Ponieważ moja wena weszła na nieco inne tory, zatem zmieniłam nieco pierwotny zamysł. Jedne postacie znikną lub usuna się nieco w cień, inne pojawią się na scenie. Jak to w życiu bywa, na różnych jego etapach otaczają nas różni ludzie i nie zawsze jest tak, że te same osoby towarzyszą nam w przeważającej jego części.
Miłego czytania.
No i czekam na ewentualne uwagi :)
Miłego czytania.
No i czekam na ewentualne uwagi :)
18.
- Chyba lecimy?
- Nie, Ty zostajesz, ja lecę do Berlina.
Skrzyżowała ręce na piersiach i ściągnęła twarz. Nie chciała
się z Nim kłócić ale nie rozumiała, dlaczego chce ją tu zostawić.
- Czemu nie mogę lecieć z Tobą?
- Bo po pierwsze zabukowałem już jeden bilet. Po drugie
należą Ci się porządne wakacje więc nie chcę Ci ich psuć. – wstał i podszedł do
Niej kładąc dłonie na ramionach i patrząc w oczy – Zostawię Ci kasę, będziesz
się mogła rozerwać, poopalać, połazić po sklepach i takie tam….
- Bzdura – otrząsnęła się z Jego dotyku – nie chcesz, żebym
była przy Chrisie. Czujesz się niepewny. Chcesz mnie tylko dla siebie. Boisz
się mojego z Nim spotkania – patrzyła Mu zadziornie w oczy.
- Słuchaj…- odsunął się – nie będę się z Tobą kłócił. Lecę
sam. Rozmowę dokończymy jak wrócę. Samolot mam za nieco ponad godzinę i muszę
jechać na lotnisko.
- Świetnie – zgarnęła swoją torebkę i kartę do pokoju –
zatem przyjemnego lotu i być może do niezobaczenia.
Wyszła zostawiając Go nieco osłupiałego. Chciała trzasnąć
drzwiami ale to było wykonalne. Te nowoczesne rozwiązania, domykacie itp.
- Nawet jak człowiek chce sobie ulżyć to nie może –
wymruczała sama do siebie na korytarzu. Zacisnęła dłonie w pięści i zatupała
nogami jak małe dziecko. Potem puściła się biegiem do wind. Adam najwidoczniej
nie miał zamiaru za Nią gonić, bo nie słyszała ani Jego kroków ani głosu choć chwile
na windę czekała. Zjechała na dół, spytała boya hotelowego jak najszybciej
dojść do plaży. Grzecznie wskazał kierunek, jednak Ona zmieniła zdanie i
postanowiła się przejść po ulicy. Wyszła głównym wejściem i od razu dopadło ja duszne
powietrze, którym się zachłysnęła. Szła jednak dzielnie przed siebie nie
patrząc na twarze mijanych ludzi. Po jakimś czasie, gdy pierwsza wściekłość
minęła, zaczęła zwracać uwagę na samochody, na motocykle, na mijających ja
turystów. W sumie nie wiedziała, czemu się wściekła. To chyba jednak był dobry
moment, żeby sobie pewne sprawy przemyśleć. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze
chwila. Zatrzymała się i podniosła głowę do góry. Palmy. Czy kiedykolwiek
widziała palmę większą niż kilkadziesiąt centymetrów? Chyba niekoniecznie. Rozejrzała
się dookoła. Obok chodnika był pas zieleni a za nim wstążka asfaltu, po której
jeździli rolkarze, rowerzyści i jakieś pojedyncze osoby zabijały sobie czas
joggingiem lub spacerem. Dalej był piach i błękit wody. Przeszła przez trawę i
asfalt i weszła na plażę. Zdjęła sandały i uśmiechnęła się czując pod stopami
miękki, niemal parzący piasek. Nie zważając na jego temperaturę a może właśnie
przez nią puściła się biegiem w kierunku oceanu. Wbiegła z krzykiem w fale po
chwili zdając sobie sprawę, że woda sięga jej powyżej kolan i całą spódnice ma
w zasadzie mokrą.
- Dobrze, że jesteś przewidująca – mruknęła do siebie i
wyszła z powrotem na piasek. Jeszcze w hotelu przyszło jej do głowy, by zamiast
bielizny założyć bikini, tak na wszelki wypadek a teraz sama siebie chwaliła za
ten pomysł. Ściągnęła spódnicę i przewiesiła przez torebkę. To samo zrobiła z
bluzką i postanowiła się przejść po plaży. Chłonęła sobą szum wody, nieliczne
głosy osób korzystających z pięknej pogody. Jakieś dziecko przebiegło jej drogę
i ze śmiechem wpadło w fale. Przystanęła i patrzyła rozbawiona na,
prawdopodobnie dziesięciolatka. Był taki radosny i niefrasobliwy. Kiedy Ona tak
się czuła? Kiedy miała w nosie wszystko i wszystkich i nie zważała na to, co
mówią i co sądzą inni? Niby była niezależna, niby potrafiła zadbać o siebie,
praca, studia… Niby robiła co chciała ale czy rzeczywiście? Czy czuła się
beztroska? Czy związek z facetem, który zaproponował jej ten wyjazd to była
oznaka takiej beztroski? I czy to w ogóle był związek? Przecież na dobra sprawę
to na co Ona liczyła? Że jakiś mega bogaty koleś się w Niej zakocha i zapewni
jej życie jak z bajki? Bzdura. Takie rzeczy dzieją się w filmach.
Przysiadła na piasku. Po chwili zmieniła zdania. Rozłożyła
na nim swoją przesuszoną nieco oceaniczną bryzą spódnicę, ułożyła się na niej
wkładając torebkę pod głowę i rozmyślała dalej. Po raz kolejny uznała, że
ostatnie tygodnie to jakiś pieprzony żart kogoś gdzieś na górze. Albo za
kulisami, Że za chwilę rozlegnie się głośny śmiech i padnie „jesteś w ukrytej
kamerze” albo „wkręciliśmy Cię”. Przecież takie rzeczy nie przydarzają się zwykłym
śmiertelnikom. Ok., o ile sytuacje z baru mogła uznać jako rzeczywistą, nawet
propozycje Chrisa i kolację o tyle cała reszta to jakiś kiepski scenariusz
niedorobionego reżysera, który chciał w krótkim okresie czasu zawrze jak
najwięcej problemów i emocji. Chris, Adam, ten wypadek, policjant, te całe
randki internetowe, te wakacje….
- Dziewczyno, ciesz się z tego, co przeżywasz. Nie każdej
lasce koleś proponuje wycieczkę niemal dookoła świata. I do tego jest całkiem
miły i przystojny – wyszeptała do siebie i uśmiechnęła się pod nosem. W sumie
Adam był… ok. Przyzwyczaiła się do Niego, pociągał ją, ale… Właśnie. Jedno
wielkie „ale”. Czuła się jak dziwka. On płacił, On dyktował warunki, On wymagał
i ustalał.
Naburmuszyła się i odruchowo zbiła dłonie w pięści. Czy
dlatego tak bardzo się wkurzył, jak powiedział że leci sam? Czy może faktycznie
chciała być przy Chrisie? O co jej tak na prawdę chodziło? Przecież to były
przygody. Każdego z Nich lubiła, każdego na swój sposób.
Usiadła zmęczona tym tokiem rozumowania ale nie chciało jej
ulecieć z głowy. Zmieniła pozycje przerzucając się na brzuch. Rozpięła stanik z
tyłu, żeby nie było białego paska choć skóre miała już dosyć ładnie opaloną
zatem pewnie by się specjalnie nie odznaczał. Powróciła do swoich rozważań.
- Zatem o co Ci tak naprawdę chodzi Nika?- zapytała samą
siebie.
- Ano chodzi mi o to, że nie jestem wcale zadowolona ze
swojego życia – odpowiedziała sobie sama na głos po dłuższej chwili.
Była zorganizowana, poukładana, nie puszczała się..
- Aż do teraz – mruknęła po raz kolejny i zachichotała –
dziewczynko. O co ci do chuja chodzi?
Właśnie… Chyba zaczynało to do Niej docierać. Ostatnie
tygodnie to było szaleństwo. Ale głownie emocjonalne. Poznawanie wielu nowych
rzeczy. Miejsc. Ale czy to czyniło ja szczęśliwą? Czy czuła się dobrze? A co
będzie dalej? Niby wiedziała, że planowanie nie pomaga, bo życie plany koryguje
zatem na ile mogła żyła chwilą. Oczywiście w miarę możliwości pozostając w
zgodzie ze sobą by móc patrzeć co rano w lustro. Ale.. co chciała osiągnąć? Jak
będzie wyglądało jej Zycie po powrocie do domu? Do Berlina? Na studia? Do
pracy? Do przyjaźni z … przyjaźni…właśnie. Jakoś z perspektywy tysięcy mil jej
Przyjaciel, jak Go zawsze nazywała, stał się mało ważny. Jakby stracił na
wartości, zdewaluował się. Ceniła Go nadal ale jakoś nagle uświadomiła sobie
brak tęsknoty za Nim. Może to tak jest, że ludzie w twoim życiu pojawiają się
na jakąś chwilę, na jakiś dłuższy lub krótszy czas. Idziecie kawałek razem a
potem wasze drogi się rozchodzę. Czasem bez żalu, czasem z niedopowiedzeniami. Tak
chyba się właśnie działo, takie miała wrażenie. Że coś się wypaliło. Że ta cała
przygoda z Adamem to przygoda, nic więcej ale Ona musi z niej wyciągnąć jak
najwięcej dla siebie. Wreszcie może znaleźć czy raczej odnaleźć prawdziwą
siebie. Zastanowić się nad tym , co kocha a czego nie. Co chce zrobić ze swoim
życiem. Nie można całe życie pracować w barze za jakieś marne grosze, żyć z
dnia na dzień, wegetować. Trzeba mieć jakiś plan, do czegoś dążyć, coś
realizować..
- Ej mała – zganiła się na głos – zaprzeczasz sama sobie. A
gdzie Carpe Diem?
W dupie – dodała w myślach. Może czas najwyższy zmienić
nastawienie. Przynajmniej spróbować.
-Kobieto…czego Ty kurwa chcesz…zastanów się a potem zacznij
do tego dążyć. Masz dużą szansę, że się nie uda ale przynajmniej nie będziesz
żałowała, że nie spróbowałaś.
W tym momencie usłyszała na głową świst i coś uderzyło w
piasek obok niej obsypując ją drobnymi ziarenkami a ułamek sekundy później wylądowało
na niej jakieś owłosione cielsko drapiąc pazurami i zostawiając na jej
rozgrzanym ciele oprócz kropli wody także masę piachu i chyba spore zadrapania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz