niedziela, 8 czerwca 2014


Ponieważ moja wena dawno już odpłynęła w sina dal, zatem oddaję w ręce tych, co pozostali mi wierni rozdział ostatni. Zapraszam rzecz jasna Xtiana oraz obiecuje, że jeśli pojawi się coś nowego, będzie to widoczne. Śledźcie listę moich blogów…jakieś tam pomysły są, zobaczymy, co się wykrystalizuje. Ewentualne sugestie także mile widziane J


21



Weronika nieśpiesznie wracała plażą do hotelu. Niebo miało granatowo-popielaty odcień nocy i w związku z tym, że Paul nalegał, uległa i zgodziła się, by ja odprowadził. Mead, choć już było późno, nie ustąpiła i szła z nimi bawiąc się z psem. Wera miała wrażenie, że dziewczyna ją obserwuje i specjalnie chciała się przejść, żeby sprawdzić, czy nie będzie chciała poderwać jej ojca. Młoda miała kilkanaście lat. Była ładna, wysoka ale nie podobna specjalnie do ojca. Raczej skryta jednak jasno wyrażała swoje opinie i Weronika stwierdziła, ze jak na amerykańską nastolatkę ma wyjątkowo bogate słownictwo i nadzwyczaj rzadko w wypowiedziach pojawia się „you know what I mean”. Podczas tych kilku godzin spędzonych w domu przy plaży Wera sporo się dowiedziała o swoim gospodarzu, o jego córce i jego relacjach. Wiedziała, ze ma kobietę a właściwie dziewczynę, niewiele od swojej córki starszą, którą kocha ponad wszystko. Weronika też opowiedziała dosyć szczegółowo przygody ostatnich tygodni zatem Mead wiedziała, że w pewnym sensie jest z kimś związana. Jednak była czujna. I choć opowieści słuchała niemal z wypiekami na twarzy i nie dowierzała w całą historię, dopóki Weronika nie pokazała jej zdjęć na komórce zdjęć Adama, to widać było, że jest całą sobą po stronie partnerki ojca i nie da nikomu zmącić tego planu, jaki najwidoczniej sobie w głowie ustaliła. Poza tym, jak już rozpracowali kilka butelek piwa, Paul zaproponował, by skoro zamierza się wynieść z hotelu, zamieszkała na jakiś czas u Niego. On i tak wyjeżdżał na dwa i pół miesiąca do Europu promować film, Mead za dwa dni wracała do Matki zatem miałaby dom dla siebie. Mogłaby sobie poukładać życie. Zdziwiła ja ta propozycja i złożyła ją na karb piwa. Ale prawda jest taka, że bardzo chciała, by się z niej nie wycofał. Zamierzała wymeldować się z hotelu zabierając tylko swoje rzeczy. Poszukać jakiegoś lokum, jakiejś pracy, wyrzucić starą kartę do telefonu, zacząć zupełnie nowe Zycie. Ciepłe, bardziej słoneczne… wszystko, co zostało w Berlinie mogła zdalnie załatwić. W sumie były ferie a zaraz po nich spróbuje albo wziąć dziekankę albo może załatwi sobie przeniesienie na jakąś tutejszą uczelnię? W tym temacie Paul tez zaproponował pomoc. Mimo, że wyjeżdżał za dwa dni, to miał rano zadzwonić do swojego znajomego, wykładowcy na uniwersytecie, z prośba o popilotowanie sprawy. Nie tyle o robienie rzeczy niemożliwych ale o ułatwienie tych trudniejszych. Pracę też jej zaproponował. Żona jego kolegi miała butik i szukała dziewczyny do pomocy, na takie ¾ etatu. Wykonał telefon i od razu je umówił na jutrzejszy dzień. Weronika nadal nie mogła uwierzyć w całego swojego farta. Szli po plaży zbliżając się do jej hotelu a Ona nadal miała wrażenie, że to fatamorgana. Jednak szczypiące, podrapane plecy dawały świadectwo nagiej prawdzie. Była po drugiej stronie globu. Podczas, gdy w Berlinie było paskudnie, mrocznie, wilgotno i nieprzyjemnie, ona znajdowała się po słonecznej stronie świata i, o dziwo, miała kompletnie gdzieś, co pomyśli Adam, co się dzieje z Chrisem, jak i czy postępuję śledztwo i co sobie o niej Filek pomyśli. Postanowiła kilka godzin temu, że zaczyna nowe życie i wprowadzała ten plan z przytupem.
- No to jesteśmy. Bardzo dziękuję, ze mnie odprowadziliście – Weronika stanęła tyłem do wejścia do hotelu chcąc się pożegnać z Paulem i jego córką
- Mam pomysł – nieśmiało powiedziała Młoda a wzrok jej ojca stał się czujny – Skoro i tak musimy wracać plażą a Ty i tak zamierzasz się stąd zebrać… to… może weźmiemy Twoje rzeczy, wymeldujesz się i od razu do nas Cię przeniesiemy? Z tego co zrozumiałam nie zdążyłaś się rozpakować, czyli to zajmie kilka minut a nie będziesz miała czasu, by się rozmyślić.
Weronikę zamurowało i stała z otwartymi ustami a Paul nadal patrzył na córkę mocno podejrzliwie.
- No co? Chyba mówię logicznie – Młoda próbowała się bronić
- Jasne, tylko nie wiem… - mężczyzna przerwał jakby ważąc słowa
- Ok. wiem, że wygląda, jakby miała ochotę Cię zabić, bo uważam, że mi odbierzesz tatusia czy coś. I że wydaje Ci się, że na Ciebie patrzę, jak dla potencjalne zagrożenie dla jego dziewczyny, Jasmine. Ale tak na serio – tu wreszcie wzięła oddech – jesteś bardzo fajną laską, zaraz po Jasmine rzecz jasna, i strasznie fajnie mi się z Tobą gadało i bardzo ale to bardzo bym chciała, żebyśmy jak najwięcej były razem do czasu mojego wylotu. Bardzo brakuje mi koleżanek…- Paul przytulił córkę i Weronika miała wrażenie, że mu się nieco zaszkliły oczy -  Moje rówieśniczki są na poziomie umysłowym glonów, z Mamą nie bardzo mogę pogadać i mam tylko Jass… no i tak – Młoda wtuliła się w ojca jakby zawstydzona swoją przemową.
- No jeśli Paul nie ma nic przeciwko temu, żebyś tu poczekała z psem i pójdzie ze mną po rzeczy, to nie widzę problemu – Weronika uśmiechnęła się a Młoda odkleiła się od ojca i jednym ruchem przywarła do dziewczyny.

Mężczyzna wziął torbę.
- Na pewno wszystko wzięłaś?
- Tak, przecież, jak słusznie zauważyło Twoje dziecko, nawet nie zdążyłam się rozpakować…
- Właśnie.. szczerze powiem, że mi nieco głupio za jej wyskok – Weronika chciała mu przerwać ale ją uciszył gestem – bo w sumie samo mogłem o tym pomyśleć.
- Przestań. Cieszę się, że wyskoczyła z tym pomysłem choć jakoś tak, no nie wiem….
- Nie ufasz jej?
- Nie zrozum mnie źle…
- Wiem, o czym mówisz. To co najmniej dziwne. Ale biorąc pod uwagę, że to ledwie dwa dni, jakoś to we trójkę przetrzymamy – zaczął się śmiać, przepuścił dziewczynę przodem i zamknął drzwi.

Do mieszkania na poddaszu berlińskiej kamienicy wszedł zdenerwowany mężczyzna. Nie zdejmując okrycia ani butów skierował się do szafy.
- Wszystko nie tak… wszystko nie tak…. – mruczał pod nosem – nie wiem, gdzie jesteś..  ofiara się wybudził, kochaś przyleciał, glina węszy a ja… nie wiem, gdzie Ty Kurwa jesteś!!! – wykrzyczał. Zatrzymał się na chwilę, wziął głęboki oddech, sięgnął po metalowy przedmiot schowany w szafie i skierował się do wyjścia.



- To będzie Twoja sypialnia. Pasuje Ci?
- Jest super – Weronika ogarnęła spojrzeniem pomieszczenie. Jego okna stanowiły szklaną ścianę wychodzącą na basen. Miały rzecz jasna żaluzje chroniące przed ewentualnymi wścibskimi. Do pokoju, wyposażonego w olbrzymie, nowoczesne łoże przylegała łazienka. – Jest idealnie.
Usiadła na łóżku.
- Wiesz, tak naprawdę, to pojęcia nie mam, dlaczego to robisz…
- Przestań,,
-Nie, serio. Nie znasz mnie. Mogę Cię okraść czy coś. A Ty mi ufasz. Dlaczego? – spojrzała Mu w oczy i próbowała z nich cos wyczytać.
- Ok., będzie szczerze tylko mnie nie pogryź… - ona oparła się wygodnie na łóżku i czekała a On wbił ręce w kieszenie, chwile żuł słowa i wreszcie je wypowiedział.
- Kilka elementów. Po pierwsze zrobiła s na mnie dobre wrażenie. To znaczy nie próbowałaś mnie poderwać a to duży plus – zaśmiał się nerwowo i kontynuował – po drugie wyczułem, że Mead Ci ufa, załapałyście dobry kontakt mimo, że cały czas Cię obwąchiwała. Cała Twoja historia, choć niedorzeczna, to.. te wszystkie zdjęcia, fotografie itp…. Ale nie to jest najważniejsze. Mówiłaś o zmianie. Jak dobrze wiem, jak kurewsko trudno jakkolwiek gdziekolwiek cokolwiek osiągnąć bez znajomości… Jak nie masz farta, nikt Ci nie pomoże to co najwyżej możesz kelnerką być w barze średniej klasy bo w dobrym to tylko po znajomości – podrapał się za głową…- niemniej… uznałem, że skoro mogę to Ci pomogę. Nie widzę powodu, żeby nie. Poza tym wolę, jak dom jest zamieszkały a nie raz na dzień przychodzi ktoś dać psu jeść i tyle. No i – zrobił głębszy oddech – żeby nie było, mówię szczerze, sprawdziłem Cię – wypluł jednym tchem i badawczo na nią patrzył.
- Ale że jak? Kiedy? – była zdziwiona choć mniej, niż przypuszczała, ze może być. Chyba ostatnie tygodnie nieco przytępiły jej wrażliwość na dziwne rzeczy
- Szybki telefon do kumpla z łazienki. Musiałem tylko jakiś Twój dowód, numer, cokolwiek… dobrą okazją było jak prawko pokazywałaś. Dlatego się tak upierałem, zęby zobaczyć, czy faktycznie kategoria B tam jest…
- I kupel potwierdził, że ze mną wszystko ok.?
- Tak. Przepraszam ale wiesz
- Musiałeś. Spoko, też bym tak zrobiła. Tyle że ja nie mam kumpli w psiarni więc bym nie miała do kogo zadzwonić.
- A ten dziwny detektyw od… trzeciej żony?
- No proooszę Cię – rzuciła w Niego poduszka ale śmiejąc się, zrobił unik – po pierwsze za stary po drugie żonaty. Dobra…. Nie wiem jak Ty, ale ja bym chętnie poszła spać. Jest 3 nad ranem….
- Trzymaj się. Do dziś zatem – wycofał się i zamknął drzwi.
Dziewczyna wstała powoli z łóżka i podeszła do szklanych drzwi na ogród. Lekko je uchyliła i wyjrzała na zewnątrz. Spojrzała w niebo. Zrobiła kilka kroków do przodu i wygodnie położyła się na chłodnawej i wilgotnej trawie. Patrzyła w niebo przez kilka minut i miała już pewność, że dobrze robi. „I am home




- Pan tu spojrzy, Detektywie. Tu idą kable. A tam jest, o tam, w tym załamaniu, obok sęka…sęku…., obok sęka i jej nie widać… W środku też zleźliśmy kilka kamer tak sprytnie poukrywanych.
Detektyw przyjechał z grupą śledczą do mieszkania Weroniki. Jeszcze przed jej wyjazdem ustalił z dziewczyną, że gdyby potrzebowali, mają do jej lokum pełny dostęp. Dała mu to na piśmie i zostawiła komplet kluczy. Nie wiedział, czemu ale zrobiła to sama, bez obecności tego wytatuowanego artysty i prosiła o dyskrecję. Może coś ją męczyło, może się czegoś bała. W każdym razie, teraz po niewielkim mieszkaniu krzątało się kilku Policjantów z grupy śledczej i sprawdzali, gdzie są kamery i podsłuchy. Sprzęt, który został tu ukryty był naprawdę wysokiej klasy, zatem ktoś, kto śledził właścicielkę musiał mieć spore środki finansowe.
- No tak, to nieco zmienia postać rzeczy – podrapał się po nosie – trzeba dokładnie sprawdzić jej znajomych. Osobę po osobie. Wychodzi na to, że był motyw napaści i nie był to rabunek a prawdopodobnie albo zazdrość albo może… czy ja wiem…ochrona?
- Ochrona? – asystent spojrzał na Detektywa zdziwiony
- Bzdury gadam… ale dobra robota. Jak tu skończycie, to do domu a od rana bierzemy się za przetrzepywanie jej znajomych. Ja jeszcze wpadnę do szpitala do tego wybudzonego.
Odwrócił się na pięcie i wyszedł.



Adam siedział przy łóżku Chrisa. Próbował się wykręci z opowiadania detali ale przyjaciel, który mimo faktu, że dopiero co się wybudził ze śpiączki, prezentował zadziwiającą siłę woli i trzeźwość umysłu, kazał mu, dosłownie, „nie pierdolić tylko opowiadać po kolei, jak na spowiedzi”. Zatem Adam podał mu skróconej formie i oszczędzając na pewnych detalach ostatnich dni, z grubsza całą historię.
- Ale jesteś z Nią czy nie?
- Ja sam nie wiem, czego chcę. Od czasu, jak wyszła z hotelu zero smsa czy telefonu…- zapytany westchnął
- Znaczy, idioto, Twoim zdaniem to Ona powinna się odezwać do Ciebie?
- No a nie?
- Jesteś żałosnym palantem. Kocham Cię jak brata ale jesteś kutasem – Chris skrzywił się. Próbował ułożyć się jakoś wygodnie na łóżku ale czasem rana dawała o sobie znać. – i coś Ci powiem. Jak tylko wyleze z tego szpitala to skopię Ci dupę. A potem ją odszukam. Skoro Ty „nie wiesz” to „ja wiem”. A jak się ze mną prześpi to na pewno uzna, że będąc z Tobą popełniła błąd – zaśmiał się cicho widząc, jak Adam zamierza się, jakby Go chciał pchnąć. Wiedział, że nic takiego jednak nie nastąpi.
Nagle za szklaną ścianą usłyszeli krzyk, jakiś ruch, potem znowu krzyk, strzały dwa lub trzy i uderzenie, jakby cos ciężkiego zwaliło się na podłogę.


Detektyw wszedł do szpitala, w windzie odruchowo nacisnął guzik odpowiedniego piętra i pogrążony w dociekaniach wysiadł automatycznie i dopiero teraz zauważył, że mężczyzna, z którym jechał w windzie był jakiś podenerwowany. Niby to w szpitalu normalne, ale obserwował go odruchowo w lustrze w windzie, taki odruch, w końcu był psem, i teraz zrozumiał, ze to była złość. Zaczął iść za swoim współtowarzyszem, coraz bardziej zdziwiony faktem, że obrali ten sam kierunek. Kiedy idący przed nim sięgnął do kieszeni po jakiś metalowy przedmiot, Detektyw spiął wszystkie mięśnie. Tuz pod sala Adama głośniej zawołał na mężczyznę a gdy ten nie zareagował, rzucił się na niego przypierając Go do ściany.
„Najwyżej będę musiał przepraszać, chuj z tym” pomyślał i w tym momencie zakładnik próbował mu się wyrwać. Jak na ironię, drzwi obok otworzyły się i wyszła z nich pielęgniarka z tacą ze strzykawkami. Przestraszona krzyknęła, wypuściła tacę, broń, jak się okazało, zakładnika wypaliła kilka razy. Być może pociągnął za spust ze strachu, być może odruchowo.  Detektyw pchnął go na ziemię i zwalił się na niego z hukiem, który słyszeli w sali Adam i Chris.
Detektyw sięgnął po kajdanki i skuł lekko otumanionego  mężczyznę, kazał pielęgniarce się uspokoić i zadzwonił po wsparcie.



Weronika siedziała przy blacie kuchennym i jadła sałatkę, którą zrobiła Mead. Właśnie wróciła ze spotkania z właścicielka butiku, która ja zatrudniła. Fakt, pomogła protekcja Paula ale chyb przypadły sobie do gustu. Patrzyła tez bezmyślnie na ekran włączonego telewizora. Wzrok przykuł napis „Strzelanina w berlińskim szpitalu”
-Mead, weź głośniej – Weronika zastygła
-Nerwowe to twoje miasto – wyszeptała nastolatka i podkręciła głośność.
„ W nocy w jednym z berlińskich szpitali miała miejsce strzelanina. Nie znamy detali, nie wiemy, czy to atak szaleńca czy zaplanowany zamach na Zycie któregoś z pacjentów lub personelu. Policja twierdzi, ze w odpowiednim czasie poinformuje opinie publiczna o zajściach. Na chwilę obecną wiemy, z e padły prawdopodobnie dwa lub trzy strzały, nikt nie odniósł obrażeń a napastnika obezwładnił znajdujący się przypadkowo na miejscu funkcjonariusz”.
Reporter mówił sztucznie podekscytowanym głosem a za jego plecami przeprowadzano do radiowozu wysokiego mężczyznę, którego głowa osłonięta była płaszczem. Zawiał wiatr, błysnął flesz i na ułamek sekundy twarz stała się widoczna.
„O żesz Ty kurwa mać…toż to… Filek?!”




KONIEC


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz