czwartek, 1 maja 2014



17.

- Szanowna Pani, oto hotel. – Zatrzymał krążownika szos przed rozłożystym, choć niewysokim budynkiem. Weronika zadarła głowę do góry i oceniła na jakieś 4, góra pięć pięter.
- Taki mały? – udała rozczarowanie..
- Mały, ale wariat – mrugnął do niej okiem otwierając drzwi po stronie pasażera i pomagając jej się wydostać z przepastnego wnętrza auta – poczekaj, jak zobaczysz, co ma do zaoferowania. Wygody, o jakich możesz pomarzyć jedynie… ewentualnie – dodał nieco ciszej.
- Ej, ktoś tu nie docenia mojej wyobraźni chyba? Mają gadające deski klozetowe albo stołki barowe z hologramami?*
Popatrzył na Nią przeciągle i już otwierał usta, by coś odpowiedzieć ale zrezygnował i tylko się roześmiał.
- Okej, oddaję pole, masz fantazję. Chodź, idziemy się zameldować.
Foyer prezentowało się imponująco. Nie ociekało złotem, bynajmniej. Było urządzone w pastelowych, przyjemnych kolorach, stylowymi meblami i tkaninami o najwyższej jakości. Ściany ozdabiała sztuka współczesna ale nie krzykliwa i bijąca po oczach a zgrana idealnie z wnętrzem, choć bynajmniej nie mdła. Od marmurowej zapewnie posadzki bił przyjemny chłód i Weronika miała ochotę zdjąć obuwie i pochodzić boso ale uznała że aż tak wyluzowana nie jest i chyba nie wypada. Szła posłusznie z swoim partnerem, wykonywała automatycznie polecenia i odpowiadała na pytania ale cała jej uwaga, no dobrze, 95% było skupione na wnętrzu. Chłonęła je każdym możliwym centymetrem swojego ciała, każdym oddechem i spojrzeniem. Bała się mrugnąć oczami w obawie, że obraz zniknie. Przywarła maksymalnie jak się dało do lady recepcyjnej i stała z półotwarta buzią chłonąc lekkość zwiewnych tkanin nieznacznie poruszanych ledwo wyczuwalnym przeciągiem we foyer. Chłonęła blado różowe i lekko żółte kolory ścian. Dekoracje wykonane z zimnego, wypolerowane metalu, subtelnie umieszczone pod sufitem i na ścianach oświetlenia (jakże tu musiało być pięknie wieczorem… musi pamiętać, by to sprawdzić). Wodziła stopą po posadzce będąc niemal o krok od pozbycia się obuwia, zamknięcia oczy i postawienia bosych stóp na chłodnej powierzchni białego kamienia.
Adam obserwował ją z zaciekawieniem. W końcu dotknął delikatnie jej dłoni
- Halo… mam Cię tu zostawić, czy idziemy do pokoju?
-Co? Tak… nie…co?
-Idziemy do pokoju? Czy wolisz tu zostać?
-Niee…nie wiem… tu jest tak pięknie. Nie wiem, o co chodzi w tym wnętrzu, może to te barwy, może jakieś feng shui czy coś, pojęcia nie mam. Ale mogłabym przestać tu całe życie.
-Znudziło by Ci się – odparł z przekonaniem i zaciągnął do windy. Piętro raptem trzecie.
Phi-pomyślała - mogliśmy iść po schodach…..
Skierowali się na prawo i weszli do… no tak. Nie był to zwykły pokój tylko dwupoziomowy, jak się okazało apartament.
Weronika zlustrowała szybko wnętrze utrzymane w stylu Art Deco, bez trudu dostrzegła schody prowadzące na piętro, kątem oka zanotowała łazienkę, pewnie olbrzymią. Podeszła do okna i wyjrzała. Za terenem zielonym przylegającym do hotelu rozpościerała się plaża. Odwróciła się, oparła o parapet, skrzyżowała ręce na piersiach.
- Adam….
-Tak? – jej towarzysz klęczał pochylony nad torbą i czegoś zawzięcie szukał.
-Dlaczego wydajesz na mnie taką kupę forsy?
-Że co proszę? – chyba jej nie słyszał bo nie oderwał się od swojego zajęcia. Nagle coś dojrzał-AHA!- wyjął ładowarkę do komputera – przepraszam, możesz powtórzyć?
-Pytałam, dlaczego wydajesz na mnie takie absurdalnie wielkie pieniądze? Przecież ten… apartament musi kosztować fortunę. I te wszystkie loty klasą nieekonomiczną, te kolacje, przyjemności… przecież to fortuna…..
- Kochanie – podszedł do niej z uśmiechem błąkającym się na jego niezbyt wydatnych wargach – po pierwsze jest to także mój urlop a ja jestem przyzwyczajony do pewnego standardu i nie zamierzam z niego rezygnować, żeby ktoś się czuł psychicznie lżej czy lepiej.
- Podlec – syknęła a On położył jej ręce na talii.
- Po drugie, co w sumie wynika z pierwszego, czy podróżowałabyś ze mną czy nie samochody wynajmowałbym takie same, w tych samych hotelach spał. Jedyna kwestia to bilety i posiłki, ale za to możesz mi oddać w naturze –obrócił ją delikatnie przodem do okna. Naparł nieco całym ciałem, tak że przywarł niemal do niej a jego dłonie powędrowały w kierunku jej brzucha.
Podniosła rękę i zagłębiła palce w jego zmierzwione włosy. Ustami dotykał jej szyi a dłonie błądziły mu bezwiednie.
-Dobra dzieciaku, wskakuj pod prysznic, ja muszę kilka telefonów wykonać i jedziemy na wycieczkę. – odsunął się od Niej jednym zdecydowanym ruchem, dał klapsa w tyłek i gestem wskazał łazienkę.
Wzruszyła ramionami. Bo choć miała na Niego straszną ochotę, o dziwo z dnia na dzień większą, to akurat w tym momencie wolałaby połazić po plaży czy rzeczywiście coś zobaczyć. Poszukała wzrokiem walizki, która leżała w sypialni. Otworzyła ją, wyjęła długa powiewną spódnicę i bluzkę, bieliznę i udała się do łazienki. W zasadzie należałoby powiedzieć pokoju kąpielowego. Był prawdopodobnie rozmiarów jej mieszkania z wielką wanną, chyba z jacuzzi, jak się domyśliła, dumnie stojącą na środku. Były tu też dwie umywalki imponujących rozmiarów, prysznic, pod którym zmieściłoby się przynajmniej ze cztery osoby na raz i jeszcze kilka rzeczy plus lustra szafki, podgrzewacze do ręczników i inne detale, których przeznaczenia nie znała. Zdecydowała się na prysznic i chwile jej zajęło, zanim rozszyfrowała, jak odkręcić wodę i ustawić odpowiedni strumień i temperaturę. Kiedy to uczyniła sos piknęło i miała wrażenie, jakby ja bardzo delikatnie kopnął prąd z pokrętła kranu. Trwało chwilę, nim się wreszcie ogarnęłam i wyszła. Rzuciła rzeczy byle jak do walizki i przeszła do salonu. Adam siedział na geometrycznym, skórzanym fotelu i stukał telefonem w jego metalowe wstawki, wybijając jakiś znany jej rytm, którego jednak nie mogła skojarzyć.
Kiedy ją zobaczył, nie przestał jeszcze przez chwilę. Uśmiechnął się tylko jakoś dziwnie.
- Mam dwie wiadomości, dobra i zła. Która chcesz na początku?
- Złą – przeszedł ją dreszcz.
- Muszę Cię tu zostawić na kilka dni, max na tydzień. – przestał stukać i podniósł się z fotela.
- A dobra? – postanowiła nie pytać o powód wyjazdu. Była zła.
- Chris się wybudził, lecę do Berlina.



* Inspiracją „Nell” Anny Rybkowksiej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz