wtorek, 7 stycznia 2014

15
  • Dziwny ten policjant – Weronika usiadła dopić drinka.
  • Fakt. Mocno wyluzowany jak na policjanta. Aż mnie kusi, żeby sprawdzić, czy faktycznie jest funkcjonariuszem – Adam wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer – cześć, słuchaj...możesz mi sprawdzić kogoś? Jasne, już podaje – przedyktował imię i nazwisko z wizytówki -no...czy to glina czy nie....yhm....yhm.....ok dzięki.
  • No i?
  • Pies nad psy. Masa sukcesów na koncie i jeszcze więcej niesubordynacji. Postrzelony, jakieś nagrody i nagany, zawieszony w międzyczasie. Generalnie ogar.
  • No to chodź, trzeba dla Niego przygotować te wszystkie informacje, papiery..
  • Twój profil randkowy – przyciągnął ja do siebie – pokażesz, z kim tam piszesz?
  • Oszalałeś?
  • No co, nie bądź zołza...
  • Chodź – pociągnęła Go za rękę – trzeba to ogarnąć bo już późno.
  • Jasne, ale wiesz co..... chyba zaczniemy od czego innego – pocałował ją w szyję aż zadrżała z zaskoczenia bardziej niż z podniecenia....
  • Zobaczymy – udała nie zainteresowaną i ruszyła ku windom
  • Ano zobaczymy – popatrzył na jej plecy i zjechał wzrokiem nieco niżej, uśmiechnął się sam do siebie i poszedł jej śladem.

-------------------------------------------------

Wilgotna noc robiła się coraz bardziej mglista i przesiąknięta zapachem lekko butwiejących i pleśniejących liści. Nie były w stanie go zabić nawet wydalane przez samochody spaliny, które tworzyły pod wiszącymi nisko nad miastem chmurami warstwę niewidzialnego jeszcze ale lekko odczuwalnego już smogu.
Stał zapatrzony w rozmytą deszczem perspektywę miasta i sączył wolno brunatny płyn z niewysokiej szklanki. Światło we wnętrzu było wygaszone oprócz ledowych listew w kuchni i błękitnego ekranu niewielkiego laptopa rzuconego niedbale na sofę. Oparty nagim ramieniem o kant ściany, drugą rękę trzymał w kieszeni opuszczonych na biodra spodni. Bose stopy przez marznięciem chroniła podgrzewana podłoga. Lubił to miasto spowite mrokiem. Ułatwiało to pozostanie niezauważonym. Każdy z mijanych przechodniów był zapatrzony w czubki własnych butów i nikt nie zwracał na nikogo uwagi. W takich warunkach proste było być niezauważonym. Patrzył na przelewającą się w dole rzekę świateł i rozmazaną masę ludzką. Podniósł szklankę do ust. Zadźwięczały kostki lodu. Szklanka delikatnie stuknęła o jego zęby. Upił solidny łyk.
  • No dobrze, czas zobaczyć, co porabia moje szczęście w hotelowym pokoju sam na sam....
Odwrócił się i podszedł do laptopa. Usiadł na wielkiej niczym lotnisko sofie. Wyciągnął nogi i wziął komputer na kolana. Obudził go. Zaczął klikać w klawisze.Na ekranie po kolei pojawiały się kadry z kamer z monitoringu miejskiego, potem z hotelowego foyer, restauracji, korytarzy. Kliknął kilka razy i na ekranie pojawił się szpital i siedząca przy łóżka Chrisa Weronika. Odsłonił zęby w szerokim uśmiechu. Znowu kliknął w klawisze. Weronika z Adamem w kawiarni rozmawiający z detektywem. Przewinął ten moment z twarzą zupełnie obojętną. Przeszedł do sekwencji prezentujących korytarz, windę i pokój.
  • No to zobaczymy, jak Wam wychodzi pierwsze bzykanko – powiększył na cały ekran fragment, który przedstawiał kochającą się parę w hotelowym pokoju. Dziewczyna miała rude włosy a jej partner dużą ilość tatuaży.

----------------------------------------------------

Weronikę obudziło światło słoneczne zalewające pokój. Leniwie przeciągnęła się. Rozejrzała się badawczo przypominając sobie powoli fragmenty wczorajszego wieczoru. Adama nie było obok. Jego obecność zdradzał szum wody w łazience. Po chwili ucichł i otworzyły się drzwi.
  • O, widzę, że już nie śpisz – powiedział właściciel wytatuowanego torsu i przedramion. Co prawda zadał sobie trud owinięcia ręcznika wokół bioder ale ona i tak uśmiechnęła się na wspomnienie ostatniej nocy. - co Ci tam chodzi po tej rudej główce, że się uśmiechasz – pochylił się nad Nią i pocałował w czubek nosa.
  • A tak sobie... do siebie. Zwalniasz już? – wskazała głową na łazienkę
  • Tak jest. Możesz korzystać do woli.
Nie trzeba jej tego było powtarzać dwa razy. Zgarnęła swoje rzeczy i wpadła do łazienki. Po chwili rozległo się pukanie.
  • Suuuchaj.... może potrzebujesz świeżego t-shirtu, skarpetek... może bokserki?
  • A daj.... - odrzekła po chwili wahania. Niby mamy XXI wiek i dobę antyperspirantów, które działają 48 godzin, no ale jednak.
Drzwi się lekko uchyliły i rzeczone części garderoby zjawiły się w łazience razem z wytatuowaną , umięśnioną ręką. Pomyślała, że facet jest trochę dziwny, w końcu widzieli się jak ich Pan Bóg stworzył, ale ujęło ją, że nie wpakował się do łazienki w całej swojej okazałości.


----------------------------------------------------------------------------

Siedziała na parapecie i gapiła sie bezmyślnie w okno po którym spływał deszcz. Wizyta na posterunku, zgodnie z oczekiwaniami ie przyniosła żadnych nowych informacji. Chris był w śpiączce a Adam własnie wrzucał swoje rzeczy do torby. Od rana był podenerwowany I jak mogła to schodziła mu z drogi. Nawet chciała jechać do siebie ale warknął przez ramię, żeby sie nie wygłupiała. Potem wziął głeboki oddech I przeprosił przyciągając ją do siebie. Kochali się szybko i nerwowo i chyba bez pełnej satysfakcji z żadnej ze stron. Jakże inny był to seks od tego z poprzedniej nocy... Jakby była w łóżku z dwoma różnymi facetami.
Zatem siedziała z podciągniętymi pod brodę nogami i filiżanką gorącej czekolady w doni I patrzya bezmyślnie na mokry Berlin.
  • Słuchaj... - zatrzymał sie nad walizką i po chwili podszedł do Werci – przepraszam, że dzis taki dupkiem jestem – wziął ja na dłonie – ale jakoś cos mi tu wszystko nie gra i jestem podkurwiony.
  • Spoko, rozumiem. Też nie jestem oazą spokoju.
  • Kochasz Go?
  • Co?!
  • Chrisa...
  • Adam...pytanie trochę nie na miejscu biorać pod uwagę seks sprzed 15 minut, fakt, że jestem z Tobą a nie z przy Nim w szpitalu... faktycznie jesteś dupkiem, ale Ci odpowiem...nie wiem, sądzę, żę nie.nic się między nami nie zdążyło wydarzyć, ewentualne uczucia nie zdążyły się rozwinąć.
  • A ja? Jaką mam rolę?
  • Nie wiem. Sam sobie jakąś przypisałeś. Nikt nie kazał Ci do mnie dzwonić, ciągać mnie ze sobą, spać ze mną... chciałeś tego, zresztą ja też... dla mnie to zaczątek związku ale jak będzie dalej, sama nie wiem.
  • Jedź ze mna na Maledivy.
  • Kiedy? - spuściła nogi z parapetu i zaczęła marzyć o ciepłym piasku
  • Za tydzień. Kilka spraw w domu załatwię I w następną sobotę chcę być na plaży.
  • Na jak długo? Bo tydzień w szkole moge opuścic ale więcej nie bardzo.... Maledivy... wiesz, że te wyspy za 80 lat moga zniknąć pod wodą?
  • Ale nie boisz się, że Cię już podtopi?
  • Nie. Ale zawsze marzyłam o Malediwach.... o Florydzie. Kaliforni albo o Hawajach też.
Popatrzył na Nią z lekkim uśmieszkiem
  • To będziesz potrzebowała trochę więcej wolnego – mrugnął okiem – zbieraj się, pomachasz mi na lotnisku bialą chusteczką
  • Tia, I zarzucę na głowę wołająć “mój ci On”...
  • Że co?
  • Nie, nic nic.... - zebrała swoje rzeczy I stanęła przy drzwiach.

----------------------------------------------------------------------------


Berlin żegnał Adama deszczem i szarością. Werka wyściskała Go na lotnisku. Sprawiał wrażenie nieco bardziej przystępnego niż w hotelu ale oczy skakały mu z miejsca na miejsce. Pomachał jej zza bramek i kiedy zniknął wróciła do taksówki I kazała się zawieźć do domu. Tam przywitał ją brak światła na klatce schodowej, przeciąg imiauczący pod drzwiami kot sąsiadów Choć nie cierpiała kotów, wpuściła go do środka I jeszcze będąc w kurtce dała jakies resztki mięsa.
  • Poznaj moją dobroć – przejechała mu ręką po grzbiecie. Zwierze jakby poczuło przypływ jej dobrego humoru i zaczął mruczeć głośniej i przylgnął do jej nogi.
  • No już już, nie podlizuj się – rozebrała się, przeniosła komputer do sypialni i wróciła do kuchni – no co futrzaku, najedzony? To może czas spadać do domu – wróciła do drzwi wejściowych I je uchyliła – no uciekaj....
Kot usiadł obok miski i ją ignorował.
  • No dobra, nie to nie – wróciła do kuchni. Z gorąćą czekoladą przeniosła sie na fotel w sypialni a kot powędrował za nią i umościwszy się wygodnie na jej kolanach zapadł w drzemkę.

----------------------------------------------------------------------------------

Trzy dni później spotkała na schodach kuriera.
  • O! Mam coś dla Pani – podał jej niewielka paczkę – jeszcze tu proszę o podpis...o właśnie, dziękuję. Miłego dnia!
Zbiegł szybko po schodach a Weronika zaciekawiona rozerwała papier nim weszła do mieszkania. W środku były bilety I krótki liścik:
Potrzebujesz 3 tygodnie wolnego. Widzimy się w sobotę na Florydzie. Weź filtry. Nic więcej nie musisz. Resztę kupimy na miejscu.
Ściskam
A
Uśmiechnęła się do siebie i rozłożyła bilety na stole.
  • Czyli najpierw Floryda. Później Kalifornia.... - przełożyła kolejny kartonik – o I jeszcze Hawaje.
Sięgnęła po telefon.
  • Jesteś wariat, wiesz... - powiedziała do słuchawki, kiedy nastąpiło połączenie. Gos po drugiej stronie roześmiał się.
  • Wiem. Do soboty.
  • Do soboty.
---------------------------------------------------------------------------

Na lotnisku kłębił sie dziki tłum. Jakies wycieczki gdzieś odlatywały, ludzie sie gubili, ciągle wzywali kogoś do stanowiska odprawy, do gejtu, ciągle jakieś dzieci gubiły rodziców albo rodzice dzieci. Werka stała pod filarem, nieco z boku, kontrolnie dotykając walizkę nogą. Nagle zawiblowała jej torebka. Szeroki uśmiech nieco na twarzy zastygł gdy spojrzała na wyświetlacz. Moment wahała się czy odebrać czy nie.
  • Cześć
  • No hej. Co tam słychać? Milczysz, zacząłem się bać, że się pogniewałaś... może gdzieś wyskoczymy wieczorem? - Filek brzmiał cały jakby w skowronkach – zarezerwowałem miejsca na koncert.
  • Ja wylatuję na wakacje. Jestem właśnie na lotnisku.
  • Halo!? Jesteś tam?
  • Tak – głos tym razem zabrzmiał jak zza grobu. - dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
  • Ej?! Z jakiej paki miałabym obowiązek Cię o tym informować?! - wkurzyła się mocno faktem, że zupełnie bezpodstawnie psuje jej humor tuż przed wyjazdem – czy Ty mi się opowiadasz jak znikasz na całe dnie czy tygodnia, albo! Czy ja MAM DO CIEBIE w związku z tym jakiekolwiek “ALE”? NIE!!! - krzyknęła w słuchawkę a kilkoro seniorów z grupy stojącej nieopodal spojrzało na Nią ciekawie – Jakim prawem.... - syknęła
  • Spoko, nie irytuj się tak, przepraszam – jego ton złagodniał I stał się podejrzanie uprzejmy – Jestem po prostu zaskoczony, myślałem, że się przyjaźnimy.
  • Też tak myślałam. A przyjaźń nie polega na ciągłej kontroli. I wyrzutach.
  • Okej okej soooooooory..... to odezwij się po powrocie... Jak będziesz miała ochotę porozmawiać ze starym kumplem.... miłego wypoczynku...cześć.
  • Cześć – rzuciła i się rozłączyła
Skąd się wzięła ta irytacja nie umiała powiedzieć. Ale był ostatnią osobą, z którą chciała teraz rozmawiać. I czuć się winną, że się nie sprawdza jako przyjaciółka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz