16
Kiedy zbliżali się do lądowania,
wyjrzała przez okno, bo szczęśliwie takie miejsce miała, i
zobaczyła kilka kropek na oceanie, które miały być miejscem
docelowym. Czytała co prawda, że to wyspiarski kraj, że mały, że
to atole koralowe i że zagrożony zatopieniem ale nie zdawała sobie
sprawy, że wyspa w części lotniska jest niewiele szersza od pasa
startowego I to ją nieco przeraziło.
Male przywitało ją gorącym powiewem.
Przez tą chwilę, kiedy przechodziła z samolotu do autobusu
poczuła, że mogłaby tu zamieszkać. Była ciepłolubna. O tej
porze roku temperatury były wysokie a wilgotność stosunkowo niska.
Hala przylotów była klimatyzowana ale czuć było upał panujący
na zewnątrz. Czekając na walizkę włączyła telefon. 5 smsów. Z
czego 4 od Filka i 1 od Adama. Zaczęła od ostatniego.
Zadzwoń do mnie jak wylądujesz. A
Nacisnęła klawisz
by się z nim połączyć.
- No hej. Czekałem na Twój telefon. Jestem przed głównym wejściem. Jak przejdziesz przez odprawę, cały czas prosto.
- Oki, jak tylko wyjedzie moja walizka brnę dalej.
- Dobra, to do za moment.
- Pa.
Nabrała powietrza w płuca i otwierała
kolejne smsy od Filka. Że jest zły, że mu przykro, że
przeprasza...bla bla bla...przebiegła oczami i zamknęła
wiadomości. Nadal w głębi duszy czuła się źle z tym jak go
potraktowała ale tłumaczyła sobie swój wybuch tym, że musi mieć
trochę prywatności, że on nie może być w każdym aspekcie jej
życia obecny i wiedzieć absolutnie wszystkiego bo to chore.
Przy taśmie wywiązała się
jakaś kłótnia. Dwóch brzuchatych panów ciągnęło, każdy w
swoją stronę plastikowa walizkę w kolorze kanarkowym. Żaden nie
chciał odpuścić. Być może by się pobili ale z czarnej czeluści
wypełzła na taśmie druga, identyczna. Panów zamurowało. Zdjęli
obie I przymierzyli się do otwierania w celu identyfikacji która
czyja. Weronika ściągnęła swoją, odstała kilka minut w wężyku
do odprawy, gdzie ciemnoskóry pan pokazał cały garnitur pięknych
białych zębów wbijając jej pieczątkę do paszportu.
Adam czekał przed wejściem.
Zatrzymała się na chwilę by sobie na niego popatrzeć. Stał
niedbale oparty o śmietnik, z rękami w kieszeniach. Miał na sobie
luźne, lniane spodnie, lekko otulające pod wpływem wiatru jego
smukłe, zgrabne nogi, i niedbale rozpiętą koszulę z podwiniętymi
rękawami odkrywającymi wytatuowane przedramiona. Na stopach miał
japonki. Całości dopełniały zegarek na skórzanej bransoletce I
okulary. Wszystko pewnie było markowe I cholernie drogie. Z jego
postawy emanował luz I spokój. Zapatrzony był gdzieś w siną dal
I zdawał się wcale na nią nie czekać. Niemniej w momencie, gdzy
przekroczyła drzwi ruszył ku niej z powściągliwym grymasem
uśmiechu na ustach
- Wdzięczny obiekt podziwiania stanowię czy nie bardzo? Jak mi w bieli? - zapytał i pocałował ją długo I namiętnie, aż mijające ich grupy kolorowych turystów zaczęły to komentować.
- O matko zjesz mnie zaraz tutaj... jedźmy do hotelu, muszę się odświeżyć.
- Tak jest proszę Pani – udawał, że słucha, ale nie mógł rąk od niej oderwać a usta wędrowały po jej twarzy, szyi i rękach.
Kiedy wsiedli do taksówki
dosłownie nie mógł sie od niej odlepić. Wiedziała, że prędko z
pokoju hotelowego nie wyjdą.
------------------------------ ---------------------
- Głodna jestem.
- Tu jest wyśmienita restauracja, podają rewelacyjne owoce morza – mówił wodząc palcem po jej nagich plecach. Wciąż jeszcze leżeli w łóżku.
- Mam uczulenie na skorupiaki.
- Spokojnie. Tu jest niezmierzone bogactwo ryb, ośmiornic, kalmarów i wszelkich innych żyjątek oceanicznych.
- No to jakąś rybkę może sobie zapodam – przeciągnęła się leniwie na łóżku, zmieniając pozycję. Dłoń Adama niezmordowanie przemierzała centymetry kwadratowe jej skóry.
- Rybka to Ty jesteś, całkiem apetyczna tylko nieco blada – klepnął ją lekko w pośladek – idziemy na plażę
- O nie...najpierw mnie nakarmisz skoro już wykorzystałeś. Nie bez obustronnej przyjemności rzecz jasna – mrugnęła do niego filuternie.
- Dobra chodź jeść. Mnie też w brzuchu burczy.
------------------------------ -------------------
Te kilka dni, które byli na
Malediwach mijały na słodkim lenistwie, opalaniu się, kąpielach w
oceanie i rzecz jasna seksie. Było im dobrze ze sobą i cieszyli się
każdą chwila jak dzieci. Kiedy sobie przypominała wieczór,
stosunkowo niedawny, gdy otworzyła komputer i zobaczyła jego
pierwszą informację... jak bardzo od tego momentu zmieniło się
jej do niego podejście, jak bardzo zmieniła swoje zdanie o nim i
jak bardzo ewoluowały jej do niego uczucia. Tego ostatniego nigdy by
się po sobie nie spodziewała. Nie sądziła jednak, by to była
miłość. Przywiązanie owszem, pewna wygoda a jakże. Trochę... no
może nawet nie trochę łechtał, mile, ją fakt, że ktoś znany,
przynajmniej w pewnych kręgach, zainteresował się nią..
przeciętną studentką, nie wyróżniającą się z tłumu podobnych
do niej studentek absolutnie niczym. Z przyjemnością i pewną
fascynacją patrzyła na jego tatuaże. Niektóre były tak
przerażająco badziewne, że zastanawiała się, jak on w ogóle
mógł je sobie zrobić. Tandetna kotwica czy jakieś oko na nodze...
skąd brał takie pomysły to nie wie. Chyba musiał je robić na
haju. Niemniej... pod tatuażami kryło się całkiem przyjemne ciało
i jak się już przebiła przez ciężkawy i uszczypliwy dowcip, to
tkwił tam dosyć przyjemny i wrażliwy facet.
------------------------------ -----------------
- Kalifornia welcome too!!! - wykrzyczał na całe gardło wychodząc z terminala.
- Hahaha!!! - Weronika aż się roześmiała, bo bawił ją coraz bardziej.
- No zobacz jak tu pięknie!!! - rozpostarł ręce niczym Jezus z Rio i patrzył na nią zachęcająco
- No Ty to chyba wiesz dobrze, że tu pięknie.
- No i Tobie chcę to teraz wszystko pokazać -podbiegł do niej, uścisnął i podniósł do góry – chodź – pociągnął za rękę do stojącego nieopodal różowego cadillaca.
- A skąd masz taki zabytek? Czekaj a nasze bagaże? - odwróciła się nerwowo. Jakiś mężczyzna pakował je do ciemno zielonego BMW
- Spoko, jak widzisz już się tym zajęli. Zakładaj okulary i w drogę.
- Sekunda, mam filtr w torebce, daj posmaruję Ci nos i czoło. I sobie też.
- Ale szybko – nadstawił się pokornie, zamknął oczy i nabrał powietrza w usta, jak małe dziecko przed myciem buzi.
- No już już, tonie boli... - znowu się roześmiała
- Nienawidzę tych mazideł...brrrrr..... no to w drogę – odpalił, przycisnął gaz i wystrzelił jak rakieta.
Weronika przeciągnęła się
i zaczęła ciekawie rozglądać. W ogóle nie czuła zmęczenia
diabelnie długą podróżą. Fakt, nieco pospała w samolocie. Adam
zadbał, żeby nie lecieli klasą turystyczną, zatem było im
wygodnie choć przemieszczali się zwykłymi rejsowymi
samolotami. Podziwiała zieleń, kolor nieba, okazałe wille i
wypasione auta. Rozebrane bardziej niż ubrane dziewczyny wszędzie
dookoła i umięśnionych facetów bez koszulek udających, że
uprawiają jogging.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz