czwartek, 18 lipca 2013


2.
Jakby odczytując jej myśli dwie dziewczyny siedzące naprzeciwko niej zaczęły się tulić i całować. Nie mogła na to patrzeć i wstała. Szczęśliwie kolejka dotarła do jej przystanku więc z czystym sumieniem wysiadła i wciągnęła głęboko do płuc mokre i chłodne powietrze. Spojrzała na chłopaka idącego przed nią. Spod kołnierza kurtki, wysoko na karku wyzierała wytatuowana łapa jakiegoś zwierzęcia z wysuniętymi pazurami. To przywołało wspomnienie porannej wymiany wiadomości i mimowolny uśmiech. Wyobraziła sobie rzeczywiście paskudnego, wytatuowanego faceta z kitką przerzedzonych, przetłuszczonych włosów związanych srebrną (czemu akurat srebrną?) dumką gdzieś w połowie głowy. Do tego z lekkim brzuszkiem piwnym i tatuażami wyłażącymi spod podkoszulka, jaki dumnie na focie profilowej obnaszał T-shirt 33. Uśmiech zagościł na jej ustach. Chłopak przed nią zatrzymał się, jakby coś sobie przypomniał i nie zdążyła wyhamować. Wpadła na niego z nadal głupim uśmiechem na ustach, przeprosiła i poszła dalej zostawiając go nieco skonfudowanego sytuacją i jej uśmiechem.
Przeszła przez ulicę i weszła do budynku. W środku było niewiele cieplej niż na zewnątrz. Postanowiła jeszcze skoczyć do kuchni i zrobić sobie herbatę, z którą pójdzie na zajęcia.
Kuchnia wydziałowa miała dwa czajniki,jednopalnikowa płytę do podgrzania czegoś. Brakowało jej mikrofali jednak. Miał lodówkę ale to mikrofali nie rekompensowało- można by sobie było podgrzewać rzeczy a tak to kicha – pomyślała.
Zalała wyciągniętą z kosmetyczki ukrytej w torbie ekspresowa herbatkę wrzątkiem i wzięła kubek w obie dłonie. Kiedy tak stała i się grała do kuchni przyszedł Filip.
  • Cześć. Nie idziesz na zajęcia? - zapytał z uśmiechem rodem z reklamy pasty do zębów lub Hollywood.
  • Idę idę...ale dopiero przyszłam, jestem jakaś strasznie zziębnięta. Muszę się zagrzać żebym nie szczękała zębami. A Ty? Co Ty tu robisz?
  • Widziałem Cie przez okno. Jak nie przyszłaś do sali pomyślałem, że pójdę Cię poszukać i sprawdzę, czy wszystko w porządku.
  • O... to miłe z Twojej strony. Ale wszystko ok, tylko mi zimno. Ale już mi lepiej. Zdejmę kurtkę i idę. Idziesz?
  • Jasne – przytrzymał jej torbę, gdy zdejmowała swoje teoretycznie wodoodporne wierzchnie odzienie.
Filip był przemiłym, dużo młodszym chłopcem. Jego rodzice byli dyplomatami zatem jako dziecko zwiedził wiele krajów, w wielu mieszkał i biegle posługiwał się oprócz rodzimego niemieckiego i francuskiego, pochodził bowiem z mieszanego małżeństwa, także hiszpańskim, portugalskim i rosyjskim. Od trzech lat uczył się tez chińskiego a teraz dorzucił sobie szwedzki. Miał ogromna wiedzę, jak na człowieka w jego wieku a nawet jak na kogoś starszego, która imponowała Weronice. Był na bieżąco z poezją, literaturą i sztuką na świecie. Także w polityce, trendach i przemianach socjologicznych, interesował się archeologią i oceanografią.
To, że zaczął studia akurat na tym kierunku wynikało z dwu rzeczy – po pierwsze chodził na wydział na piechotę, miał 5 minut. Po drugie znał niemal na wylot wszystko, co związane z Ameryką Łacińską i uznał,jak jej kiedyś powiedział, że musi się wdrożyć w życie studenckie zanim zacznie kolejne fakultety a planował jeszcze co najmniej dwa. Czasem ja onieśmielał swoją wiedza i kompletnie nie rozumiała, co to dziewiętnasto-letnie dziecko od niej chce. A adorował ja i było to odczuwalne. Albo raczej lubił bardzo jej towarzystwo. Nie wiedziała czemu ale tak było. Nie narzucał się, był zawsze pomocny i gotowy na każde jej skinienie. I nigdy nie wykonał żadnego gestu, który mógłby ja wprawić w zakłopotanie. Na początku się nad tym zastanawiała, chciała nawet z nim porozmawiać ale zrezygnowała. Tym bardziej, że jego towarzystwo czasem się przydawało. Był duży, silny, całkiem rozsądnie zbudowany. Nosił brodę i wąsy, które w zestawieniu ze średniej długości gęstymi i niesfornymi włosami oraz okularami dodawały mu kilku lat. Ona wyglądała na nieco mniej, niż te swoje 29, on na nieco więcej, niż 19 zatem od biedy jakoś dramatycznie się w oczy nie rzucali. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że On jej kompletnie ale to kompletnie nie pociągał. Nie potrafiła myśleć o nim w kategoriach „faceta”. Nie było, jak to mówią „chemii”. A do tego tego jego delikatne, niczym kobiece dłonie z nieprzyzwoicie długimi palcami, idealna płytką paznokciową. Mogła by się z nim na te dłonie zamienić.
Zeszli do sali zajęciowej. Filip przezornie zarezerwował jej miejsce obok siebie, w kącie, niby w pierwszym rzędzie ale tak bokiem, w rogu, tak ustawione, że wykładowca nie bardzo widział co student robi. A ona szczerze nie znosiła tych zajęć i starała się je po prostu przetrwać. Zasiadła w kącie i wyjęła zeszyt, udając, że coś notuje. Tak naprawdę pisała. Lubiła to bardzo bo ja odstresowywało ale lądowało to wszystko w szufladzie. Taka autoterapia, sposób na przetrwanie nudnych wykładów. Od czasu do czasu zerkała na wykładowczynię, udając że coś ją zainteresowało. Zajęcia minęły szybko a kilkunasto-minutowa przerwa jeszcze szybciej. Zaczęły się kolejne,nieco ciekawsze. Nie zmieniła miejscówki ale zeszyt odwróciła do góry nogami. By oszczędzić na ciężarze zapisywała wszystko w jednym. Filek w międzyczasie przyniósł jej z kuchni kolejna herbatę. Jakoś nie mogła się rozgrzać. Liczyła na to, że może jej się uda w pracy, tam zawsze było ciepło.
  • Co robisz po zajęciach? - zapytał Filek z trudem ukrywając zakłopotanie. Spojrzała na niego przelotnie bo nie chciało jej się zagłębiać w meandry umysłu ukrytego pod gęstą czupryną.
  • Do pracy idę Maleństwo.
  • A faktycznie, zapomniałem, ze dziś pracujesz. - wyglądał na zasmuconego – a jutro?
  • Tez pracuje tyle że na rano. A czemu pytasz?
  • A po południu?
  • Umówiłam się.
  • Randka?
  • Coś na kształt....blind date... chciałeś mnie gdzieś zaprosić, ze pytasz? - uszczypnęła go w policzek jak się szczypie małe dzieci
  • No... tak...w sumie... taka wystawa w Instytucie Szwedzkim,,, wiesz fotografie i te sprawy..- wyglądał na prawdę na zmieszanego i zbitego z tropu.
  • Kumplu ty mój – podkreśliła słowo kumplu – chętnie bym z Tobą wyskoczyła ale wiesz, że plan mam jaki mam... najwcześniej mogę w piątek – zastanowiła się – ale to już nie będzie wernisaż tylko wystawa a Tobie o jakieś pokazanie się chodziła? - popatrzyła mu w oczy – bardzo Cie przepraszam ale nie tym razem.
  • No trudno, może innym razem – wymruczał pod nosem owijając się trzy metrowym szalem. Zabawnie ot kontrastowało z jego jednocześnie rozpiętą kurtką, która bardziej przypominała marynarkę i rozchełstaną pod szyja koszulą.
  • Dokładnie. - chciała dodać, że jakby wczoraj wiedziała to by się nie umówiła tylko z nim poszła ale zrezygnowała. Zarzuciła kurtkę na siebie, zapięła się pod sam nos, założyła rękawiczki. - Idziemy?
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz