12.
Zgodnie z
oczekiwaniami Filip pomógł jej w zakupach. Dorzucił tez do
koszyka kilka rzeczy, którego jego zdaniem mogły jej się przydać
i poprawić humor... takich jak czekolada do zrobienia na gorąco czy
duży słoik Nutelli. Było jeszcze kilka gratisów, których
istnienie odkryła dopiero rozpakowując zakupy. Poczuła się
głupio, że się nie zorientowała w sklepie i zaczęła mu robić
wyrzuty ale absolutnie nie chciał wziąć od Niej ani centa
twierdząc, że to prezenty na poprawę humoru. Oczywiście, co także
było do przewidzenia, odstawił ją dosłownie do mieszkania.
Łącznie z rozpakowywaniem i wstawianiem do lodówki i na półki.
Przy okazji rozejrzał się nieco krytycznie po zabałaganionym
wnętrzu i niepostrzeżenie poustawiał kilka rzeczy i powrzucał do
pralki podczas gdy Weronika zniknęła w sypialni by założyć coś
bardziej domowego. Po chwili ukazała mu się w absolutnie
aseksualnej szarej, rozciągniętej bluzie sprzed co najmniej kilku
lat, spodniach dresowych nieokreślonego koloru i różowych
skarpetkach. Kiedy na Nią spojrzał nie mógł się powstrzymać i
parsknął śmiechem.
- No co...
- Zawsze wiedziałem, że masz wyczucie koloru ale takiego zestawu nie oczekiwałem.
- Masz coś do moich wiecznych dresów?
- Do nich absolutnie nie... ale ta kanarkowa koszulka, która spod bluzy wygląda na świat... - pokręcił głową z dezaprobatą ale i uśmiechem.
- Oj weź... - podeszła do lodówki i wyjęła mleko – chcesz czekolady?
- Jasne – usiadł przy stole – wygląda, jakbyś ostatnio miała trochę mało czasu na sprzątanie...
- Nie bądź złośliwy – nastawiła mleko i stanęła na warcie – wiesz, szkoła, praca...
- Randki... - natychmiast tego pożałował. Posłała mu spojrzenie, które niemal zabija...
- Słuchaj przyszedłeś mi prawić morały czy co?
- Nie złość się. Obiektywnie rzecz biorąc – wstał i podszedł bliżej. Oparł się o lodówkę i wsadził ręce do kieszeni – randki to fajna rzecz. Dodają endorfin, wiesz, ta cała ekscytacja, energia, świetliki w oczach itp...
- No właśnie – zamieszała mleko
- Ale Ty wyglądasz jakby po Tobie przejechał walec drogowy. Albo się nie wyspałaś, bo było tak dobrze, ale wtedy rozmarzony uśmiech by Ci nie schodził z ust albo się nie wyspałaś, bo było tak fatalnie a wtedy pewnie byś nie wytrzymała i mi się wyspowiadała jak przyjaciółce.
Spojrzała na Niego
uważnie. Skąd ten gówniarz wiedział takie rzeczy? Nie powinien
grać teraz z kolegami w Play Station czy coś?
- Nie wymądrzaj się, co Ty wiesz o randkach...
- Wiem, że ani nie było dobrego seksu ani koleś...kolesie nie byli rozczarowaniem. Coś się stało. Coś Ci leży na żołądku, nie wiem o co chodzi a Ty nie masz ochoty o tym gadać ale, sory, to widać po Tobie. Wyglądasz źle.
- Wielkie dzięki za komplement – zalała czekoladę mlekiem – chcesz cynamonu?
- Tak. Taka jest prawda. Sory, ale, kurde.... mam nadzieję, że to minie, bo się martwię.
- Dzięki, ale nie trzeba...
Postawiła kubki na
stole. Przez chwile zastanawiała się, czy mu powiedzieć o
przeżyciach ostatnich dwóch nocy. W takich chwilach bardzo jej
brakowało przyjaciółki. Chciałaby się komuś wygadać, wypłakać,
ponarzekać na swój los i pecha, popomstować na cały świat. A
miała jedynie kolegów. Żadnej koleżance nie ufała na tyle, by ją
wpuścić głębiej w swoje życie.
Florian patrzył
jej w oczy. Bez słowa wyciągnął rękę i położył na jej dłoni.
- Słuchaj, wiesz, że jestem, jakby coś...
- Wiem, wiem – chciała wycofać swoją dłoń spod jego ale ją uprzedził – przepraszam Cię. Masz sporo racji, ale nie chce mi się o tym gadać. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Może kiedyś...
- No wiem. Ale pamiętaj. Co prawda płci sobie nie zmienię, żebyś się czuła bardziej komfortowo w moim towarzystwie i łatwiej zwierzała, no ale wiesz.... znasz mój numer.Zaczęła się śmiać. Zwizualizowała Go sobie jako kobietę. Z tym zarostem...
- Spoko. Tylko błagam nie zaczynaj chodzić w spódniczkach czy coś.
- Wiesz co, lubię swoją męskość, nawet jeśli uważasz, że jest dla Ciebie zbyt niedojrzała – mrugnął do Niej okiem – i nie będę się z nią rozstawał, zaryzykuję pozostanie przy niej. A teraz – wstał i odstawił kubek do zlewu – pozwolisz, że się pożegnam.
Powrócił do
kubka, umył go i odstawił na ociekacz.
- Powinnaś się wyspać. Jutro masz wolne. Chodź, zamkniesz za mną drzwi.
- Masz rację – podniosła się z ociąganiem i odprowadziła do drzwi. Pocałował ją w czoło i już Go nie było.
Zamknęła drzwi na
wszystkie zamki i powlokła się z powrotem do kuchni. Po drodze
zorientowała się, że pralka chodzi i najpierw się uśmiechnęła
na myśl o troskliwości Filka a chwilę potem oblała się falą
gorąca na myśl, że mógł, z dużą dozą prawdopodobieństwa
natknąć się na jej bieliznę. Ale wzruszyła ramionami – może
zgrzebność mało wyszukanych, szarych, bawełnianych stringów Go
ostudzi. Uśmiechnęła się do tej myśli. Umyła w kuchni swój
kubek, wytarła oba. Po chwili zastanowienia wzięła otworzone nieco
wcześniej Porto, kieliszek i babską gazetę i powlokła do
sypialni. Ale usiadła w fotelu. Nie chciała jeszcze spać. Musiała
przemyśleć kilka rzeczy. Po chwil wstała i poszła po torebkę.
Wypadało raz na jakiś czas sprawdzić komórkę. Wygrzebała ja z
torby i wróciła do sypialni. Umościła się w fotelu. Nacisnęła
klawisz. Dwie wiadomości. Otworzyła. Jedna od Marka „Miło Cię
było widzieć dzisiaj. Kolorowych snów”. Kolejna od Adama „Krótki
update – Chris jest po operacji, na razie nie można Go odwiedzać,
pewnie dopiero jutro. Jestem w kontakcie z lekarzem. Jestem w NY ale
jutro wieczorem będę z powrotem w B. Nie zostawię tego tak. Odezwę
się, jak wyląduję. Ściskam.”
Zamknęła oczy a
pod powieki napłynęły łzy. Przypomniała sobie wszystko. Od
momentu, kiedy do pokoju hotelowego wszedł Matt i oznajmił, że
Chris jest w szpitalu wszystko wyglądało jak jakiś kiepski film
klasy... „C” chyba. Kręcony kamerą wideo i z beznadziejnym
scenariuszem. Jak jakiś makabryczny żart. Czuła się jak w
historii pod tytułem „ukryta kamera” bo wszystko było takie
nierealne... Adam nie zastanawiał się długo. Spojrzał na Nią
przelotnie i rzucił do Matta „sprowadź taksówkę”. Tamten
pobiegł korytarzem do wind a Adam zgarnął ładowarkę do telefonu
do kieszeni, skoczył do łazienki na szybkie siku, spytał czy nie
chce skorzystać ale odmówiła. Wziął ja za ramiona i popatrzył w
oczy. Powiedział, że nie wie, czy Ona chce jechać czy nie ale
każda decyzje zaakceptuje. Ona chciała jechać. Wziął ja za rękę,
zatrzasnął drzwi.... Na dole czekała już taksówka a w niej Matt.
Wsiedli do tyłu. Matt relacjonował. Chrisa z ulicy zgarnęła
karetka. Jakiś przypadkowy przechodzień był świadkiem
zamieszania. Widział szarpiących się mężczyzn. Jeden uciekł a
drugi osuwając się na ziemię powtarzał niezgrabnie, bo brakowało
mu tchu, „Pomocy”. Szczęśliwie świadek nie bał się, podbiegł
do Chrisa. Zobaczywszy zakrwawiony brzuch zdjął swoją kurtkę i
zwinął ją przyciskając do ran. W międzyczasie dzwonił na
pogotowie. Nieprzytomnego już zabrali do szpitala i reanimowali w
karetce. W szpitalu ustabilizowali trochę stan, zrobili transfuzję i
jakieś operacje. Niestety, stan był krytyczny, Chris się nie
wybudzał, balansował na granicy życia i śmierci. Ciągle coś
szwankowało. Kiedy dotarli do szpitala oczywiście mogli na niego
popatrzeć przez szybę. Weronika stała jak osłupiała, jakby w
jakimś śnie. Czuła, jak Adam ociera jej łzy ale nie czuła,jak
płyną. Zadawała sobie pytania, ja...dlaczego...jak to się stało,
że ktoś Chrisa skrzywdził. Nie wierzyła, żeby z własnej woli
wdał się w bójkę. Zdobyła się na wysiłek i spytała Matta, czy
to był napad rabunkowy. Nie. Portfel, telefon... wszystko było na
miejscu. Adam stał obok przyciskając czoło do szyby. Był blady
jak ściana a mocno zaciśnięte szczęki pulsowały. Potem
porozmawiali z lekarzem. Ona nic nie pamiętała z tej rozmowy, poza
zmęczona twarzą doktora kiwającego przecząco głową i
rozkładającego bezradnie ręce. Po jakimś czasie, nawet nie
wiedziała ile tam byli, Adam objął ja i powiedział, że nic tu po
nich. Odwieźli ją taksówką do domu, odprowadził ja pod same
drzwi, powiedział, żeby się martwiła, ze musi wracać do NY ale
przyleci pierwszym możliwym samolotem z powrotem pilotować sprawę.
Powiedział też, że się odezwie i żeby czekała na telefon.
Przytulił ja mocno,postali tak chwilę a Ona płakała mu w kurtkę.
Potem odsunęła twarz, otarła mokre policzki. Pocałował ją.
Weszła do mieszkania i zamknęła drzwi. Gdy ucichło zgrzytanie
zamków usłyszała jego kroki na schodach. Odrętwiała powlokła
się do sypialni. Nie pamiętała, czy zdjęła do spania buty...
Teraz otworzyła
oczy. Spojrzała jeszcze raz na telefon. Odpisała na wiadomość.
„Czekam”. Dostała raport. Czyli jeszcze jest w NY.
Co za idiotyczna
sytuacja. Już pomijając fakt, że to się przydarza jej, że nagle
kumulacja zainteresowania po latach posuchy i jeden z fajniejszych
kandydatów zostaje przypadkowo wyeliminowany, to kto do cholery
chciałby skrzywdzić Chrisa? Dlaczego jego? Co sim stało? I jeśli
to nie był napad rabunkowy to co? Nie odpowiedział jakiemuś
pijanemu czy naćpanemu kolesiowi na pytanie o godzinę? Albo
odpowiedział nie po niemiecku? Zastąpił komuś drogę?
Te pytania ją
zabijały. Podejrzewała, że w którymś momencie pewnie będzie
musiała odpowiedzieć na kilka pytań policji, jak będzie wiadomo,
ze spędziła z Nim tamten wieczór. Ale przecież nie powie im nic
znaczącego.
- Boże Ty widzisz i nie grzmisz? - zawołała na głos wznosząc wzrok do nieba. - To bez sensu, tylko pobudzę sąsiadów.
Nalała sobie cały
kieliszek porto, przeniosła się na łóżko, wypiła połowę
duszkiem i otworzyła magazyn. Liczyła, ze sen przyjdzie szybko.
Bardzo tego potrzebowała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz