piątek, 13 września 2013

11.
Rano naprawdę nie miała ochoty wstawać. Oczy jej się kleiły z niewyspania i poduszka działała na głowę jak magnes. Miała gonitwę niesprecyzowanych myśli i nawet nie podejmowała próby ich usystematyzowania. A do tego wszystkiego była masakrycznie niewyspana. Czekał ją dzień częściowo na uczelni, częściowo w pracy. Na myśl tak o jednym jak i o drugim nakryła się kołdrą, przewróciła na drugi bok i wyszeptała „jeszcze dwa minutki...”
Niestety budzik w komórce był nieubłagany a że przezornie położyła telefon na parapecie, musiała wstać by go wyłączyć. Ogarnęła wzrokiem pokój i choć wcale jej się nie podobało to, co zobaczyła, a były to rozrzucone ubrania, jej buty, torba, której zawartość wysypała się na podłogę, to machnęła na to wszystko ręką i poszła do kuchni nastawić wodę na kawę. Następnie skierowała się do łazienki pod ciepły prysznic, który zmywał z niej powolnie acz konsekwentnie sen budząc delikatnie. Spojrzała na odbicie w lustrze.
  • Dzisiaj to Ty raczej nikogo byś nie uwiodła.
Obraz nie był zachęcający. Podkrążone oczy, blada cera i pryszcz na brodzie, któremu się przyjrzała. To jednak była opryszczka w fazie wzrostu.
  • Świetnie... królowa piękności normalnie – sięgnęła do szafki po maść z antybiotykiem.
Sporym wyzwaniem okazało się skompletowanie garderoby na wilgotny, na co wskazywały smugi wody na szybach, dzień. Jednak wygrała walkę z zawartością szafy, odniosła także sukces w starciu z torbą, zgarniając jej zawartość nogą do środka. Drugą noga odkopała swoje porozrzucane ciuchy w okolice łóżka i przeniosła się do kuchni. Posłała niechętne spojrzenie laptopowi i na myśl, by sprawdzić maile otrząsnęła się. Zerknęła na zegarek i wzięła głęboki oddech.
  • Chyba muszę coś po drodze kupić. Kawę robię na wynos – zakomunikowała na głos sama do siebie – jeszcze tylko komórka i była gotowa do wyjścia. Zamknęła drzwi sprawdzając dwa razy. Działała automatycznie i miała wrażenie, że jej pamięć krótkotrwała nie działa.
    Na ulicy przeszył ja chłód i szybko zapięła kurtkę i założyła czapkę. Chwilę się gimnastykowała z rękawiczkami ale odniosła sukces i dumna z siebie podążyła w kierunku stacji metra.
    Filip czekał na nie przed salą.
  • O rany wybacz, notatki z wczoraj..nie wiem czy mam...
  • Spoko, nie pali się. - uśmiechnął się do Niej uroczo. Miała okazję, po raz kolejny zresztą, podziwiać dwa równe rzędy modelowych, niemal hollywoodzkich białych zębów – jak się masz?
  • Trochę jestem niewyspana... i zdezorganizowana... - zdjęła kurtkę dając mu uprzednio do potrzymania kubek z resztką kawy – ale zaraz się doprowadzę do porządku. Jesteśmy spóźnieni?
  • Nie, spokojnie. Pojechała po drugi projektor bo ten nie chciał działać. Choć do środka – otworzył drzwi i przepuścił ją przed sobą tak się ustawiając, by się delikatnie musiała o Niego otrzeć.- Tam są dwa miejsca, zająłem – pokazał gestem część sali, z której był dobry widok na ścianę, na której wyświetlano prezentację a jednocześnie samym będąc nieco poza wzrokiem prowadzącego.
  • Jesteś genialny w wyborze miejsc. - poklepała go po ramieniu – będę mogła się zdrzemnąć. Tylko jakbym chrapała to mnie obudź.
  • Jesteś niewyspana? - spojrzał czujnie
  • Odrobinę..- zakryła ręką usta próbując ukryć ziewnięcie
  • Randka się zakończyła śniadaniem? Znaczy nad ranem? - zapytał z przekąsem
  • Niee.... to nie tak... zresztą nieważne, za długo by opowiadać. I nie warto. Zresztą, nie wiem sama. Jak odeśpię i złapie do tego dystans to może.
  • No to spij – nie drążył tylko usiadł – jakby coś to się oprzyj.
Wykład, zgodnie z zamierzeniami zresztą przespała. Kolejny także. W zasadzie trudno to było nazwać snem bo było to takie drzemanie jak u królika pod miedzą. W głowie panowało tornado i sama nie bardzo wiedziała jak w ogóle była w stanie się wyłączyć i zdrzemnąć. Ale od Filipa emanowało ciepło i spokój zatem bez większych oporów skorzystała z jego propozycji i wsparła się na jego szerokich plecach.
  • Może nie powinnaś iść do pracy? - spojrzał na Nią, kiedy wychodzili z sali spojrzeniem bardziej ojcowskim – nie wyglądasz najlepiej.
  • Nie no muszę. Nie mogę ich zostawić na lodzie godzinę przed zmianą. - przeciągnęła się – zresztą dam jakoś radę. Dziś tylko 4 godziny.
  • Odprowadzę Cię.
  • Spoko. Nie ma takiej potrzeby.
  • Ale ja się będę czuł spokojniejszy. Jesteś moja przyjaciółka i nie chcę, żebyś np. przespała stacje i się spóźniła. - uśmiechnął się i puścił oczko – zresztą i tak nie mam zbyt wiele dziś do roboty.
  • No dobra. Tylko musisz mnie w takim układzie zabawiać rozmową.
  • Rozmowa z Tobą to przyjemność.
Miała ochotę na jakąś cięta ripostę ale jej szare komórki nie działały więc tylko się do Niego uśmiechnęła i pozwoliła mu wziąć swoja torbę. Całkiem jak w podstawówce. Kiedy chłopak adorował dziewczynę brał jej torbę i ją odprowadzał. Filip był jednak nie z tych czasów.
Podczas drogi do knajpy niewiele ze sobą rozmawiali. Ona nie miała siły a On tez był jakiś zamyślony. Odstawił ją pod same drzwi, spytał kontrolnie czy na pewno da radę te cztery godziny i oddał się. Chwilę stała i patrzyła na jego sylwetkę. Wgapiała wzrok w plecy trochę bezmyślnie. Potem zsunęła nieco niżej i pomyślała odruchowo, że chyba ma ładny tyłek, skoro dużo sportu uprawia. No i pewnie zgrabne, długie nogi. Taka wycieczka w świat fantazji sprawiła, ze sama się z siebie zaśmiała i weszła do knajpy.
W środku jak zwykle panował lekki chaos. Susanna rozmawiała przez telefon i przywitała ja skinieniem głowy. Alfie jak zwykle mruczał coś pod nosem na zapleczy mieszając czekoladę dla dziecka pary jedzącej deser. Modliła się w duchu, żeby był ruch to wtedy nie będzie musiała z nikim rozmawiać. Po mniej więcej godzinie pojawił się Mark. Nie było innych klientów więc poprosił ja na chwilę.
  • Hej. Wszystko w porządku? - zaprosił gestem by usiadła na krześle obok
  • Tak, czemu pytasz?
  • Martwiłem się. Nie odbierasz, nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość.
„Faktycznie. Telefonu nie sprawdzała od, właśnie, od kiedy? Od wczorajszego wieczoru chyba. A może i wcześniej.”
  • Poza tym wybacz, ale nie wyglądasz najlepiej. Jesteś chora?
  • Nie, źle spałam. A telefon przepraszam, jakoś o nim zapomniałam. Nie mam nawyku sprawdzana. Przepraszam, ze nie odpisałam. Miałam zamiar ale jakoś mi uciekło.
„Cholera dziewczyno po co się tłumaczysz” skarciła sama siebie w myślach, „ w końcu to nie jego sprawa. Co mu się wydaje, ze jedno zaproszenie na coś w stylu randki zobowiązuje ją do czegokolwiek?”
  • Pomyślałem, że Cię obraziłem. Że się na mnie obraziłaś. Przepraszam Cie za przedwczoraj, na prawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło. Bardzo mi głupio.
  • Nie ma sprawy. Tylko następnym razem trochę powściągnij emocje – pokazała Mu siniaka, który stał się wyraźniejszy – bo pójdę na obdukcję – zaśmiała się opuszczając rękaw.
  • Posłuchaj – zaciął się i coś międlił w myślach – może – w tym momencie jak na zawołanie otworzyły się drzwi i do środka weszła spora grupka młodych ludzi.
  • Mark przepraszam, ale chyba muszę wracać do pracy – postanowiła zignorować rozpoczęte przez niego zdanie – zaraz Alfi będzie marudził.
Wstała od stołu, posłała lekki uśmiech i wróciła na zaplecze. Na prawdę nie miała ochoty na jego zaloty. Nie to, że w ogóle. Bo prawdopodobnie nie dostarczył by jej przez kilka miesięcy tyle atrakcji, ile miała przez ostatnie dwa wieczory, ale nie czuła się na siłach teraz z Nim pertraktować i odmawiać, co by z pewnością uczyniła.
Zgodnie z oczekiwaniami młodzież czy raczej studenci zrobili sporo zamieszania. Mark przed wyjściem wetknął głowę na zaplecze i spytał, czy może ja odprowadzić po pracy do domu ale pomachała przecząco głową. Wycofał się a ona mogła się zając sałatkami.
Cztery godziny minęły szybko i szczęśliwa zebrała się do wyjścia. Przed lokalem stał Filip.
  • Co Ty tu robisz?
  • Mówiłem, że nie mam dziś nic specjalnego do roboty.
  • No ale skąd wiedziałeś, o której kończę? Bo chyba nie sterczysz tu od czterech godzin?
  • Nie. Ale może pamiętasz, że wspomniałaś, ze dziś pracujesz cztery godziny właśnie. Postanowiłem Cię odtransportować bezpiecznie do domu.
  • Fiiiluś...
  • Nie Filusiuj mi tu. Daj torbę...
  • Ale jeszcze muszę zakupy zrobić.
  • To Ci pomogę. Widzisz, przydam się jak znalazł. Będziesz mogła zrobić większe zakupy bo przytacham Ci wszystko pod drzwi. A nawet, jeśli pozwolisz, za nie wstawię.
  • Ty wariat jesteś. Ale Ci dziękuję. Dobrze wiedzieć, że na kogoś mogę liczyć.
  • Na mnie zawsze i o każdej porze – powiedział do Niej z uśmiechem – Kochanie – dodał w myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz