niedziela, 11 maja 2014

Ponieważ moja wena weszła na nieco inne tory, zatem zmieniłam nieco pierwotny zamysł. Jedne postacie znikną lub usuna się nieco w cień, inne pojawią się na scenie. Jak to w życiu bywa, na różnych jego etapach otaczają nas różni ludzie i nie zawsze jest tak, że te same osoby towarzyszą nam w przeważającej jego części.
Miłego czytania.
No i czekam na ewentualne uwagi :)





18.


- Chyba lecimy?
- Nie, Ty zostajesz, ja lecę do Berlina.
Skrzyżowała ręce na piersiach i ściągnęła twarz. Nie chciała się z Nim kłócić ale nie rozumiała, dlaczego chce ją tu zostawić.
- Czemu nie mogę lecieć z Tobą?
- Bo po pierwsze zabukowałem już jeden bilet. Po drugie należą Ci się porządne wakacje więc nie chcę Ci ich psuć. – wstał i podszedł do Niej kładąc dłonie na ramionach i patrząc w oczy – Zostawię Ci kasę, będziesz się mogła rozerwać, poopalać, połazić po sklepach i takie tam….
- Bzdura – otrząsnęła się z Jego dotyku – nie chcesz, żebym była przy Chrisie. Czujesz się niepewny. Chcesz mnie tylko dla siebie. Boisz się mojego z Nim spotkania – patrzyła Mu zadziornie w oczy.
- Słuchaj…- odsunął się – nie będę się z Tobą kłócił. Lecę sam. Rozmowę dokończymy jak wrócę. Samolot mam za nieco ponad godzinę i muszę jechać na lotnisko.
- Świetnie – zgarnęła swoją torebkę i kartę do pokoju – zatem przyjemnego lotu i być może do niezobaczenia.
Wyszła zostawiając Go nieco osłupiałego. Chciała trzasnąć drzwiami ale to było wykonalne. Te nowoczesne rozwiązania, domykacie itp.
- Nawet jak człowiek chce sobie ulżyć to nie może – wymruczała sama do siebie na korytarzu. Zacisnęła dłonie w pięści i zatupała nogami jak małe dziecko. Potem puściła się biegiem do wind. Adam najwidoczniej nie miał zamiaru za Nią gonić, bo nie słyszała ani Jego kroków ani głosu choć chwile na windę czekała. Zjechała na dół, spytała boya hotelowego jak najszybciej dojść do plaży. Grzecznie wskazał kierunek, jednak Ona zmieniła zdanie i postanowiła się przejść po ulicy. Wyszła głównym wejściem i od razu dopadło ja duszne powietrze, którym się zachłysnęła. Szła jednak dzielnie przed siebie nie patrząc na twarze mijanych ludzi. Po jakimś czasie, gdy pierwsza wściekłość minęła, zaczęła zwracać uwagę na samochody, na motocykle, na mijających ja turystów. W sumie nie wiedziała, czemu się wściekła. To chyba jednak był dobry moment, żeby sobie pewne sprawy przemyśleć. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze chwila. Zatrzymała się i podniosła głowę do góry. Palmy. Czy kiedykolwiek widziała palmę większą niż kilkadziesiąt centymetrów? Chyba niekoniecznie. Rozejrzała się dookoła. Obok chodnika był pas zieleni a za nim wstążka asfaltu, po której jeździli rolkarze, rowerzyści i jakieś pojedyncze osoby zabijały sobie czas joggingiem lub spacerem. Dalej był piach i błękit wody. Przeszła przez trawę i asfalt i weszła na plażę. Zdjęła sandały i uśmiechnęła się czując pod stopami miękki, niemal parzący piasek. Nie zważając na jego temperaturę a może właśnie przez nią puściła się biegiem w kierunku oceanu. Wbiegła z krzykiem w fale po chwili zdając sobie sprawę, że woda sięga jej powyżej kolan i całą spódnice ma w zasadzie mokrą.
- Dobrze, że jesteś przewidująca – mruknęła do siebie i wyszła z powrotem na piasek. Jeszcze w hotelu przyszło jej do głowy, by zamiast bielizny założyć bikini, tak na wszelki wypadek a teraz sama siebie chwaliła za ten pomysł. Ściągnęła spódnicę i przewiesiła przez torebkę. To samo zrobiła z bluzką i postanowiła się przejść po plaży. Chłonęła sobą szum wody, nieliczne głosy osób korzystających z pięknej pogody. Jakieś dziecko przebiegło jej drogę i ze śmiechem wpadło w fale. Przystanęła i patrzyła rozbawiona na, prawdopodobnie dziesięciolatka. Był taki radosny i niefrasobliwy. Kiedy Ona tak się czuła? Kiedy miała w nosie wszystko i wszystkich i nie zważała na to, co mówią i co sądzą inni? Niby była niezależna, niby potrafiła zadbać o siebie, praca, studia… Niby robiła co chciała ale czy rzeczywiście? Czy czuła się beztroska? Czy związek z facetem, który zaproponował jej ten wyjazd to była oznaka takiej beztroski? I czy to w ogóle był związek? Przecież na dobra sprawę to na co Ona liczyła? Że jakiś mega bogaty koleś się w Niej zakocha i zapewni jej życie jak z bajki? Bzdura. Takie rzeczy dzieją się w filmach.
Przysiadła na piasku. Po chwili zmieniła zdania. Rozłożyła na nim swoją przesuszoną nieco oceaniczną bryzą spódnicę, ułożyła się na niej wkładając torebkę pod głowę i rozmyślała dalej. Po raz kolejny uznała, że ostatnie tygodnie to jakiś pieprzony żart kogoś gdzieś na górze. Albo za kulisami, Że za chwilę rozlegnie się głośny śmiech i padnie „jesteś w ukrytej kamerze” albo „wkręciliśmy Cię”. Przecież takie rzeczy nie przydarzają się zwykłym śmiertelnikom. Ok., o ile sytuacje z baru mogła uznać jako rzeczywistą, nawet propozycje Chrisa i kolację o tyle cała reszta to jakiś kiepski scenariusz niedorobionego reżysera, który chciał w krótkim okresie czasu zawrze jak najwięcej problemów i emocji. Chris, Adam, ten wypadek, policjant, te całe randki internetowe, te wakacje….
- Dziewczyno, ciesz się z tego, co przeżywasz. Nie każdej lasce koleś proponuje wycieczkę niemal dookoła świata. I do tego jest całkiem miły i przystojny – wyszeptała do siebie i uśmiechnęła się pod nosem. W sumie Adam był… ok. Przyzwyczaiła się do Niego, pociągał ją, ale… Właśnie. Jedno wielkie „ale”. Czuła się jak dziwka. On płacił, On dyktował warunki, On wymagał i ustalał.
Naburmuszyła się i odruchowo zbiła dłonie w pięści. Czy dlatego tak bardzo się wkurzył, jak powiedział że leci sam? Czy może faktycznie chciała być przy Chrisie? O co jej tak na prawdę chodziło? Przecież to były przygody. Każdego z Nich lubiła, każdego na swój sposób.
Usiadła zmęczona tym tokiem rozumowania ale nie chciało jej ulecieć z głowy. Zmieniła pozycje przerzucając się na brzuch. Rozpięła stanik z tyłu, żeby nie było białego paska choć skóre miała już dosyć ładnie opaloną zatem pewnie by się specjalnie nie odznaczał. Powróciła do swoich rozważań.
- Zatem o co Ci tak naprawdę chodzi Nika?- zapytała samą siebie.
- Ano chodzi mi o to, że nie jestem wcale zadowolona ze swojego życia – odpowiedziała sobie sama na głos po dłuższej chwili.
Była zorganizowana, poukładana, nie puszczała się..
- Aż do teraz – mruknęła po raz kolejny i zachichotała – dziewczynko. O co ci do chuja chodzi?
Właśnie… Chyba zaczynało to do Niej docierać. Ostatnie tygodnie to było szaleństwo. Ale głownie emocjonalne. Poznawanie wielu nowych rzeczy. Miejsc. Ale czy to czyniło ja szczęśliwą? Czy czuła się dobrze? A co będzie dalej? Niby wiedziała, że planowanie nie pomaga, bo życie plany koryguje zatem na ile mogła żyła chwilą. Oczywiście w miarę możliwości pozostając w zgodzie ze sobą by móc patrzeć co rano w lustro. Ale.. co chciała osiągnąć? Jak będzie wyglądało jej Zycie po powrocie do domu? Do Berlina? Na studia? Do pracy? Do przyjaźni z … przyjaźni…właśnie. Jakoś z perspektywy tysięcy mil jej Przyjaciel, jak Go zawsze nazywała, stał się mało ważny. Jakby stracił na wartości, zdewaluował się. Ceniła Go nadal ale jakoś nagle uświadomiła sobie brak tęsknoty za Nim. Może to tak jest, że ludzie w twoim życiu pojawiają się na jakąś chwilę, na jakiś dłuższy lub krótszy czas. Idziecie kawałek razem a potem wasze drogi się rozchodzę. Czasem bez żalu, czasem z niedopowiedzeniami. Tak chyba się właśnie działo, takie miała wrażenie. Że coś się wypaliło. Że ta cała przygoda z Adamem to przygoda, nic więcej ale Ona musi z niej wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Wreszcie może znaleźć czy raczej odnaleźć prawdziwą siebie. Zastanowić się nad tym , co kocha a czego nie. Co chce zrobić ze swoim życiem. Nie można całe życie pracować w barze za jakieś marne grosze, żyć z dnia na dzień, wegetować. Trzeba mieć jakiś plan, do czegoś dążyć, coś realizować..
- Ej mała – zganiła się na głos – zaprzeczasz sama sobie. A gdzie Carpe Diem?
W dupie – dodała w myślach. Może czas najwyższy zmienić nastawienie. Przynajmniej spróbować.
-Kobieto…czego Ty kurwa chcesz…zastanów się a potem zacznij do tego dążyć. Masz dużą szansę, że się nie uda ale przynajmniej nie będziesz żałowała, że nie spróbowałaś.
W tym momencie usłyszała na głową świst i coś uderzyło w piasek obok niej obsypując ją drobnymi ziarenkami a ułamek sekundy później wylądowało na niej jakieś owłosione cielsko drapiąc pazurami i zostawiając na jej rozgrzanym ciele oprócz kropli wody także masę piachu i chyba spore zadrapania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz