spać. Musiała przemyśleć kilka rzeczy. Po chwil wstała i poszła po torebkę. Wypadało raz na jakiś czas sprawdzić komórkę. Wygrzebała ja z torby i wróciła do sypialni. Umościła się w fotelu. Nacisnęła klawisz. Dwie wiadomości. Otworzyła. Jedna od Marka „Miło Cię było widzieć dzisiaj. Kolorowych snów”. Kolejna od Adama „Krótki update – Chris jest po operacji, na razie nie można Go odwiedzać, pewnie dopiero jutro. Jestem w kontakcie z lekarzem. Jestem w NY ale jutro wieczorem będę z powrotem w B. Nie zostawię tego tak. Odezwę się, jak wyląduję. Ściskam.”
Zamknęła oczy a pod powieki napłynęły łzy. Przypomniała sobie wszystko. Od momentu, kiedy do pokoju hotelowego wszedł Matt i oznajmił, że Chris jest w szpitalu wszystko wyglądało jak jakiś kiepski film klasy... „C” chyba. Kręcony kamerą wideo i z beznadziejnym scenariuszem. Jak jakiś makabryczny żart. Czuła się jak w historii pod tytułem „ukryta kamera” bo wszystko było takie nierealne... Adam nie zastanawiał się długo. Spojrzał na Nią przelotnie i rzucił do Matta „sprowadź taksówkę”. Tamten pobiegł korytarzem do wind a Adam zgarnął ładowarkę do telefonu do kieszeni, skoczył do łazienki na szybkie siku, spytał czy nie chce skorzystać ale odmówiła. Wziął ja za ramiona i popatrzył w oczy. Powiedział, że nie wie, czy Ona chce jechać czy nie ale każda decyzje zaakceptuje. Ona chciała jechać. Wziął ja za rękę, zatrzasnął drzwi.... Na dole czekała już taksówka a w niej Matt. Wsiedli do tyłu. Matt relacjonował. Chrisa z ulicy zgarnęła karetka. Jakiś przypadkowy przechodzień był świadkiem zamieszania. Widział szarpiących się mężczyzn. Jeden uciekł a drugi osuwając się na ziemię powtarzał niezgrabnie, bo brakowało mu tchu, „Pomocy”. Szczęśliwie świadek nie bał się, podbiegł do Chrisa. Zobaczywszy zakrwawiony brzuch zdjął swoją kurtkę i zwinął ją przyciskając do ran. W międzyczasie dzwonił na pogotowie. Nieprzytomnego już zabrali do szpitala i reanimowali w karetce. W szpitalu ustabilizowali trochę stan, zrobili transfuzję i jakieś operacje. Niestety, stan był krytyczny, Chris się nie wybudzał, balansował na granicy życia i śmierci. Ciągle coś szwankowało. Kiedy dotarli do szpitala oczywiście mogli na niego popatrzeć przez szybę. Weronika stała jak osłupiała, jakby w jakimś śnie. Czuła, jak Adam ociera jej łzy ale nie czuła,jak płyną. Zadawała sobie pytania, ja...dlaczego...jak to się stało, że ktoś Chrisa skrzywdził. Nie wierzyła, żeby z własnej woli wdał się w bójkę. Zdobyła się na wysiłek i spytała Matta, czy to był napad rabunkowy. Nie. Portfel, telefon... wszystko było na miejscu. Adam stał obok przyciskając czoło do szyby. Był blady jak ściana a mocno zaciśnięte szczęki pulsowały. Potem porozmawiali z lekarzem. Ona nic nie pamiętała z tej rozmowy, poza zmęczona twarzą doktora kiwającego przecząco głową i rozkładającego bezradnie ręce. Po jakimś czasie, nawet nie wiedziała ile tam byli, Adam objął ja i powiedział, że nic tu po nich. Odwieźli ją taksówką do domu, odprowadził ja pod same drzwi, powiedział, żeby się martwiła, ze musi wracać do NY ale przyleci pierwszym możliwym samolotem z powrotem pilotować sprawę. Powiedział też, że się odezwie i żeby czekała na telefon. Przytulił ja mocno,postali tak chwilę a Ona płakała mu w kurtkę. Potem odsunęła twarz, otarła mokre policzki. Pocałował ją. Weszła do mieszkania i zamknęła drzwi. Gdy ucichło zgrzytanie zamków usłyszała jego kroki na schodach. Odrętwiała powlokła się do sypialni. Nie pamiętała, czy zdjęła do spania buty...

Teraz otworzyła oczy. Spojrzała jeszcze raz na telefon. Odpisała na wiadomość. „Czekam”. Dostała raport. Czyli jeszcze jest w NY.
Co za idiotyczna sytuacja. Już pomijając fakt, że to się przydarza jej, że nagle kumulacja zainteresowania po latach posuchy i jeden z fajniejszych kandydatów zostaje przypadkowo wyeliminowany, to kto do cholery chciałby skrzywdzić Chrisa? Dlaczego jego? Co sim stało? I jeśli to nie był napad rabunkowy to co? Nie odpowiedział jakiemuś pijanemu czy naćpanemu kolesiowi na pytanie o godzinę? Albo odpowiedział nie po niemiecku? Zastąpił komuś drogę?
Te pytania ją zabijały. Podejrzewała, że w którymś momencie pewnie będzie musiała odpowiedzieć na kilka pytań policji, jak będzie wiadomo, ze spędziła z Nim tamten wieczór. Ale przecież nie powie im nic znaczącego.
  • Boże Ty widzisz i nie grzmisz? - zawołała na głos wznosząc wzrok do nieba. - To bez sensu, tylko pobudzę sąsiadów.
Nalała sobie cały kieliszek porto, przeniosła się na łóżko, wypiła połowę duszkiem i otworzyła magazyn. Liczyła, ze sen przyjdzie szybko. Bardzo tego potrzebowała.

piątek, 13 września 2013

11.
Rano naprawdę nie miała ochoty wstawać. Oczy jej się kleiły z niewyspania i poduszka działała na głowę jak magnes. Miała gonitwę niesprecyzowanych myśli i nawet nie podejmowała próby ich usystematyzowania. A do tego wszystkiego była masakrycznie niewyspana. Czekał ją dzień częściowo na uczelni, częściowo w pracy. Na myśl tak o jednym jak i o drugim nakryła się kołdrą, przewróciła na drugi bok i wyszeptała „jeszcze dwa minutki...”
Niestety budzik w komórce był nieubłagany a że przezornie położyła telefon na parapecie, musiała wstać by go wyłączyć. Ogarnęła wzrokiem pokój i choć wcale jej się nie podobało to, co zobaczyła, a były to rozrzucone ubrania, jej buty, torba, której zawartość wysypała się na podłogę, to machnęła na to wszystko ręką i poszła do kuchni nastawić wodę na kawę. Następnie skierowała się do łazienki pod ciepły prysznic, który zmywał z niej powolnie acz konsekwentnie sen budząc delikatnie. Spojrzała na odbicie w lustrze.
  • Dzisiaj to Ty raczej nikogo byś nie uwiodła.
Obraz nie był zachęcający. Podkrążone oczy, blada cera i pryszcz na brodzie, któremu się przyjrzała. To jednak była opryszczka w fazie wzrostu.
  • Świetnie... królowa piękności normalnie – sięgnęła do szafki po maść z antybiotykiem.
Sporym wyzwaniem okazało się skompletowanie garderoby na wilgotny, na co wskazywały smugi wody na szybach, dzień. Jednak wygrała walkę z zawartością szafy, odniosła także sukces w starciu z torbą, zgarniając jej zawartość nogą do środka. Drugą noga odkopała swoje porozrzucane ciuchy w okolice łóżka i przeniosła się do kuchni. Posłała niechętne spojrzenie laptopowi i na myśl, by sprawdzić maile otrząsnęła się. Zerknęła na zegarek i wzięła głęboki oddech.
  • Chyba muszę coś po drodze kupić. Kawę robię na wynos – zakomunikowała na głos sama do siebie – jeszcze tylko komórka i była gotowa do wyjścia. Zamknęła drzwi sprawdzając dwa razy. Działała automatycznie i miała wrażenie, że jej pamięć krótkotrwała nie działa.
    Na ulicy przeszył ja chłód i szybko zapięła kurtkę i założyła czapkę. Chwilę się gimnastykowała z rękawiczkami ale odniosła sukces i dumna z siebie podążyła w kierunku stacji metra.
    Filip czekał na nie przed salą.
  • O rany wybacz, notatki z wczoraj..nie wiem czy mam...
  • Spoko, nie pali się. - uśmiechnął się do Niej uroczo. Miała okazję, po raz kolejny zresztą, podziwiać dwa równe rzędy modelowych, niemal hollywoodzkich białych zębów – jak się masz?
  • Trochę jestem niewyspana... i zdezorganizowana... - zdjęła kurtkę dając mu uprzednio do potrzymania kubek z resztką kawy – ale zaraz się doprowadzę do porządku. Jesteśmy spóźnieni?
  • Nie, spokojnie. Pojechała po drugi projektor bo ten nie chciał działać. Choć do środka – otworzył drzwi i przepuścił ją przed sobą tak się ustawiając, by się delikatnie musiała o Niego otrzeć.- Tam są dwa miejsca, zająłem – pokazał gestem część sali, z której był dobry widok na ścianę, na której wyświetlano prezentację a jednocześnie samym będąc nieco poza wzrokiem prowadzącego.
  • Jesteś genialny w wyborze miejsc. - poklepała go po ramieniu – będę mogła się zdrzemnąć. Tylko jakbym chrapała to mnie obudź.
  • Jesteś niewyspana? - spojrzał czujnie
  • Odrobinę..- zakryła ręką usta próbując ukryć ziewnięcie
  • Randka się zakończyła śniadaniem? Znaczy nad ranem? - zapytał z przekąsem
  • Niee.... to nie tak... zresztą nieważne, za długo by opowiadać. I nie warto. Zresztą, nie wiem sama. Jak odeśpię i złapie do tego dystans to może.
  • No to spij – nie drążył tylko usiadł – jakby coś to się oprzyj.
Wykład, zgodnie z zamierzeniami zresztą przespała. Kolejny także. W zasadzie trudno to było nazwać snem bo było to takie drzemanie jak u królika pod miedzą. W głowie panowało tornado i sama nie bardzo wiedziała jak w ogóle była w stanie się wyłączyć i zdrzemnąć. Ale od Filipa emanowało ciepło i spokój zatem bez większych oporów skorzystała z jego propozycji i wsparła się na jego szerokich plecach.
  • Może nie powinnaś iść do pracy? - spojrzał na Nią, kiedy wychodzili z sali spojrzeniem bardziej ojcowskim – nie wyglądasz najlepiej.
  • Nie no muszę. Nie mogę ich zostawić na lodzie godzinę przed zmianą. - przeciągnęła się – zresztą dam jakoś radę. Dziś tylko 4 godziny.
  • Odprowadzę Cię.
  • Spoko. Nie ma takiej potrzeby.
  • Ale ja się będę czuł spokojniejszy. Jesteś moja przyjaciółka i nie chcę, żebyś np. przespała stacje i się spóźniła. - uśmiechnął się i puścił oczko – zresztą i tak nie mam zbyt wiele dziś do roboty.
  • No dobra. Tylko musisz mnie w takim układzie zabawiać rozmową.
  • Rozmowa z Tobą to przyjemność.
Miała ochotę na jakąś cięta ripostę ale jej szare komórki nie działały więc tylko się do Niego uśmiechnęła i pozwoliła mu wziąć swoja torbę. Całkiem jak w podstawówce. Kiedy chłopak adorował dziewczynę brał jej torbę i ją odprowadzał. Filip był jednak nie z tych czasów.
Podczas drogi do knajpy niewiele ze sobą rozmawiali. Ona nie miała siły a On tez był jakiś zamyślony. Odstawił ją pod same drzwi, spytał kontrolnie czy na pewno da radę te cztery godziny i oddał się. Chwilę stała i patrzyła na jego sylwetkę. Wgapiała wzrok w plecy trochę bezmyślnie. Potem zsunęła nieco niżej i pomyślała odruchowo, że chyba ma ładny tyłek, skoro dużo sportu uprawia. No i pewnie zgrabne, długie nogi. Taka wycieczka w świat fantazji sprawiła, ze sama się z siebie zaśmiała i weszła do knajpy.
W środku jak zwykle panował lekki chaos. Susanna rozmawiała przez telefon i przywitała ja skinieniem głowy. Alfie jak zwykle mruczał coś pod nosem na zapleczy mieszając czekoladę dla dziecka pary jedzącej deser. Modliła się w duchu, żeby był ruch to wtedy nie będzie musiała z nikim rozmawiać. Po mniej więcej godzinie pojawił się Mark. Nie było innych klientów więc poprosił ja na chwilę.
  • Hej. Wszystko w porządku? - zaprosił gestem by usiadła na krześle obok
  • Tak, czemu pytasz?
  • Martwiłem się. Nie odbierasz, nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość.
„Faktycznie. Telefonu nie sprawdzała od, właśnie, od kiedy? Od wczorajszego wieczoru chyba. A może i wcześniej.”
  • Poza tym wybacz, ale nie wyglądasz najlepiej. Jesteś chora?
  • Nie, źle spałam. A telefon przepraszam, jakoś o nim zapomniałam. Nie mam nawyku sprawdzana. Przepraszam, ze nie odpisałam. Miałam zamiar ale jakoś mi uciekło.
„Cholera dziewczyno po co się tłumaczysz” skarciła sama siebie w myślach, „ w końcu to nie jego sprawa. Co mu się wydaje, ze jedno zaproszenie na coś w stylu randki zobowiązuje ją do czegokolwiek?”
  • Pomyślałem, że Cię obraziłem. Że się na mnie obraziłaś. Przepraszam Cie za przedwczoraj, na prawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło. Bardzo mi głupio.
  • Nie ma sprawy. Tylko następnym razem trochę powściągnij emocje – pokazała Mu siniaka, który stał się wyraźniejszy – bo pójdę na obdukcję – zaśmiała się opuszczając rękaw.
  • Posłuchaj – zaciął się i coś międlił w myślach – może – w tym momencie jak na zawołanie otworzyły się drzwi i do środka weszła spora grupka młodych ludzi.
  • Mark przepraszam, ale chyba muszę wracać do pracy – postanowiła zignorować rozpoczęte przez niego zdanie – zaraz Alfi będzie marudził.
Wstała od stołu, posłała lekki uśmiech i wróciła na zaplecze. Na prawdę nie miała ochoty na jego zaloty. Nie to, że w ogóle. Bo prawdopodobnie nie dostarczył by jej przez kilka miesięcy tyle atrakcji, ile miała przez ostatnie dwa wieczory, ale nie czuła się na siłach teraz z Nim pertraktować i odmawiać, co by z pewnością uczyniła.
Zgodnie z oczekiwaniami młodzież czy raczej studenci zrobili sporo zamieszania. Mark przed wyjściem wetknął głowę na zaplecze i spytał, czy może ja odprowadzić po pracy do domu ale pomachała przecząco głową. Wycofał się a ona mogła się zając sałatkami.
Cztery godziny minęły szybko i szczęśliwa zebrała się do wyjścia. Przed lokalem stał Filip.
  • Co Ty tu robisz?
  • Mówiłem, że nie mam dziś nic specjalnego do roboty.
  • No ale skąd wiedziałeś, o której kończę? Bo chyba nie sterczysz tu od czterech godzin?
  • Nie. Ale może pamiętasz, że wspomniałaś, ze dziś pracujesz cztery godziny właśnie. Postanowiłem Cię odtransportować bezpiecznie do domu.
  • Fiiiluś...
  • Nie Filusiuj mi tu. Daj torbę...
  • Ale jeszcze muszę zakupy zrobić.
  • To Ci pomogę. Widzisz, przydam się jak znalazł. Będziesz mogła zrobić większe zakupy bo przytacham Ci wszystko pod drzwi. A nawet, jeśli pozwolisz, za nie wstawię.
  • Ty wariat jesteś. Ale Ci dziękuję. Dobrze wiedzieć, że na kogoś mogę liczyć.
  • Na mnie zawsze i o każdej porze – powiedział do Niej z uśmiechem – Kochanie – dodał w myślach.

środa, 4 września 2013

10.
  • Być może- pochylił się, jakby chciał ja pocałować, ale przesunął usta nieco dalej i wyszeptał – ale z pewnością ktoś nas obserwuje i to nie jest wytwór mojej wyobraźni.
  • Gdzie – szarpnęła się – jak?... skąd... - chciała się odwrócić ale objął ja mocno.
  • Nie szarp się. Nie puszczę Cię a on czy ona jest za daleko, żeby sprawdzić, kto to – głaskał ją po plecach żeby się uspokoiła – nawet jeśli bym spróbował dobiec może zdążyć uciec i wmiesza się w ludzi na placu, zniknie w którejś knajpie czy bramie.
Weronice w głowie galopowały myśli. Kiedy Chris wczoraj mówił, że ktoś ich obserwuje, wzięła to za fantazję faceta, który próbuje czymś zaimponować. Ale teraz... Jeśli to był przypadek, to było co najmniej dziwne. A jeśli panowie jednak rozmawiali? I się umówili? Ale w sprawie potencjalnego podglądacza? Nie... to nie możliwe... zatem kto to u licha może być? Kto ich obserwuje?
  • To pewnie jakaś Twoja narwana fanka. Mam tylko nadzieję, ze mi nie obleje twarzy kwasem i nie zacznie w paczkach zdechłych szczurów w płatkach róż.
  • Hm... nic mi nie wiadomo o takich fankach.
  • Może po prostu Twoje dziewczyny czy Kochanki nie dzieliły się z Tobą tą informacją. Albo już nie mogły.
  • O ile wiem, wszystkie żyją i maja się dobrze.
  • O!? Prowadzisz ewidencję i robisz aktualizacje? Pewnie masz całe setki stron notatek... - popatrzyła na niego zaczepnie. W odpowiedzi uśmiechnął się tylko.
  • Obawiam się, że nigdy nie zgadniesz, ile miałem kobiet.
  • A sądzisz, ze mnie to serio interesuje?!
  • Jasne. I chciałabyś się przekonać, co jest we mnie takiego, ze ich setki..ba! Tysiące na mnie lecą..
  • Ty Narcyzie! Serio uważasz, że cały świat się kreci wokół Ciebie?
  • Cały nie.... niewiele ponad 50%... bo kobiet jest więcej.
    Roześmiała się na głos.
  • Matko, jaki z Ciebie palant...
  • Ale całkiem atrakcyjny.
  • Tak uważasz?
  • Gdyby było inaczej dawno byś poszła a nie stała i wysłuchiwała tego, co uważasz za brednie licząc jednak po cichu na zaliczenie się do grona kobiet, które ze mną spały. Znaczy technicznie nie spały – poprawił się – tylko uprawiały seks. Sypiać zasadniczo wole sam.
  • Robisz wyjątki?
  • Rzadko.
Nastała cisza. Dosyć niespodziewanie każdemu z nich zabrakło słów. Weronikę bawiła jego poza bo była pewna, że to poza. Tym bardziej kiedy sobie zestawiła jego gadanie z tym, co jej poprzedniego dnia powiedział Chris. Nabierała przekonania, że Adam jest wrażliwym facetem, może próbuje coś komuś udowodnić...w sumie nieważne. Na prawdę ją bawił a przepychanki słowne jej się podobały. Mobilizowały jej mózg do szybkich i ciętych ripost. A to też jej się podobało. Po zajęciach na uniwersytecie, które też angażowały jej mózg, ale w zupełnie innym wymiarze i pracy w knajpie, która w ogóle nie angażowała umysłu uznała to dobry omen i mimo wszystko postanowiła wyciągnąć z tego spotkania, ile się da. Nie uważała się za dziwkę, nie sypiała z przypadkowymi kolesiami a do łóżka szła nie wcześniej niż na 7 randce ale tym razem miała przemożną ochotę iść na całość. Wiedziała, że tego chce. I wiedziała, że On wie, że Ona chce. Adam jakby odczytując jej myśli wziął delikatnie jej dłoń i przysunął do swojej tworzy. Lekko podciągnął rękaw i dotknął wargami wewnętrznej strony nadgarstka. Przesunął usta kilka milimetrów wyżej i ponowił pieszczotę. Potem czubkiem języka zjechał w kierunku dłoni.
  • Słuchaj... możemy tak tu stać i marznąć, narażając się na głodny i zły lub zazdrosny raczej wzrok osoby ukrytej kilkadziesiąt metrów stad, albo... - ponowił pieszczotę przerwana na okoliczność wypowiedzi
  • Albo? - Weronika już się zdecydowała. Miała tylko nadzieję, że On się nie rozmyśli. A jeśli, to spróbuje Go zaciągnąć do siebie...
  • Albo udać się do hotelu na szybki numerek...
  • U Ciebie tylko szybkie wchodzą w grę?
  • Zasadniczo nie. Ale jest północ a o 4 rano mam samolot czyli na lotnisku muszę być najpóźniej o 3 a jestem niespakowany...
  • Matko gadasz jak baba...I może przeniesiemy ta niezwykle interesująca werbalną grę wstępną do hotelu, bo mi zimno – na potwierdzenie tych słów przeszedł ja dreszcz. Co prawda nie tyle z zimna ile z emocji,ale On tego nie musiał wiedzieć.
Tym razem zaśmiał się On i zrobił to szczerze. Dobrze się czuł w towarzystwie tej dziewczyny. Bardzo mu się podobało, że nie czerwieni się i nie zawstydza, tylko odparowuje jego bezczelne uwagi wprost, choć widział, że to nie leży w jej naturze. Ale podjęła walkę i mu to zaimponowało. Bał się, że to będzie jakaś rozlazła panna, która po pierwszym niewybrednym żarcie wyleje na niego wino i wybiegnie z restauracji. Co prawda sytuację nieco komplikował fakt, że widziała się wczoraj z Chrisem, ale skoro twierdziła, ze się z Nim nie przespała, a nie miał powodu by jej nie wierzyć, znał w końcu tez i swojego kumpla, zatem drogę miał otwartą. No i nie zamierzał z niej rezygnować. Dawno z żadną kobietą nie czuł się tak... właśnie, jak się czuł? Komfortowo. Tak, to dobre słowo. Co prawda trochę udawał i przerysowywał swoje zachowanie, ale Ona wiedziała, że On gra. Podjęła pałeczkę i odbijała te piłki. Było ciekawie. Tak. Postanowił zaryzykować.
  • Chodź. Idziemy. - wziął ja za rękę i pociągnął za sobą
  • Dokąd?
  • Kontynuować grę wstępną w wyższej temperaturze. Mój hotel jest jakieś 100 metrów stąd.
Wzięła Go pod rękę, bo naprawdę zaczęło jej być zimno. W odpowiedzi objął ją. Po kilku metrach zatrzymała Go i delikatnie pocałowała. Pogładził jej twarz i się uśmiechnął. Poszli dalej w ciszy, przytuleni. Przed samym hotele nieco rozluźnili uścisk i weszli do foyer trzymając się za ręce. Przy recepcji stało dwóch najwyraźniej zdenerwowanych mężczyzn w garniturach a obsługa chyba próbowała rozwiązać ich problem. Poza nimi nikogo nie było. Prześliznęli się zatem w miarę niezauważeni do windy. Stanęli naprzeciwko siebie. Kiedy jej drzwi się zasunęły ich oczy spotkały się. Weronika przypuszczała, że On wykona za chwilę jakiś nieprzyzwoity gest, coś na potwierdzenie opinii, jaką miał choćby w brukowcach. Nic takiego nie nastąpiło. Na przeciwko niej stał facet, bardzo przystojny zresztą, którego oczy płonęły wręcz pożądaniem. Facet o rysach regularnych, nieco ostrych lecz przez to męskich, samczych,jakby pewnie sam o sobie powiedział. Facet o symetrycznej twarzy z lekkim zarostem, ładnym kształcie uszu o pełnych i mięsistych płatkach, które tak bardzo lubiła. O oczach nieokreślonego koloru, który gdyby dotyczył kota mógłby być określony, jako bury. Tan facet pożerał ją wzrokiem co jej się bardzo podobało.
Winda stanęła na 7 piętrze i przeszli do pokoju. Ciekawa była, czy lider takiej grupy jedzie po bandzie i bierze jakiś super wypasiony apartament, czy zwykły pokój. Kiedy otworzył drzwi jej oczom ukazało się wnętrze będące kompromisem pomiędzy opcjami, które brała pod uwagę. Nie miała jednak czasu rozejrzeć się dokładnie. Kiedy tylko drzwi się zamknęły przywarł do niej wpijając się w jej usta i przyciskając do ściany całym sobą. Dłonie oparł po obu stronach jej twarzy jakby jeszcze się wahając lub dając sobie chwile czasu na ruch, po którym już nie będzie odwrotu. Poddając się jego pieszczotom zaczęła jednocześnie rozpinać jego płaszcz. Potraktował to jako ostateczne przyzwolenie. Tak jej jak i jego okrycie wierzchnie dosyć szybko wylądowały na podłodze a jego dłonie pod jej pośladkami, nadal zresztą w spodniach. Podniósł ją, nie przestając całować i pozwolił opleść się nogami. Zanurzyła dłonie w jego włosach. Chwilę tak stali, a kiedy skierował kroki w kierunku sypialni, najwidoczniej nie mógł się zdecydować między rozłożystym małżeńskim łożem a chyba także wygodną kanapą w salonie, rozległo się natarczywe pukanie do drzwi. Adam zdawał się to ignorować, ale pukający nie ustawał. Weronika odsunęła twarz.
  • Może powinieneś sprawdzić, kto to?
  • Pewnie jakiś pijak zabłądził....
  • W takim hotelu?
Pukanie było nieustające i natarczywe, choć nie bardzo głośne. Po chwili dołączył do Niego głos.
  • Adam...Adam, otwórz...Adam wiem, że tam jesteś.
Wzywany opuścił głowę na piersi, zamknął oczy i westchnął.
  • Jednak nie pijak – powiedziała Werka z przekąsem
  • Niestety nie - pocałował ja w usta i postawił na podłodze. Jeszcze chwile stał obejmując ją, po czym w końcu rozluźnił dłonie, przejechał prawa po włosach, twarzy i brodzie, potrząsnął głową i mrucząc „nie wierzę” skierował się do drzwi. Niechętnie je otworzył. Nie musiał pytać, kto zacz bo poznał głos.
  • Czatowałeś pod drzwiami czekając na mój powrót?
  • Tak jakby – Matt wszedł do pokoju z impetem ale widok Weroniki trochę go przystopował – kuźwa, sory stary..
  • Jak widzisz to nie jest najlepszy możliwy...
  • Wiem, widzę, sory stary – Matt mu przerwał – ale mamy problem.
  • Jaki problem.. - Adam westchnął co świadczyło o tym, że niespecjalnie serio traktuje słowa przyjaciela.
  • Nie odbierasz telefonu to nie wiesz.
  • Oświeć mnie zatem...
  • Chris jest w szpitalu.