środa, 4 września 2013

10.
  • Być może- pochylił się, jakby chciał ja pocałować, ale przesunął usta nieco dalej i wyszeptał – ale z pewnością ktoś nas obserwuje i to nie jest wytwór mojej wyobraźni.
  • Gdzie – szarpnęła się – jak?... skąd... - chciała się odwrócić ale objął ja mocno.
  • Nie szarp się. Nie puszczę Cię a on czy ona jest za daleko, żeby sprawdzić, kto to – głaskał ją po plecach żeby się uspokoiła – nawet jeśli bym spróbował dobiec może zdążyć uciec i wmiesza się w ludzi na placu, zniknie w którejś knajpie czy bramie.
Weronice w głowie galopowały myśli. Kiedy Chris wczoraj mówił, że ktoś ich obserwuje, wzięła to za fantazję faceta, który próbuje czymś zaimponować. Ale teraz... Jeśli to był przypadek, to było co najmniej dziwne. A jeśli panowie jednak rozmawiali? I się umówili? Ale w sprawie potencjalnego podglądacza? Nie... to nie możliwe... zatem kto to u licha może być? Kto ich obserwuje?
  • To pewnie jakaś Twoja narwana fanka. Mam tylko nadzieję, ze mi nie obleje twarzy kwasem i nie zacznie w paczkach zdechłych szczurów w płatkach róż.
  • Hm... nic mi nie wiadomo o takich fankach.
  • Może po prostu Twoje dziewczyny czy Kochanki nie dzieliły się z Tobą tą informacją. Albo już nie mogły.
  • O ile wiem, wszystkie żyją i maja się dobrze.
  • O!? Prowadzisz ewidencję i robisz aktualizacje? Pewnie masz całe setki stron notatek... - popatrzyła na niego zaczepnie. W odpowiedzi uśmiechnął się tylko.
  • Obawiam się, że nigdy nie zgadniesz, ile miałem kobiet.
  • A sądzisz, ze mnie to serio interesuje?!
  • Jasne. I chciałabyś się przekonać, co jest we mnie takiego, ze ich setki..ba! Tysiące na mnie lecą..
  • Ty Narcyzie! Serio uważasz, że cały świat się kreci wokół Ciebie?
  • Cały nie.... niewiele ponad 50%... bo kobiet jest więcej.
    Roześmiała się na głos.
  • Matko, jaki z Ciebie palant...
  • Ale całkiem atrakcyjny.
  • Tak uważasz?
  • Gdyby było inaczej dawno byś poszła a nie stała i wysłuchiwała tego, co uważasz za brednie licząc jednak po cichu na zaliczenie się do grona kobiet, które ze mną spały. Znaczy technicznie nie spały – poprawił się – tylko uprawiały seks. Sypiać zasadniczo wole sam.
  • Robisz wyjątki?
  • Rzadko.
Nastała cisza. Dosyć niespodziewanie każdemu z nich zabrakło słów. Weronikę bawiła jego poza bo była pewna, że to poza. Tym bardziej kiedy sobie zestawiła jego gadanie z tym, co jej poprzedniego dnia powiedział Chris. Nabierała przekonania, że Adam jest wrażliwym facetem, może próbuje coś komuś udowodnić...w sumie nieważne. Na prawdę ją bawił a przepychanki słowne jej się podobały. Mobilizowały jej mózg do szybkich i ciętych ripost. A to też jej się podobało. Po zajęciach na uniwersytecie, które też angażowały jej mózg, ale w zupełnie innym wymiarze i pracy w knajpie, która w ogóle nie angażowała umysłu uznała to dobry omen i mimo wszystko postanowiła wyciągnąć z tego spotkania, ile się da. Nie uważała się za dziwkę, nie sypiała z przypadkowymi kolesiami a do łóżka szła nie wcześniej niż na 7 randce ale tym razem miała przemożną ochotę iść na całość. Wiedziała, że tego chce. I wiedziała, że On wie, że Ona chce. Adam jakby odczytując jej myśli wziął delikatnie jej dłoń i przysunął do swojej tworzy. Lekko podciągnął rękaw i dotknął wargami wewnętrznej strony nadgarstka. Przesunął usta kilka milimetrów wyżej i ponowił pieszczotę. Potem czubkiem języka zjechał w kierunku dłoni.
  • Słuchaj... możemy tak tu stać i marznąć, narażając się na głodny i zły lub zazdrosny raczej wzrok osoby ukrytej kilkadziesiąt metrów stad, albo... - ponowił pieszczotę przerwana na okoliczność wypowiedzi
  • Albo? - Weronika już się zdecydowała. Miała tylko nadzieję, że On się nie rozmyśli. A jeśli, to spróbuje Go zaciągnąć do siebie...
  • Albo udać się do hotelu na szybki numerek...
  • U Ciebie tylko szybkie wchodzą w grę?
  • Zasadniczo nie. Ale jest północ a o 4 rano mam samolot czyli na lotnisku muszę być najpóźniej o 3 a jestem niespakowany...
  • Matko gadasz jak baba...I może przeniesiemy ta niezwykle interesująca werbalną grę wstępną do hotelu, bo mi zimno – na potwierdzenie tych słów przeszedł ja dreszcz. Co prawda nie tyle z zimna ile z emocji,ale On tego nie musiał wiedzieć.
Tym razem zaśmiał się On i zrobił to szczerze. Dobrze się czuł w towarzystwie tej dziewczyny. Bardzo mu się podobało, że nie czerwieni się i nie zawstydza, tylko odparowuje jego bezczelne uwagi wprost, choć widział, że to nie leży w jej naturze. Ale podjęła walkę i mu to zaimponowało. Bał się, że to będzie jakaś rozlazła panna, która po pierwszym niewybrednym żarcie wyleje na niego wino i wybiegnie z restauracji. Co prawda sytuację nieco komplikował fakt, że widziała się wczoraj z Chrisem, ale skoro twierdziła, ze się z Nim nie przespała, a nie miał powodu by jej nie wierzyć, znał w końcu tez i swojego kumpla, zatem drogę miał otwartą. No i nie zamierzał z niej rezygnować. Dawno z żadną kobietą nie czuł się tak... właśnie, jak się czuł? Komfortowo. Tak, to dobre słowo. Co prawda trochę udawał i przerysowywał swoje zachowanie, ale Ona wiedziała, że On gra. Podjęła pałeczkę i odbijała te piłki. Było ciekawie. Tak. Postanowił zaryzykować.
  • Chodź. Idziemy. - wziął ja za rękę i pociągnął za sobą
  • Dokąd?
  • Kontynuować grę wstępną w wyższej temperaturze. Mój hotel jest jakieś 100 metrów stąd.
Wzięła Go pod rękę, bo naprawdę zaczęło jej być zimno. W odpowiedzi objął ją. Po kilku metrach zatrzymała Go i delikatnie pocałowała. Pogładził jej twarz i się uśmiechnął. Poszli dalej w ciszy, przytuleni. Przed samym hotele nieco rozluźnili uścisk i weszli do foyer trzymając się za ręce. Przy recepcji stało dwóch najwyraźniej zdenerwowanych mężczyzn w garniturach a obsługa chyba próbowała rozwiązać ich problem. Poza nimi nikogo nie było. Prześliznęli się zatem w miarę niezauważeni do windy. Stanęli naprzeciwko siebie. Kiedy jej drzwi się zasunęły ich oczy spotkały się. Weronika przypuszczała, że On wykona za chwilę jakiś nieprzyzwoity gest, coś na potwierdzenie opinii, jaką miał choćby w brukowcach. Nic takiego nie nastąpiło. Na przeciwko niej stał facet, bardzo przystojny zresztą, którego oczy płonęły wręcz pożądaniem. Facet o rysach regularnych, nieco ostrych lecz przez to męskich, samczych,jakby pewnie sam o sobie powiedział. Facet o symetrycznej twarzy z lekkim zarostem, ładnym kształcie uszu o pełnych i mięsistych płatkach, które tak bardzo lubiła. O oczach nieokreślonego koloru, który gdyby dotyczył kota mógłby być określony, jako bury. Tan facet pożerał ją wzrokiem co jej się bardzo podobało.
Winda stanęła na 7 piętrze i przeszli do pokoju. Ciekawa była, czy lider takiej grupy jedzie po bandzie i bierze jakiś super wypasiony apartament, czy zwykły pokój. Kiedy otworzył drzwi jej oczom ukazało się wnętrze będące kompromisem pomiędzy opcjami, które brała pod uwagę. Nie miała jednak czasu rozejrzeć się dokładnie. Kiedy tylko drzwi się zamknęły przywarł do niej wpijając się w jej usta i przyciskając do ściany całym sobą. Dłonie oparł po obu stronach jej twarzy jakby jeszcze się wahając lub dając sobie chwile czasu na ruch, po którym już nie będzie odwrotu. Poddając się jego pieszczotom zaczęła jednocześnie rozpinać jego płaszcz. Potraktował to jako ostateczne przyzwolenie. Tak jej jak i jego okrycie wierzchnie dosyć szybko wylądowały na podłodze a jego dłonie pod jej pośladkami, nadal zresztą w spodniach. Podniósł ją, nie przestając całować i pozwolił opleść się nogami. Zanurzyła dłonie w jego włosach. Chwilę tak stali, a kiedy skierował kroki w kierunku sypialni, najwidoczniej nie mógł się zdecydować między rozłożystym małżeńskim łożem a chyba także wygodną kanapą w salonie, rozległo się natarczywe pukanie do drzwi. Adam zdawał się to ignorować, ale pukający nie ustawał. Weronika odsunęła twarz.
  • Może powinieneś sprawdzić, kto to?
  • Pewnie jakiś pijak zabłądził....
  • W takim hotelu?
Pukanie było nieustające i natarczywe, choć nie bardzo głośne. Po chwili dołączył do Niego głos.
  • Adam...Adam, otwórz...Adam wiem, że tam jesteś.
Wzywany opuścił głowę na piersi, zamknął oczy i westchnął.
  • Jednak nie pijak – powiedziała Werka z przekąsem
  • Niestety nie - pocałował ja w usta i postawił na podłodze. Jeszcze chwile stał obejmując ją, po czym w końcu rozluźnił dłonie, przejechał prawa po włosach, twarzy i brodzie, potrząsnął głową i mrucząc „nie wierzę” skierował się do drzwi. Niechętnie je otworzył. Nie musiał pytać, kto zacz bo poznał głos.
  • Czatowałeś pod drzwiami czekając na mój powrót?
  • Tak jakby – Matt wszedł do pokoju z impetem ale widok Weroniki trochę go przystopował – kuźwa, sory stary..
  • Jak widzisz to nie jest najlepszy możliwy...
  • Wiem, widzę, sory stary – Matt mu przerwał – ale mamy problem.
  • Jaki problem.. - Adam westchnął co świadczyło o tym, że niespecjalnie serio traktuje słowa przyjaciela.
  • Nie odbierasz telefonu to nie wiesz.
  • Oświeć mnie zatem...
  • Chris jest w szpitalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz