2.
Jakby
odczytując jej myśli dwie dziewczyny siedzące naprzeciwko niej
zaczęły się tulić i całować. Nie mogła na to patrzeć i
wstała. Szczęśliwie kolejka dotarła do jej przystanku więc z
czystym sumieniem wysiadła i wciągnęła głęboko do płuc mokre i
chłodne powietrze. Spojrzała na chłopaka idącego przed nią. Spod
kołnierza kurtki, wysoko na karku wyzierała wytatuowana łapa
jakiegoś zwierzęcia z wysuniętymi pazurami. To przywołało
wspomnienie porannej wymiany wiadomości i mimowolny uśmiech.
Wyobraziła sobie rzeczywiście paskudnego, wytatuowanego faceta z
kitką przerzedzonych, przetłuszczonych włosów związanych srebrną
(czemu akurat srebrną?) dumką gdzieś w połowie głowy. Do tego z
lekkim brzuszkiem piwnym i tatuażami wyłażącymi spod podkoszulka,
jaki dumnie na focie profilowej obnaszał T-shirt 33. Uśmiech
zagościł na jej ustach. Chłopak przed nią zatrzymał się, jakby
coś sobie przypomniał i nie zdążyła wyhamować. Wpadła na niego
z nadal głupim uśmiechem na ustach, przeprosiła i poszła dalej
zostawiając go nieco skonfudowanego sytuacją i jej uśmiechem.
Przeszła
przez ulicę i weszła do budynku. W środku było niewiele cieplej
niż na zewnątrz. Postanowiła jeszcze skoczyć do kuchni i zrobić
sobie herbatę, z którą pójdzie na zajęcia.
Kuchnia
wydziałowa miała dwa czajniki,jednopalnikowa płytę do podgrzania
czegoś. Brakowało jej mikrofali jednak. Miał lodówkę ale to
mikrofali nie rekompensowało- można by sobie było podgrzewać
rzeczy a tak to kicha – pomyślała.
Zalała
wyciągniętą z kosmetyczki ukrytej w torbie ekspresowa herbatkę
wrzątkiem i wzięła kubek w obie dłonie. Kiedy tak stała i się
grała do kuchni przyszedł Filip.
- Cześć. Nie idziesz na zajęcia? - zapytał z uśmiechem rodem z reklamy pasty do zębów lub Hollywood.
- Idę idę...ale dopiero przyszłam, jestem jakaś strasznie zziębnięta. Muszę się zagrzać żebym nie szczękała zębami. A Ty? Co Ty tu robisz?
- Widziałem Cie przez okno. Jak nie przyszłaś do sali pomyślałem, że pójdę Cię poszukać i sprawdzę, czy wszystko w porządku.
- O... to miłe z Twojej strony. Ale wszystko ok, tylko mi zimno. Ale już mi lepiej. Zdejmę kurtkę i idę. Idziesz?
- Jasne – przytrzymał jej torbę, gdy zdejmowała swoje teoretycznie wodoodporne wierzchnie odzienie.
Filip
był przemiłym, dużo młodszym chłopcem. Jego rodzice byli
dyplomatami zatem jako dziecko zwiedził wiele krajów, w wielu
mieszkał i biegle posługiwał się oprócz rodzimego niemieckiego i
francuskiego, pochodził bowiem z mieszanego małżeństwa, także
hiszpańskim, portugalskim i rosyjskim. Od trzech lat uczył się tez
chińskiego a teraz dorzucił sobie szwedzki. Miał ogromna wiedzę,
jak na człowieka w jego wieku a nawet jak na kogoś starszego, która
imponowała Weronice. Był na bieżąco z poezją, literaturą i
sztuką na świecie. Także w polityce, trendach i przemianach
socjologicznych, interesował się archeologią i oceanografią.
To,
że zaczął studia akurat na tym kierunku wynikało z dwu rzeczy –
po pierwsze chodził na wydział na piechotę, miał 5 minut. Po
drugie znał niemal na wylot wszystko, co związane z Ameryką
Łacińską i uznał,jak jej kiedyś powiedział, że musi się
wdrożyć w życie studenckie zanim zacznie kolejne fakultety a
planował jeszcze co najmniej dwa. Czasem ja onieśmielał swoją
wiedza i kompletnie nie rozumiała, co to dziewiętnasto-letnie
dziecko od niej chce. A adorował ja i było to odczuwalne. Albo
raczej lubił bardzo jej towarzystwo. Nie wiedziała czemu ale tak
było. Nie narzucał się, był zawsze pomocny i gotowy na każde jej
skinienie. I nigdy nie wykonał żadnego gestu, który mógłby ja
wprawić w zakłopotanie. Na początku się nad tym zastanawiała,
chciała nawet z nim porozmawiać ale zrezygnowała. Tym bardziej, że
jego towarzystwo czasem się przydawało. Był duży, silny, całkiem
rozsądnie zbudowany. Nosił brodę i wąsy, które w zestawieniu ze
średniej długości gęstymi i niesfornymi włosami oraz okularami
dodawały mu kilku lat. Ona wyglądała na nieco mniej, niż te swoje
29, on na nieco więcej, niż 19 zatem od biedy jakoś dramatycznie
się w oczy nie rzucali. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt,
że On jej kompletnie ale to kompletnie nie pociągał. Nie potrafiła
myśleć o nim w kategoriach „faceta”. Nie było, jak to mówią
„chemii”. A do tego tego jego delikatne, niczym kobiece dłonie z
nieprzyzwoicie długimi palcami, idealna płytką paznokciową. Mogła
by się z nim na te dłonie zamienić.
Zeszli
do sali zajęciowej. Filip przezornie zarezerwował jej miejsce
obok siebie, w kącie, niby w pierwszym rzędzie ale tak bokiem, w
rogu, tak ustawione, że wykładowca nie bardzo widział co student
robi. A ona szczerze nie znosiła tych zajęć i starała się je po
prostu przetrwać. Zasiadła w kącie i wyjęła zeszyt, udając, że
coś notuje. Tak naprawdę pisała. Lubiła to bardzo bo ja
odstresowywało ale lądowało to wszystko w szufladzie. Taka
autoterapia, sposób na przetrwanie nudnych wykładów. Od czasu do
czasu zerkała na wykładowczynię, udając że coś ją
zainteresowało. Zajęcia minęły szybko a kilkunasto-minutowa
przerwa jeszcze szybciej. Zaczęły się kolejne,nieco ciekawsze. Nie
zmieniła miejscówki ale zeszyt odwróciła do góry nogami. By
oszczędzić na ciężarze zapisywała wszystko w jednym. Filek w
międzyczasie przyniósł jej z kuchni kolejna herbatę. Jakoś nie
mogła się rozgrzać. Liczyła na to, że może jej się uda w
pracy, tam zawsze było ciepło.
- Co robisz po zajęciach? - zapytał Filek z trudem ukrywając zakłopotanie. Spojrzała na niego przelotnie bo nie chciało jej się zagłębiać w meandry umysłu ukrytego pod gęstą czupryną.
- Do pracy idę Maleństwo.
- A faktycznie, zapomniałem, ze dziś pracujesz. - wyglądał na zasmuconego – a jutro?
- Tez pracuje tyle że na rano. A czemu pytasz?
- A po południu?
- Umówiłam się.
- Randka?
- Coś na kształt....blind date... chciałeś mnie gdzieś zaprosić, ze pytasz? - uszczypnęła go w policzek jak się szczypie małe dzieci
- No... tak...w sumie... taka wystawa w Instytucie Szwedzkim,,, wiesz fotografie i te sprawy..- wyglądał na prawdę na zmieszanego i zbitego z tropu.
- Kumplu ty mój – podkreśliła słowo kumplu – chętnie bym z Tobą wyskoczyła ale wiesz, że plan mam jaki mam... najwcześniej mogę w piątek – zastanowiła się – ale to już nie będzie wernisaż tylko wystawa a Tobie o jakieś pokazanie się chodziła? - popatrzyła mu w oczy – bardzo Cie przepraszam ale nie tym razem.
- No trudno, może innym razem – wymruczał pod nosem owijając się trzy metrowym szalem. Zabawnie ot kontrastowało z jego jednocześnie rozpiętą kurtką, która bardziej przypominała marynarkę i rozchełstaną pod szyja koszulą.
- Dokładnie. - chciała dodać, że jakby wczoraj wiedziała to by się nie umówiła tylko z nim poszła ale zrezygnowała. Zarzuciła kurtkę na siebie, zapięła się pod sam nos, założyła rękawiczki. - Idziemy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz