14.
Jesień powoli
zmieniała się w zimę. Kiedy jechali taksówką przez miasto w
milczeniu, zmrok na dobre zagościł na niebie i między budynkami.
Lekko siąpiący deszcz rozmazywał obraz i za oknami były tylko
czarno-kolorowe plamy. Siedzieli z daleka od siebie, każde
zapatrzone w to, co widać za oknem po jego stronie i zajęte bliżej
nieokreślonymi myślami. Od wyjścia z pokoju Chrisa nie zamienili
ze sobą nawet słowa. Adam poruszał szczękami jakby coś mielił w
ustach, Weronika patrzyła w dał nic nie widzącym wzrokiem i miała
pustkę w głowie. Wysiadła bezmyślnie przed hotelem i dopiero we
foyer zorientowała się, że to inny niż poprzednio. Równie
bezmyślnie poszła za Adamem do windy. Lustrzana klatka otuliła ich
cisza i objęła światłem. Tam wreszcie na siebie spojrzeli.
- Ile mamy czasu do tego detektywa?- spytała, gdy spojrzał na zegarek
- 40 minut. Jesteś głodna?
W tym momencie
zaburczało jej głośno w brzuchu. Roześmieli się oboje.
- Choć zrzucimy to z siebie i idziemy coś zjeść. Żarcie w samolocie było fatalne.
- Leciałeś liniowym?
- Tak. Zgrało się idealnie w czasie.
Otworzył drzwi do
pokoju.
- Zrzuć to na łóżko. Muszę siku. - i zniknął w drzwiach łazienki.
Rozejrzała się po
pokoju. Był większy niż jej mieszkanie. Takie przynajmniej
sprawiał wrażenie. Podeszła do okna. Widok na Tiergarten i Bramę
Brandenburską. Niesamowite. Otworzyła buzię z zachwytu i przykleił
a się do szyby jak małe dziecko.
- Panienka ma ochotę na łazienkę?
- Oj tak – minęła go szybkim krokiem. Po chwili była z powrotem.
- Chodź. Zaraz mi tu padniesz. Masz jakiś taki nieokreślony kolor twarzy z tendencja do zielonego i szarego...
- Nic nie jadłam od wczoraj wieczorem.... chyba... nie pamiętam.
- Idziemy. -objął ją ramieniem i wyszli z pokoju. Ciężki nastrój, który był jakoś minął, jakby go obydwoje wydalili z płynami fizjologicznymi. Szli żartując z neutralnych rzeczy, jak pogoda, wczesny zmrok, ilość prądu zużywanego przez hotel itp. W restauracji poprosili o to, co będzie najszybciej. Weronika wybrała polędwicę. Adam chwile zwlekał ale poszedł jej śladem i patrzył z zaskoczeniem jak pochłania lekko krwiste mięso. Zdecydowali, że deser zjedzą w kawiarni, gdzie się mieli spotkać z policjantem. Rozsiedli się w wygodnych fotelach z widokiem na wejście a jednoczesnie nieco w mroku. Zamówili po kawie i torciku czekoladowym. Kiedy Weronika kończyła drugi kawałek przy ich stoliku pojawił się przystojny, lekko szpakowaty mężczyzna w skórzanej, motocyklowej kurtce, dżinsach i motocyklowych, skórzanych butach.
- Podejrzewam, że z Państwem jestem umówiony – rozejrzał się jednocześnie po sali. Przy stolikach siedziało kilka osób ale wszyscy jak jeden mąż zakuci w garnitury. - tak sobie wydedukowałem, że muzyk raczej w garniturze nie będzie.
Adam podał mu rękę
i zaprosił gestem, by usiadł. Detektyw podał rękę Weronice.
- Po Pani obecności wnoszę, że ma Pani jakiś związek ze sprawą?
- Dobrze Pan myśli. - Weronika westchnęła głęboko.
- No nic to za chwilę. Kawę poproszę – powiedział do kelnera, który się pojawił jak spod ziemi – i torcik orzechowy...albo nie – spojrzał na ich talerzyki. Werka co prawda swój już pochłonęła ale Adam jakby się zastanawiał, czy jeść czy nie jeść – czekoladowy.
Kelner zniknął a
detektyw zdjął kurtkę.
- Państwo wybaczą, tu ciepło dosyć – przerzucił ją przez oparcie – no dobrze. Zajmijmy się zatem Pana przyjacielem.
Kelner postawił
przed nim kawę i ciastko.
- Przepraszam, że przerwę – Adam się wtrącił zatrzymując gestem kelnera – czy miałby Pan coś przeciwko, jeśli byśmy sobie wzięli coś mocniejszego?
- Ależ skąd. To spotkanie nie w komendzie zatem...proszę się nie krępować.
- Pan też ma może na coś ochotę?
- W sumie... lampka koniaku, czemu nie.
- Werka?
- Dla JD. Z dwiema kostkami lodu.
- To dla mnie też JD i też dwie kostki...
Kelner oddalił
się.
- Zatem wróćmy do sprawy. Proszę mi opowiedzieć historię Panów znajomości.
- Od początku? - Adam wyglądał na zaskoczonego
- Tak. Może być ogólnie. Ostatnie kilka miesięcy poproszę bardziej szczegółowo.
- No cóż, dobrze.
Adam zaczął
opowiadać. Policjant nie przerywał aż do momentu, kiedy pojawili
się w Berlinie.
- Tu poprosze o szczegółową relację. Najdokładniej, jak Pan pamięta.
- No cóż – Adam skinął na kelnera, by przyniósł kolejne drinki – tym razem podwójny dla mnie – spojrzał na Werkę – dla Pani też. Dla Pana powtórka.
Detektyw nie
zaprotestował.
- Zatem... przylecieliśmy obgadać kontrakt płytowy i trasę koncertową. Ponieważ najlepiej nam wychodzi, jak sami wszystkiego dopilnowujemy, zatem całą grupą zrobiliśmy sobie wypad do Berlina. Prywatny samolot, taksówki do hotelu..
- Jakiego? Ile taksówek?
- Westin. Trzy, hotelowe. Zamówiłem wcześniej, by nas odebrali. Potem hotel, szybki bezproblemowy meldunek, prysznice, lunch w hotelowej restauracji. Nie pamiętam menu. Stoli zawsze mamy ten sam, pod oknem. Menu powinienem mieć gdzieś na mailu. Mamy swoje widzimisie i trochę wymyślamy, żeby nie było nudno... no – pociągnął solidny łyk – potem pojechaliśmy do O2 obgadać koncert, spotkanie trwało jakieś 40 minut, potem pojechaliśmy do studia...nigdy nie pamiętam nazwy ulicy, ale wiem jak tam trafić. Prześlę Panu mailem razem z menu, jeśli trzeba.
- Bardzo poproszę – detektyw miał cały czas podobny, niewzruszony wyraz twarzy, zerową mimikę i stonowany, przyjemny męski głos.
- Mieliśmy tam nagranie. Chcieliśmy wypróbować warunki i trochę nam zeszło. Potem trzeba było to opić zatem poszliśmy całą grupą z przedstawicielami studia i DAEG na kolację. Gdzieś na Kurfurstendamm, nazwy tez nie pamiętam ale będzie w wyciągu z karty. Zresztą cała historia nocnej włóczęgi będzie na wyciągu z karty.
- To aż tak się panowie włóczyli?
- No wie Pan...Berlin wciąga.
- Czyżby?
- Trochę tak...
- No dobrze, to poproszę wyciąg z karty.
- Jasne. Wróciliśmy koło.... chyba między 3 a 4 rano. Każdy poszedł do siebie, każdy sam – spojrzał na Weronikę ukradkiem, co oczywiście nie uszło uwadze policjanta ale postanowił to chwilowo zignorować i wrócić do tematu we właściwym momencie – koło 9, 9.30 spotkaliśmy się na śniadaniu bo mieliśmy kolejne nagranie w studiu a potem spotkanie w sprawie materiałów reklamowych i promocyjnych, graficznych itp...
- Wszystko załatwiacie sami?
- Wie Pan, tak. Znamy się więcej niż pół życia. Wiemy, że żaden menadżer tego nie załatwi jak my. No i jak do tej pory taki układ się sprawdza...
- Jasne. - Detektyw patrzył chwile jakby przez Adama, upił łyk swojego trunku i gestem poprosił o kontynuowanie opowieści.
- Tak, zatem ze studia pojechalismy do niewielkiej pracowni graficznej, gdzieś na Weddingu, jeśli dobrze pamiętam.
- Cały czas taksówkami?
- Wynajęliśmy limuzyny.
- Poproszę o detale.
- Jasne, To będzie w Consierge bo wzięliśmy limuzyny z hotelu. W każdym razie tam chwile zabawiliśmy bo okazało się, ze na miejscy zrobiliśmy burzę mózgów i powstała zupełnie nowa koncepcja na stronę graficzną, plakaty itp. A potem mieliśmy spotkanie z ludźmi z wytwórni od promocji itp.
- Gdzie?
- Z człowiekiem właściwie...o rany, nie pamiętam, jak się ta knajpa nazywała – spojrzał pytająco na Weronikę.
- „Funkyou” na Friedrichsein...
- Tak? - Detektyw przeniósł wzrok z Adama na jego partnerkę.
- No tak – Weronika wzięła głęboki oddech – pracuję tam. Chłopaki mieli rezerwację, ja miałam zmianę. Poznałam wtedy Chrisa, nalegał na spotkanie. Czekał po zamknięciu pod praca i poszliśmy na kolację – zobaczyła jak Policjant nabiera powietrza – nie pamiętam. Boczna od Friedrichstrasse, podam nazwę jak zgoogluję. Zjedliśmy, poszliśmy się przejść, wsadził mnie do taksówki i... - zacięła się.
- Wtedy Go ktoś napadł?
- Pewnie tak. Wie Pan, była dziwna sytuacja. Miał wrażenie, że ktoś nas śledzi, obserwuje. Uznałam to za przypadek ale teraz – pokręciła głową – sama nie wiem. Tym bardziej że jak się we środę widziałam z Adamem – Detektyw nieznacznie uniósł lewa brew w geście zapytania i przeniósł wzrok na Adama - też jakby ktoś nas śledził. Znaczy ja tego nie zauważyłam tylko Adam. A ta osoba była za daleko, żeby próbować złapać.... Boże, czy to mógł być ten człowiek> Czy On skrzywdził tak potwornie Chrisa?
- Nie wiem...
- Czy nam, czy Adamowi coś grozi?
- Nie wiem...
- Boże, niechże Pan go złapie – chwyciła jego dłonie i ścisnęła mocno. Zbierało się jej na płacz.
- Spokojnie. Na początek poproszę o wszystkie te dane na maila, nazwy, adresy, wyciągi itp. Wszystko co Państwo dadzą rade sobie przypomnieć, każdy detal... powiedzmy do jutra do – spojrzał na przegub prawej dłoni, na zegarek, który wyglądał na zdecydowanie bardziej kosztowny niż pozwoliłaby na to pensja policjanta – 16. - złapał ich wzrok i uśmiechnął się – moja trzecia żona pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Miała fantazję, by wyjść za policjanta no i wyszła.
- Czy przy okazji jest angielską arystokratką? - Weronika od początku była zafascynowana jego cudnym brytyjskim akcentem.
- A to akurat spadek po drugiej żonie. Była,jak Pani słusznie zauważyła, brytyjską arystokratką. Niestety, jak to w arystokracji bywa zdrowie miała słabe. Owdowiałem po 6ciu latach małżeństwa. Ale został mi akcent i sympatyczny Cottage w Yorckshire. I czyniąc zadość Państwa ciekawości, pierwsza żona, pobraliśmy się na studiach, zginęła w wypadku samochodowym. Mnie jakoś poskładali – odgarnął dłonią włosy na skroni i dopiero teraz oboje dojrzeli grubą i długą bliznę nad uchem niknąca we włosach na tyle głowy – przez dwa lata uczyłem się na nowo chodzić i mówić.
- O matko, przepraszam,nie chciałam być aż tak nietaktowna...
- Nie szkodzi. I nie była Pani. Nietaktowny to ja zamierzam być pytają, dlaczego jednego wieczoru widzi się pani z Chrisem a drugiego z jego kolegą?
- Mocne. Ale rozumiem. Z Adamem umówiłam się na randkach internetowych. Przypadek sprawił, ze mieli rezerwacje tam, gdzie pracuję., Gdyby nie to pewnie nigdy bym nie poznała Chrisa i nie leżał by teraz w szpitalu. - ukryła twarz w dłoniach by ukryć falę wzruszenia.
- No takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Ale sprawdzę i to. Poproszę o Pani komputer. A przynajmniej dostęp do portalu. Też może jutro. Nie miałem tego w planach ale spotkajmy się o 16 tutaj – podał wizytówkę z adresem – proszę mi oczywiście przesłać wcześniej te wszystkie informacje mailem.Wstał dopiwszy alkohol.
- Na mnie już czas.
- Przepraszam, to nie moja sprawa, ale chyba...
- Nie zamierzam prowadzić po alkoholu – detektyw uśmiechnął się – jasne że nie. Motocyklowe wdzianko lubię ale nie jeżdżę w taką pogodę. Ani po %. Dziękuję za Państwa czas i zapraszam jutro.
- Proszę Pana...-Weronika nie wiedziała jak zapytać – jakie są szanse?
- Statystyki mogłyby być lepsze. Czasem przepisy prawne krępują nam ręce.
- Ale widzi Pan jakąś szansę?
- Powiedzmy, że prawo jest po to, by wymierzać sprawiedliwość. A jeśli jej wymierzanie jest wbrew prawu to trzeba sobie z tym jakoś poradzić. Nie jestem Eliot Ness ale dorwę tego skurwysyna.
Popatrzyli na
siebie w milczeniu i pożegnali się uściskiem dłoni. Patrzyli na
szerokie plecy policjanta, kiedy wychodził z hotelu w mokrą noc.
*******************************
Stanął przed
hotelem. Pomachał przecząco głową na pytający wzrok chłopaka w
hotelowym uniformie wskazującego na taksówkę. Przesunął się
lekko w bok, z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął dyktafon i go
wyłączył. Następnie wyjął paczkę papierosów, wsadził
niedbale jednego między wargi, odpalił ozdobną benzynową
zapalniczką i mocno się zaciągnął. Wypuszczając wolno dym
zamknął oczy i lekko odchylił się do tyłu.
- Dzieciaki –
wymruczał do siebie. Usta skrzywił mu grymas uśmiechu. Zaciągnął
się jeszcze raz, postawił kołnierz w kurtce i żwawym krokiem
odszedł w deszczową ciemność.