11.
Rano naprawdę nie
miała ochoty wstawać. Oczy jej się kleiły z niewyspania i
poduszka działała na głowę jak magnes. Miała gonitwę
niesprecyzowanych myśli i nawet nie podejmowała próby ich
usystematyzowania. A do tego wszystkiego była masakrycznie
niewyspana. Czekał ją dzień częściowo na uczelni, częściowo w
pracy. Na myśl tak o jednym jak i o drugim nakryła się kołdrą,
przewróciła na drugi bok i wyszeptała „jeszcze dwa minutki...”
Niestety budzik w
komórce był nieubłagany a że przezornie położyła telefon na
parapecie, musiała wstać by go wyłączyć. Ogarnęła wzrokiem
pokój i choć wcale jej się nie podobało to, co zobaczyła, a były
to rozrzucone ubrania, jej buty, torba, której zawartość wysypała
się na podłogę, to machnęła na to wszystko ręką i poszła do
kuchni nastawić wodę na kawę. Następnie skierowała się do
łazienki pod ciepły prysznic, który zmywał z niej powolnie acz
konsekwentnie sen budząc delikatnie. Spojrzała na odbicie w
lustrze.
- Dzisiaj to Ty raczej nikogo byś nie uwiodła.
Obraz nie był
zachęcający. Podkrążone oczy, blada cera i pryszcz na brodzie,
któremu się przyjrzała. To jednak była opryszczka w fazie
wzrostu.
- Świetnie... królowa piękności normalnie – sięgnęła do szafki po maść z antybiotykiem.
Sporym wyzwaniem
okazało się skompletowanie garderoby na wilgotny, na co wskazywały
smugi wody na szybach, dzień. Jednak wygrała walkę z zawartością
szafy, odniosła także sukces w starciu z torbą, zgarniając jej
zawartość nogą do środka. Drugą noga odkopała swoje
porozrzucane ciuchy w okolice łóżka i przeniosła się do kuchni.
Posłała niechętne spojrzenie laptopowi i na myśl, by sprawdzić
maile otrząsnęła się. Zerknęła na zegarek i wzięła głęboki
oddech.
- Chyba muszę coś po drodze kupić. Kawę robię na wynos – zakomunikowała na głos sama do siebie – jeszcze tylko komórka i była gotowa do wyjścia. Zamknęła drzwi sprawdzając dwa razy. Działała automatycznie i miała wrażenie, że jej pamięć krótkotrwała nie działa.Na ulicy przeszył ja chłód i szybko zapięła kurtkę i założyła czapkę. Chwilę się gimnastykowała z rękawiczkami ale odniosła sukces i dumna z siebie podążyła w kierunku stacji metra.Filip czekał na nie przed salą.
- O rany wybacz, notatki z wczoraj..nie wiem czy mam...
- Spoko, nie pali się. - uśmiechnął się do Niej uroczo. Miała okazję, po raz kolejny zresztą, podziwiać dwa równe rzędy modelowych, niemal hollywoodzkich białych zębów – jak się masz?
- Trochę jestem niewyspana... i zdezorganizowana... - zdjęła kurtkę dając mu uprzednio do potrzymania kubek z resztką kawy – ale zaraz się doprowadzę do porządku. Jesteśmy spóźnieni?
- Nie, spokojnie. Pojechała po drugi projektor bo ten nie chciał działać. Choć do środka – otworzył drzwi i przepuścił ją przed sobą tak się ustawiając, by się delikatnie musiała o Niego otrzeć.- Tam są dwa miejsca, zająłem – pokazał gestem część sali, z której był dobry widok na ścianę, na której wyświetlano prezentację a jednocześnie samym będąc nieco poza wzrokiem prowadzącego.
- Jesteś genialny w wyborze miejsc. - poklepała go po ramieniu – będę mogła się zdrzemnąć. Tylko jakbym chrapała to mnie obudź.
- Jesteś niewyspana? - spojrzał czujnie
- Odrobinę..- zakryła ręką usta próbując ukryć ziewnięcie
- Randka się zakończyła śniadaniem? Znaczy nad ranem? - zapytał z przekąsem
- Niee.... to nie tak... zresztą nieważne, za długo by opowiadać. I nie warto. Zresztą, nie wiem sama. Jak odeśpię i złapie do tego dystans to może.
- No to spij – nie drążył tylko usiadł – jakby coś to się oprzyj.
Wykład, zgodnie z
zamierzeniami zresztą przespała. Kolejny także. W zasadzie trudno
to było nazwać snem bo było to takie drzemanie jak u królika pod
miedzą. W głowie panowało tornado i sama nie bardzo wiedziała jak
w ogóle była w stanie się wyłączyć i zdrzemnąć. Ale od
Filipa emanowało ciepło i spokój zatem bez większych oporów
skorzystała z jego propozycji i wsparła się na jego szerokich
plecach.
- Może nie powinnaś iść do pracy? - spojrzał na Nią, kiedy wychodzili z sali spojrzeniem bardziej ojcowskim – nie wyglądasz najlepiej.
- Nie no muszę. Nie mogę ich zostawić na lodzie godzinę przed zmianą. - przeciągnęła się – zresztą dam jakoś radę. Dziś tylko 4 godziny.
- Odprowadzę Cię.
- Spoko. Nie ma takiej potrzeby.
- Ale ja się będę czuł spokojniejszy. Jesteś moja przyjaciółka i nie chcę, żebyś np. przespała stacje i się spóźniła. - uśmiechnął się i puścił oczko – zresztą i tak nie mam zbyt wiele dziś do roboty.
- No dobra. Tylko musisz mnie w takim układzie zabawiać rozmową.
- Rozmowa z Tobą to przyjemność.
Miała ochotę na
jakąś cięta ripostę ale jej szare komórki nie działały więc
tylko się do Niego uśmiechnęła i pozwoliła mu wziąć swoja
torbę. Całkiem jak w podstawówce. Kiedy chłopak adorował
dziewczynę brał jej torbę i ją odprowadzał. Filip był jednak
nie z tych czasów.
Podczas drogi do
knajpy niewiele ze sobą rozmawiali. Ona nie miała siły a On tez
był jakiś zamyślony. Odstawił ją pod same drzwi, spytał
kontrolnie czy na pewno da radę te cztery godziny i oddał się.
Chwilę stała i patrzyła na jego sylwetkę. Wgapiała wzrok w plecy
trochę bezmyślnie. Potem zsunęła nieco niżej i pomyślała
odruchowo, że chyba ma ładny tyłek, skoro dużo sportu uprawia. No
i pewnie zgrabne, długie nogi. Taka wycieczka w świat fantazji
sprawiła, ze sama się z siebie zaśmiała i weszła do knajpy.
W środku jak
zwykle panował lekki chaos. Susanna rozmawiała przez telefon i
przywitała ja skinieniem głowy. Alfie jak zwykle mruczał coś pod
nosem na zapleczy mieszając czekoladę dla dziecka pary jedzącej
deser. Modliła się w duchu, żeby był ruch to wtedy nie będzie
musiała z nikim rozmawiać. Po mniej więcej godzinie pojawił się
Mark. Nie było innych klientów więc poprosił ja na chwilę.
- Hej. Wszystko w porządku? - zaprosił gestem by usiadła na krześle obok
- Tak, czemu pytasz?
- Martwiłem się. Nie odbierasz, nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość.
„Faktycznie.
Telefonu nie sprawdzała od, właśnie, od kiedy? Od wczorajszego
wieczoru chyba. A może i wcześniej.”
- Poza tym wybacz, ale nie wyglądasz najlepiej. Jesteś chora?
- Nie, źle spałam. A telefon przepraszam, jakoś o nim zapomniałam. Nie mam nawyku sprawdzana. Przepraszam, ze nie odpisałam. Miałam zamiar ale jakoś mi uciekło.
„Cholera
dziewczyno po co się tłumaczysz” skarciła sama siebie w myślach,
„ w końcu to nie jego sprawa. Co mu się wydaje, ze jedno
zaproszenie na coś w stylu randki zobowiązuje ją do czegokolwiek?”
- Pomyślałem, że Cię obraziłem. Że się na mnie obraziłaś. Przepraszam Cie za przedwczoraj, na prawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło. Bardzo mi głupio.
- Nie ma sprawy. Tylko następnym razem trochę powściągnij emocje – pokazała Mu siniaka, który stał się wyraźniejszy – bo pójdę na obdukcję – zaśmiała się opuszczając rękaw.
- Posłuchaj – zaciął się i coś międlił w myślach – może – w tym momencie jak na zawołanie otworzyły się drzwi i do środka weszła spora grupka młodych ludzi.
- Mark przepraszam, ale chyba muszę wracać do pracy – postanowiła zignorować rozpoczęte przez niego zdanie – zaraz Alfi będzie marudził.
Wstała od stołu,
posłała lekki uśmiech i wróciła na zaplecze. Na prawdę nie
miała ochoty na jego zaloty. Nie to, że w ogóle. Bo prawdopodobnie
nie dostarczył by jej przez kilka miesięcy tyle atrakcji, ile miała
przez ostatnie dwa wieczory, ale nie czuła się na siłach teraz z
Nim pertraktować i odmawiać, co by z pewnością uczyniła.
Zgodnie z
oczekiwaniami młodzież czy raczej studenci zrobili sporo
zamieszania. Mark przed wyjściem wetknął głowę na zaplecze i
spytał, czy może ja odprowadzić po pracy do domu ale pomachała
przecząco głową. Wycofał się a ona mogła się zając sałatkami.
Cztery godziny
minęły szybko i szczęśliwa zebrała się do wyjścia. Przed
lokalem stał Filip.
- Co Ty tu robisz?
- Mówiłem, że nie mam dziś nic specjalnego do roboty.
- No ale skąd wiedziałeś, o której kończę? Bo chyba nie sterczysz tu od czterech godzin?
- Nie. Ale może pamiętasz, że wspomniałaś, ze dziś pracujesz cztery godziny właśnie. Postanowiłem Cię odtransportować bezpiecznie do domu.
- Fiiiluś...
- Nie Filusiuj mi tu. Daj torbę...
- Ale jeszcze muszę zakupy zrobić.
- To Ci pomogę. Widzisz, przydam się jak znalazł. Będziesz mogła zrobić większe zakupy bo przytacham Ci wszystko pod drzwi. A nawet, jeśli pozwolisz, za nie wstawię.
- Ty wariat jesteś. Ale Ci dziękuję. Dobrze wiedzieć, że na kogoś mogę liczyć.
- Na mnie zawsze i o każdej porze – powiedział do Niej z uśmiechem – Kochanie – dodał w myślach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz