piątek, 10 stycznia 2014

16
Kiedy zbliżali się do lądowania, wyjrzała przez okno, bo szczęśliwie takie miejsce miała, i zobaczyła kilka kropek na oceanie, które miały być miejscem docelowym. Czytała co prawda, że to wyspiarski kraj, że mały, że to atole koralowe i że zagrożony zatopieniem ale nie zdawała sobie sprawy, że wyspa w części lotniska jest niewiele szersza od pasa startowego I to ją nieco przeraziło.
Male przywitało ją gorącym powiewem. Przez tą chwilę, kiedy przechodziła z samolotu do autobusu poczuła, że mogłaby tu zamieszkać. Była ciepłolubna. O tej porze roku temperatury były wysokie a wilgotność stosunkowo niska. Hala przylotów była klimatyzowana ale czuć było upał panujący na zewnątrz. Czekając na walizkę włączyła telefon. 5 smsów. Z czego 4 od Filka i 1 od Adama. Zaczęła od ostatniego.
Zadzwoń do mnie jak wylądujesz. A
Nacisnęła klawisz by się z nim połączyć.
  • No hej. Czekałem na Twój telefon. Jestem przed głównym wejściem. Jak przejdziesz przez odprawę, cały czas prosto.
  • Oki, jak tylko wyjedzie moja walizka brnę dalej.
  • Dobra, to do za moment.
  • Pa.
Nabrała powietrza w płuca i otwierała kolejne smsy od Filka. Że jest zły, że mu przykro, że przeprasza...bla bla bla...przebiegła oczami i zamknęła wiadomości. Nadal w głębi duszy czuła się źle z tym jak go potraktowała ale tłumaczyła sobie swój wybuch tym, że musi mieć trochę prywatności, że on nie może być w każdym aspekcie jej życia obecny i wiedzieć absolutnie wszystkiego bo to chore.
Przy taśmie wywiązała się jakaś kłótnia. Dwóch brzuchatych panów ciągnęło, każdy w swoją stronę plastikowa walizkę w kolorze kanarkowym. Żaden nie chciał odpuścić. Być może by się pobili ale z czarnej czeluści wypełzła na taśmie druga, identyczna. Panów zamurowało. Zdjęli obie I przymierzyli się do otwierania w celu identyfikacji która czyja. Weronika ściągnęła swoją, odstała kilka minut w wężyku do odprawy, gdzie ciemnoskóry pan pokazał cały garnitur pięknych białych zębów wbijając jej pieczątkę do paszportu.
Adam czekał przed wejściem. Zatrzymała się na chwilę by sobie na niego popatrzeć. Stał niedbale oparty o śmietnik, z rękami w kieszeniach. Miał na sobie luźne, lniane spodnie, lekko otulające pod wpływem wiatru jego smukłe, zgrabne nogi, i niedbale rozpiętą koszulę z podwiniętymi rękawami odkrywającymi wytatuowane przedramiona. Na stopach miał japonki. Całości dopełniały zegarek na skórzanej bransoletce I okulary. Wszystko pewnie było markowe I cholernie drogie. Z jego postawy emanował luz I spokój. Zapatrzony był gdzieś w siną dal I zdawał się wcale na nią nie czekać. Niemniej w momencie, gdzy przekroczyła drzwi ruszył ku niej z powściągliwym grymasem uśmiechu na ustach
  • Wdzięczny obiekt podziwiania stanowię czy nie bardzo? Jak mi w bieli? - zapytał i pocałował ją długo I namiętnie, aż mijające ich grupy kolorowych turystów zaczęły to komentować.
  • O matko zjesz mnie zaraz tutaj... jedźmy do hotelu, muszę się odświeżyć.
  • Tak jest proszę Pani – udawał, że słucha, ale nie mógł rąk od niej oderwać a usta wędrowały po jej twarzy, szyi i rękach.
Kiedy wsiedli do taksówki dosłownie nie mógł sie od niej odlepić. Wiedziała, że prędko z pokoju hotelowego nie wyjdą.

---------------------------------------------------

  • Głodna jestem.
  • Tu jest wyśmienita restauracja, podają rewelacyjne owoce morza – mówił wodząc palcem po jej nagich plecach. Wciąż jeszcze leżeli w łóżku.
  • Mam uczulenie na skorupiaki.
  • Spokojnie. Tu jest niezmierzone bogactwo ryb, ośmiornic, kalmarów i wszelkich innych żyjątek oceanicznych.
  • No to jakąś rybkę może sobie zapodam – przeciągnęła się leniwie na łóżku, zmieniając pozycję. Dłoń Adama niezmordowanie przemierzała centymetry kwadratowe jej skóry.
  • Rybka to Ty jesteś, całkiem apetyczna tylko nieco blada – klepnął ją lekko w pośladek – idziemy na plażę
  • O nie...najpierw mnie nakarmisz skoro już wykorzystałeś. Nie bez obustronnej przyjemności rzecz jasna – mrugnęła do niego filuternie.
  • Dobra chodź jeść. Mnie też w brzuchu burczy.




-------------------------------------------------


Te kilka dni, które byli na Malediwach mijały na słodkim lenistwie, opalaniu się, kąpielach w oceanie i rzecz jasna seksie. Było im dobrze ze sobą i cieszyli się każdą chwila jak dzieci. Kiedy sobie przypominała wieczór, stosunkowo niedawny, gdy otworzyła komputer i zobaczyła jego pierwszą informację... jak bardzo od tego momentu zmieniło się jej do niego podejście, jak bardzo zmieniła swoje zdanie o nim i jak bardzo ewoluowały jej do niego uczucia. Tego ostatniego nigdy by się po sobie nie spodziewała. Nie sądziła jednak, by to była miłość. Przywiązanie owszem, pewna wygoda a jakże. Trochę... no może nawet nie trochę łechtał, mile, ją fakt, że ktoś znany, przynajmniej w pewnych kręgach, zainteresował się nią.. przeciętną studentką, nie wyróżniającą się z tłumu podobnych do niej studentek absolutnie niczym. Z przyjemnością i pewną fascynacją patrzyła na jego tatuaże. Niektóre były tak przerażająco badziewne, że zastanawiała się, jak on w ogóle mógł je sobie zrobić. Tandetna kotwica czy jakieś oko na nodze... skąd brał takie pomysły to nie wie. Chyba musiał je robić na haju. Niemniej... pod tatuażami kryło się całkiem przyjemne ciało i jak się już przebiła przez ciężkawy i uszczypliwy dowcip, to tkwił tam dosyć przyjemny i wrażliwy facet.

-----------------------------------------------


  • Kalifornia welcome too!!! - wykrzyczał na całe gardło wychodząc z terminala.
  • Hahaha!!! - Weronika aż się roześmiała, bo bawił ją coraz bardziej.
  • No zobacz jak tu pięknie!!! - rozpostarł ręce niczym Jezus z Rio i patrzył na nią zachęcająco
  • No Ty to chyba wiesz dobrze, że tu pięknie.
  • No i Tobie chcę to teraz wszystko pokazać -podbiegł do niej, uścisnął i podniósł do góry – chodź – pociągnął za rękę do stojącego nieopodal różowego cadillaca.
  • A skąd masz taki zabytek? Czekaj a nasze bagaże? - odwróciła się nerwowo. Jakiś mężczyzna pakował je do ciemno zielonego BMW
  • Spoko, jak widzisz już się tym zajęli. Zakładaj okulary i w drogę.
  • Sekunda, mam filtr w torebce, daj posmaruję Ci nos i czoło. I sobie też.
  • Ale szybko – nadstawił się pokornie, zamknął oczy i nabrał powietrza w usta, jak małe dziecko przed myciem buzi.
  • No już już, tonie boli... - znowu się roześmiała
  • Nienawidzę tych mazideł...brrrrr..... no to w drogę – odpalił, przycisnął gaz i wystrzelił jak rakieta.
Weronika przeciągnęła się i zaczęła ciekawie rozglądać. W ogóle nie czuła zmęczenia diabelnie długą podróżą. Fakt, nieco pospała w samolocie. Adam zadbał, żeby nie lecieli klasą turystyczną, zatem było im wygodnie choć przemieszczali się zwykłymi rejsowymi samolotami. Podziwiała zieleń, kolor nieba, okazałe wille i wypasione auta. Rozebrane bardziej niż ubrane dziewczyny wszędzie dookoła i umięśnionych facetów bez koszulek udających, że uprawiają jogging.

wtorek, 7 stycznia 2014

15
  • Dziwny ten policjant – Weronika usiadła dopić drinka.
  • Fakt. Mocno wyluzowany jak na policjanta. Aż mnie kusi, żeby sprawdzić, czy faktycznie jest funkcjonariuszem – Adam wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer – cześć, słuchaj...możesz mi sprawdzić kogoś? Jasne, już podaje – przedyktował imię i nazwisko z wizytówki -no...czy to glina czy nie....yhm....yhm.....ok dzięki.
  • No i?
  • Pies nad psy. Masa sukcesów na koncie i jeszcze więcej niesubordynacji. Postrzelony, jakieś nagrody i nagany, zawieszony w międzyczasie. Generalnie ogar.
  • No to chodź, trzeba dla Niego przygotować te wszystkie informacje, papiery..
  • Twój profil randkowy – przyciągnął ja do siebie – pokażesz, z kim tam piszesz?
  • Oszalałeś?
  • No co, nie bądź zołza...
  • Chodź – pociągnęła Go za rękę – trzeba to ogarnąć bo już późno.
  • Jasne, ale wiesz co..... chyba zaczniemy od czego innego – pocałował ją w szyję aż zadrżała z zaskoczenia bardziej niż z podniecenia....
  • Zobaczymy – udała nie zainteresowaną i ruszyła ku windom
  • Ano zobaczymy – popatrzył na jej plecy i zjechał wzrokiem nieco niżej, uśmiechnął się sam do siebie i poszedł jej śladem.

-------------------------------------------------

Wilgotna noc robiła się coraz bardziej mglista i przesiąknięta zapachem lekko butwiejących i pleśniejących liści. Nie były w stanie go zabić nawet wydalane przez samochody spaliny, które tworzyły pod wiszącymi nisko nad miastem chmurami warstwę niewidzialnego jeszcze ale lekko odczuwalnego już smogu.
Stał zapatrzony w rozmytą deszczem perspektywę miasta i sączył wolno brunatny płyn z niewysokiej szklanki. Światło we wnętrzu było wygaszone oprócz ledowych listew w kuchni i błękitnego ekranu niewielkiego laptopa rzuconego niedbale na sofę. Oparty nagim ramieniem o kant ściany, drugą rękę trzymał w kieszeni opuszczonych na biodra spodni. Bose stopy przez marznięciem chroniła podgrzewana podłoga. Lubił to miasto spowite mrokiem. Ułatwiało to pozostanie niezauważonym. Każdy z mijanych przechodniów był zapatrzony w czubki własnych butów i nikt nie zwracał na nikogo uwagi. W takich warunkach proste było być niezauważonym. Patrzył na przelewającą się w dole rzekę świateł i rozmazaną masę ludzką. Podniósł szklankę do ust. Zadźwięczały kostki lodu. Szklanka delikatnie stuknęła o jego zęby. Upił solidny łyk.
  • No dobrze, czas zobaczyć, co porabia moje szczęście w hotelowym pokoju sam na sam....
Odwrócił się i podszedł do laptopa. Usiadł na wielkiej niczym lotnisko sofie. Wyciągnął nogi i wziął komputer na kolana. Obudził go. Zaczął klikać w klawisze.Na ekranie po kolei pojawiały się kadry z kamer z monitoringu miejskiego, potem z hotelowego foyer, restauracji, korytarzy. Kliknął kilka razy i na ekranie pojawił się szpital i siedząca przy łóżka Chrisa Weronika. Odsłonił zęby w szerokim uśmiechu. Znowu kliknął w klawisze. Weronika z Adamem w kawiarni rozmawiający z detektywem. Przewinął ten moment z twarzą zupełnie obojętną. Przeszedł do sekwencji prezentujących korytarz, windę i pokój.
  • No to zobaczymy, jak Wam wychodzi pierwsze bzykanko – powiększył na cały ekran fragment, który przedstawiał kochającą się parę w hotelowym pokoju. Dziewczyna miała rude włosy a jej partner dużą ilość tatuaży.

----------------------------------------------------

Weronikę obudziło światło słoneczne zalewające pokój. Leniwie przeciągnęła się. Rozejrzała się badawczo przypominając sobie powoli fragmenty wczorajszego wieczoru. Adama nie było obok. Jego obecność zdradzał szum wody w łazience. Po chwili ucichł i otworzyły się drzwi.
  • O, widzę, że już nie śpisz – powiedział właściciel wytatuowanego torsu i przedramion. Co prawda zadał sobie trud owinięcia ręcznika wokół bioder ale ona i tak uśmiechnęła się na wspomnienie ostatniej nocy. - co Ci tam chodzi po tej rudej główce, że się uśmiechasz – pochylił się nad Nią i pocałował w czubek nosa.
  • A tak sobie... do siebie. Zwalniasz już? – wskazała głową na łazienkę
  • Tak jest. Możesz korzystać do woli.
Nie trzeba jej tego było powtarzać dwa razy. Zgarnęła swoje rzeczy i wpadła do łazienki. Po chwili rozległo się pukanie.
  • Suuuchaj.... może potrzebujesz świeżego t-shirtu, skarpetek... może bokserki?
  • A daj.... - odrzekła po chwili wahania. Niby mamy XXI wiek i dobę antyperspirantów, które działają 48 godzin, no ale jednak.
Drzwi się lekko uchyliły i rzeczone części garderoby zjawiły się w łazience razem z wytatuowaną , umięśnioną ręką. Pomyślała, że facet jest trochę dziwny, w końcu widzieli się jak ich Pan Bóg stworzył, ale ujęło ją, że nie wpakował się do łazienki w całej swojej okazałości.


----------------------------------------------------------------------------

Siedziała na parapecie i gapiła sie bezmyślnie w okno po którym spływał deszcz. Wizyta na posterunku, zgodnie z oczekiwaniami ie przyniosła żadnych nowych informacji. Chris był w śpiączce a Adam własnie wrzucał swoje rzeczy do torby. Od rana był podenerwowany I jak mogła to schodziła mu z drogi. Nawet chciała jechać do siebie ale warknął przez ramię, żeby sie nie wygłupiała. Potem wziął głeboki oddech I przeprosił przyciągając ją do siebie. Kochali się szybko i nerwowo i chyba bez pełnej satysfakcji z żadnej ze stron. Jakże inny był to seks od tego z poprzedniej nocy... Jakby była w łóżku z dwoma różnymi facetami.
Zatem siedziała z podciągniętymi pod brodę nogami i filiżanką gorącej czekolady w doni I patrzya bezmyślnie na mokry Berlin.
  • Słuchaj... - zatrzymał sie nad walizką i po chwili podszedł do Werci – przepraszam, że dzis taki dupkiem jestem – wziął ja na dłonie – ale jakoś cos mi tu wszystko nie gra i jestem podkurwiony.
  • Spoko, rozumiem. Też nie jestem oazą spokoju.
  • Kochasz Go?
  • Co?!
  • Chrisa...
  • Adam...pytanie trochę nie na miejscu biorać pod uwagę seks sprzed 15 minut, fakt, że jestem z Tobą a nie z przy Nim w szpitalu... faktycznie jesteś dupkiem, ale Ci odpowiem...nie wiem, sądzę, żę nie.nic się między nami nie zdążyło wydarzyć, ewentualne uczucia nie zdążyły się rozwinąć.
  • A ja? Jaką mam rolę?
  • Nie wiem. Sam sobie jakąś przypisałeś. Nikt nie kazał Ci do mnie dzwonić, ciągać mnie ze sobą, spać ze mną... chciałeś tego, zresztą ja też... dla mnie to zaczątek związku ale jak będzie dalej, sama nie wiem.
  • Jedź ze mna na Maledivy.
  • Kiedy? - spuściła nogi z parapetu i zaczęła marzyć o ciepłym piasku
  • Za tydzień. Kilka spraw w domu załatwię I w następną sobotę chcę być na plaży.
  • Na jak długo? Bo tydzień w szkole moge opuścic ale więcej nie bardzo.... Maledivy... wiesz, że te wyspy za 80 lat moga zniknąć pod wodą?
  • Ale nie boisz się, że Cię już podtopi?
  • Nie. Ale zawsze marzyłam o Malediwach.... o Florydzie. Kaliforni albo o Hawajach też.
Popatrzył na Nią z lekkim uśmieszkiem
  • To będziesz potrzebowała trochę więcej wolnego – mrugnął okiem – zbieraj się, pomachasz mi na lotnisku bialą chusteczką
  • Tia, I zarzucę na głowę wołająć “mój ci On”...
  • Że co?
  • Nie, nic nic.... - zebrała swoje rzeczy I stanęła przy drzwiach.

----------------------------------------------------------------------------


Berlin żegnał Adama deszczem i szarością. Werka wyściskała Go na lotnisku. Sprawiał wrażenie nieco bardziej przystępnego niż w hotelu ale oczy skakały mu z miejsca na miejsce. Pomachał jej zza bramek i kiedy zniknął wróciła do taksówki I kazała się zawieźć do domu. Tam przywitał ją brak światła na klatce schodowej, przeciąg imiauczący pod drzwiami kot sąsiadów Choć nie cierpiała kotów, wpuściła go do środka I jeszcze będąc w kurtce dała jakies resztki mięsa.
  • Poznaj moją dobroć – przejechała mu ręką po grzbiecie. Zwierze jakby poczuło przypływ jej dobrego humoru i zaczął mruczeć głośniej i przylgnął do jej nogi.
  • No już już, nie podlizuj się – rozebrała się, przeniosła komputer do sypialni i wróciła do kuchni – no co futrzaku, najedzony? To może czas spadać do domu – wróciła do drzwi wejściowych I je uchyliła – no uciekaj....
Kot usiadł obok miski i ją ignorował.
  • No dobra, nie to nie – wróciła do kuchni. Z gorąćą czekoladą przeniosła sie na fotel w sypialni a kot powędrował za nią i umościwszy się wygodnie na jej kolanach zapadł w drzemkę.

----------------------------------------------------------------------------------

Trzy dni później spotkała na schodach kuriera.
  • O! Mam coś dla Pani – podał jej niewielka paczkę – jeszcze tu proszę o podpis...o właśnie, dziękuję. Miłego dnia!
Zbiegł szybko po schodach a Weronika zaciekawiona rozerwała papier nim weszła do mieszkania. W środku były bilety I krótki liścik:
Potrzebujesz 3 tygodnie wolnego. Widzimy się w sobotę na Florydzie. Weź filtry. Nic więcej nie musisz. Resztę kupimy na miejscu.
Ściskam
A
Uśmiechnęła się do siebie i rozłożyła bilety na stole.
  • Czyli najpierw Floryda. Później Kalifornia.... - przełożyła kolejny kartonik – o I jeszcze Hawaje.
Sięgnęła po telefon.
  • Jesteś wariat, wiesz... - powiedziała do słuchawki, kiedy nastąpiło połączenie. Gos po drugiej stronie roześmiał się.
  • Wiem. Do soboty.
  • Do soboty.
---------------------------------------------------------------------------

Na lotnisku kłębił sie dziki tłum. Jakies wycieczki gdzieś odlatywały, ludzie sie gubili, ciągle wzywali kogoś do stanowiska odprawy, do gejtu, ciągle jakieś dzieci gubiły rodziców albo rodzice dzieci. Werka stała pod filarem, nieco z boku, kontrolnie dotykając walizkę nogą. Nagle zawiblowała jej torebka. Szeroki uśmiech nieco na twarzy zastygł gdy spojrzała na wyświetlacz. Moment wahała się czy odebrać czy nie.
  • Cześć
  • No hej. Co tam słychać? Milczysz, zacząłem się bać, że się pogniewałaś... może gdzieś wyskoczymy wieczorem? - Filek brzmiał cały jakby w skowronkach – zarezerwowałem miejsca na koncert.
  • Ja wylatuję na wakacje. Jestem właśnie na lotnisku.
  • Halo!? Jesteś tam?
  • Tak – głos tym razem zabrzmiał jak zza grobu. - dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
  • Ej?! Z jakiej paki miałabym obowiązek Cię o tym informować?! - wkurzyła się mocno faktem, że zupełnie bezpodstawnie psuje jej humor tuż przed wyjazdem – czy Ty mi się opowiadasz jak znikasz na całe dnie czy tygodnia, albo! Czy ja MAM DO CIEBIE w związku z tym jakiekolwiek “ALE”? NIE!!! - krzyknęła w słuchawkę a kilkoro seniorów z grupy stojącej nieopodal spojrzało na Nią ciekawie – Jakim prawem.... - syknęła
  • Spoko, nie irytuj się tak, przepraszam – jego ton złagodniał I stał się podejrzanie uprzejmy – Jestem po prostu zaskoczony, myślałem, że się przyjaźnimy.
  • Też tak myślałam. A przyjaźń nie polega na ciągłej kontroli. I wyrzutach.
  • Okej okej soooooooory..... to odezwij się po powrocie... Jak będziesz miała ochotę porozmawiać ze starym kumplem.... miłego wypoczynku...cześć.
  • Cześć – rzuciła i się rozłączyła
Skąd się wzięła ta irytacja nie umiała powiedzieć. Ale był ostatnią osobą, z którą chciała teraz rozmawiać. I czuć się winną, że się nie sprawdza jako przyjaciółka.