1. Randki internetowe
Deszcz siąpił od kilku dni i już miała serdecznie dosyć tej pogody a zanosiło się na to, że poprawy nie będzie. Jak na ironię właśnie teraz, kiedy bardzo by chciała, by prognoza pokazywana w telewizji się nie sprawdziła, co działo się zawsze, gdy zapowiadano słoneczny weekend, ona oczywiście była idealnie taka jak podawał prezenter, co do połówki stopnia. A do tego wszystkiego zbliżała się zima, dni były coraz krótsze i już dawno zapomniała jak to jest wstawać rano i widzieć coś za oknem a nie tylko ciemność i odblask z latarni. Podłączyła czajnik by zrobić sobie poranną kawę, nasypała łyżeczkę do kubka wielkości XXL i wyjęła z lodówki mleko, by je delikatnie podgrzać. Lubiła dolewać zimnego, kawa była wtedy do picia ale dziś było wyjątkowo zimno a na dodatek spała przy lekko uchylonym oknie i mieszkanie się wychłodziło. Potrzebowała ciepła. Nalała biały płyn do garnka, podłączyła kuchenkę i obserwowała uważnie, by nie wykipiało. Po chwili namysłu wyłączyła wodę a do garnka dolała resztę mleka.
Deszcz siąpił od kilku dni i już miała serdecznie dosyć tej pogody a zanosiło się na to, że poprawy nie będzie. Jak na ironię właśnie teraz, kiedy bardzo by chciała, by prognoza pokazywana w telewizji się nie sprawdziła, co działo się zawsze, gdy zapowiadano słoneczny weekend, ona oczywiście była idealnie taka jak podawał prezenter, co do połówki stopnia. A do tego wszystkiego zbliżała się zima, dni były coraz krótsze i już dawno zapomniała jak to jest wstawać rano i widzieć coś za oknem a nie tylko ciemność i odblask z latarni. Podłączyła czajnik by zrobić sobie poranną kawę, nasypała łyżeczkę do kubka wielkości XXL i wyjęła z lodówki mleko, by je delikatnie podgrzać. Lubiła dolewać zimnego, kawa była wtedy do picia ale dziś było wyjątkowo zimno a na dodatek spała przy lekko uchylonym oknie i mieszkanie się wychłodziło. Potrzebowała ciepła. Nalała biały płyn do garnka, podłączyła kuchenkę i obserwowała uważnie, by nie wykipiało. Po chwili namysłu wyłączyła wodę a do garnka dolała resztę mleka.
Jak szaleć to szaleć. Jest tak paskudnie,
ze należy mi się na rozgrzewkę gorąca kawa na mleku.
Zalała kawę rozpuszczalną i usiadła przy
stole. Ręką odgarnęła wczorajszą gazetę i odpaliła komputer.
Chciała sprawdzić portale plotkarskie i randkowe, na których była
zalogowana. Sama się zastanawiała czasem, po co tam siedzi. Nic
ciekawego z nich nie wynikało. Co prawda poznawała facetów ale to
zawsze jakieś niedoróbki były. Nie wiedziała co w niej takiego
jest, że przyciąga jakiś niewydarzonych dupków z przerośniętym
ego i mniemaniem o sobie godnym Nobla. Taki samozachwyt czasem by
wypadało niemal opisać. Ale przyzwyczajenie brało górę i
codziennie spędzała trochę czasu wyszukując nowe anonse i łudząc
się, że tym razem trafi się jej ktoś normalny, ktoś, z kim
będzie mogła porozmawiać a nie tylko go słuchać. Ktoś, kto ją
zaakceptuje a nie będzie miał, sam niewiele sobą reprezentując,
Bóg wie jakie wymagania. Kogoś, kto na pierwszym spotkaniu nie
będzie próbował jej obmacywać, nie będzie jej czule głaskał po
dłoni, swoją, spocona i drżąca z podniecenia, nie będzie patrzył
maślanym wzrokiem w oczy i mówił per „Kochanie” już w trzecim
zdaniu. Mrzonki.
Otworzyła pierwszą stronę. Dwie wiadomości.
Kliknęła w pierwszą. Zdjęcie faceta, w podkoszulku, Na tle palm.
I jakiegoś morza czy oceanu na kolejnym planie. Piękne, niebieskie niebo.
Wróciła wzrokiem do podkoszulka. Fason, jakiego najbardziej nie
lubiła – opięty, pod szyję i bez rękawów. Obrzydlistwo. Żeby
w czymś takim dobrze wyglądać trzeba na prawdę mieć fantastyczną
figurę. A taką mało panów mogło się pochwalić.
Kliknęła w drugą. Zamiast zdjęcia avatar.
Nick „Tatoo 79”...Hmmm... Smok. A może wąż? Lubiła węże.
Wróciła do pierwszej wiadomości. Przeczytała kilka zdań z uwagą.
Choć zdjęcie ją bardzo uprzedziło musiała przyznać,ze wiadomość
była zabawna, lekka i zepchnęła postać z fotografii na dalszy
plan. Złe wrażenie się nieco zatarło. Znała jednak siebie na
tyle, że wiedziała, że fizyczność odgrywa jednak pewna rolę. No
dobrze, nazwijmy to skazą estetyczną. Ale nie przesądzajmy.
Otworzyła druga wiadomość. Zdanie z błędami, różyczka,
propozycja seksu bez zobowiązań. Zastanawiała się chwile i
odpisała
„Jeśli ten smok to tatuaż na Twoim ptaku, chętnie
zobaczę. Jeśli nie, nie zawracaj mi głowy bo miałkich propozycji
mam setki... Zaskoczysz mnie?”.
Kliknęła wyślij i po chwili tego
pożałowała. Przecież sieć jest pełna wariatów, idiotów. A co,
jeśli koleś rzeczywiście odpowie, zechce się spotkać, co wtedy?
Hola hola koleżanko... przecież nic nie musisz. Potrząsnęła
głową jakby odpędzając swoją własna głupotę i wróciła do
pana od podkoszulka. Miała kiedyś kolegę, który z upodobaniem
nosił właśnie taki krój koszulek. A że ramiona miał szerokości
tak bioder jak i pasa zatem wyglądał co najmniej...nieapetycznie.
Odpisała obszernie, nawet jak na siebie, na
wiadomość T-shirt 33, bo taki nick miał pan od palm w tle,
zerknęła jeszcze raz na jego profil i już miała zamykać
komputer, gdy pojawiła się nowa wiadomość. Odpowiedź od „Tatoo
79”
Kliknęła w wiadomość.
„Mam kilka, w tym węża, ale akurat nie
tam... kwalifikuje się czy nie bardzo?”
Chwilę pomyślała
„Szklanka w połowie pełna czy pusta....
odwieczny dylemat”
Kliknęła wyślij. Po kilku sekundach pojawiła
się odpowiedź.
„Skoro tatuaż jest jak trzeba ale nie tam,
gdzie trzeba to może choć gorąca czekolada zamiast seksu?”
Drgnęła. Mało który facet proponował
czekoladę. Zaczynało ja to ciekawić nieco. Tak odrobinkę zaledwie... Pomyślała chwilę.
„Gorąca...aromatyczna....gęsta.....
kuszące”
Wysłała. Znowu kilka sekund.
„Gorąca...jak seks, na który muszę
niestety poczekać.... aromatyczna... jak zapach kobiety leżącej
obok...gęsta...jak moje myśli, gdy z Tobą piszę...
kuszące...fakt...może po cichu liczę, że po czekoladzie zmienisz
zdanie?”
Uśmiechnęła się.
„Zakładając, że do czekolady dojdzie...”
Kilka kolejnych sekund.
„Chyba się nie wycofujesz? Nie daj się
prosić. Jutro? Dziś? Kiedy masz czas? Dostosuję się. Jestem
bardzo....elastyczny ;) „
Tym razem parsknęła śmiechem i opluła
ekran. Wstała po papierowy ręcznik i sięgnęła odruchowo do
szafki. Zapomniała, że ręczniki się skończyły i że musi je
dziś kupić, jak weźmie z kawiarni wypłatę. Poszła po papier
toaletowy, lekko zmoczyła go i wytarła ekran.
„Mam czas jutro po południu. Zatem gdyby coś
zdążysz dotrzeć do Berlina ;)”
W sumie nie wiedziała, czy on jest z Berlina
czy nie. A jeśli nie? Pewnie się za chwile dowie. Przypomniał jej
się jeden z tych internetowych adoratorów, który uważał, że to
ona powinna pojawić się na spotkaniu z nim a nie on wykonać
wysiłek. Tym bardziej, że to on zagadał i on był bardziej
zainteresowany. żałosny dupek. Potem się obraził a później jej
wysyłał wiadomości z wyrzutami i tekstem, że jest niemiła.
Odpisała mu, żeby w takim razie znalazł sobie miłą i przestała
je otwierać usuwając chwile po tym, jak dostała.
Na stronie zamigała kopertka. Otworzyła.
„Już jestem. Ale dziś nie dam rady. Pasuje
Ci jutro 17? Czy później? Znam fajną kawiarnię w centrum.”
„17.30. Gdzie w centrum?”
„Róg Mohrenstr i Charlottenstr. Zarezerwuję
stolik.”
„Nie wiedziałam, ze w kawiarni trzeba.. Jak
Cię poznam?”
„W tej dla pewności tak. Brzydki jak diabeł
o uśmiechu wampira i mocno przerzedzonych włosach spiętych w mysi
ogonek na czubku głowy.”
Diablo kusząca autoreklama....
„A na serio?”
„Ja Cię poznam.”
„Lokal publiczny..hmmm..... jakby coś będę
mogła uciec między ludzi ;)”
„Mam nadzieję, że tego nie zrobisz:)”
„Pomyślę.”
„Zatem do jutra? Do 17.30?”
„:) Do zobaczenia”
„ Mój wąż już macha z radości ogonkiem”.
Znowu parsknęła śmiechem ale przezornie
zatkała dłonią usta. Już nic nie odpowiedziała. Dopijała
resztkę chłodnej już kawy jednocześnie zastanawiając się, jaka
tajemnicę kryje w sobie ten facet, o którym kompletnie nic nie wie
a z którym się właśnie umówiła. Przejrzała pobieżnie jego
profil ale nie znalazła żadnego punktu zaczepienia. A jak to jakiś
zboczeniec? I dlaczego napisał, ze już będzie? Czy to znaczy, że
skądś przyjeżdża? Może wyjazd służbowy, w domu została żona
i dzieci a on podrywa laski używając obrazka zassanego z sieci. I
ciekawe, ile z nich się na taki seks zgodziło. Cała masa domysłów
nagle zaczęła się pojawiać w jej głowie, spekulacji i pytań.
Otrząsnęła się jak pies z wody, wstała, żeby wstawić kubek do
zlewu. Po chwili namysłu umyła go, wytarła i wstawiła do szafki.
Oparła się tyłem o zlew, skrzyżowała ręce na piersi i zamyśliła
się. Do czego prowadzi to czatowanie? Wszak to nie pierwszy facet,
który wydał się przez czat interesujący a na żywo okazał się
kompletnym rozczarowaniem. Ilu jeszcze takich nieudaczników
życiowych musi przerobić by wreszcie trafić na swojego księcia z
bajki? A może na takowego nigdy nie trafi? Co prawda ciągle gdzieś
ktoś opowiada, że znajomi jego znajomych poznali się na
czacie/portalu randkowym/grupie dyskusyjnej po czym nastąpiła
wielka miłość itp. itd. Tylko dlaczego cały czas ona trafiała na
popaprańców? Jaka jest średnia tzw. szczęśliwych zakończeń
znajomości rodem z wirtualnego świata? Ona osobiście nie spotkała
do tej pory nikogo takiego, choć portale prześcigały się w
publikowaniu statystyk swojej rzekomej skuteczności. Co było, jak
dla niej nieweryfikowalne. Jednak takie znajomości miały pewne
plusy-były anonimowe i można je było szybo i bezboleśnie
zakończyć nadal pozostając anonimowym. Minusem było to, że tez
trzeba było im poświęcić nieco czasu, uzbroić się się w
cierpliwość, dobry humor i dużą dozę tolerancji. Myśl, że
traci czas prześladowała ją nieustannie jednak chyba się
uzależniła od tej wątpliwej rozrywki. Był to pewien substytut dla
samotnych chwil z kieliszkiem wina. Zakładając, że miała jakieś
wino w domu. A jeśli już, to jakieś niespecjalnie wysublimowane,
zazwyczaj białe bo na czerwone źle reagowała. Nie lubiła po
prostu.
Podeszła do komputera. Na stronie migały dwie
kopertki.
Pierwsza od Tatoo 79
„Lubię Berlin. Cieszę się, że Cię tu
poznam”
Pomyślała, że ten gość jakiś nierówny
jest i trzeba bardzo ale to bardzo na niego uważać. Z jednej strony
zaintrygował ja bardzo w bliżej nie wytłumaczalny sposób a z
drugiej ten pierwszy mail z propozycja seksualną...jakie to..
płytkie.
Kliknęła w kopertkę od T-shirt 33. Odpisał
równie długo, jeśli nie dłużej jak ona, zabawnie i lekko. Trzeba
przyznać, że gdyby nie ta koszulka to pisanie było całkiem
całkiem. Jednak obrazek stawał jej przed oczami i nie umiała go
wykasować. „No nic – pomyślała – zobaczymy jak to wszystko
się porozwija”.
Zamknęła komputer nie dbając o wyłączenie
go. Wiedziała, że nie powinna robić tego często ale właśnie
spostrzegła, że jeszcze kilka minut i się spóźni na zajęcia.
Pospiesznie zgarnęła torbę, zarzuciła bluzę na siebie, nie
dopinając do końca suwaka, nałożyła na nią kamizelkę i kurtkę
a szyje okręciła wysoko szalem. Wciągnęła a na stopy buty a na
dłonie rękawiczki. Jeszcze tylko słuchawki w uszy, klucz w zamek i
można kolejny dzień uważać za rozpoczęty.
Na ulicy zaatakował ją nieprzyjemnie zimny i
przeszywający wiatr. I szare, ciężkie niebo. Wszędobylska wilgoć,
która od kilku dnia z a sprawą nieustających mżawek zdominowała
atmosferę miasta powodowała, ze nie wiadomo było, czy pada lub mży
czy może to mgła czy unosząca się para. Wcisnęła dłonie w
kieszenie uprzednio włączywszy muzykę. Wczoraj zdążyła zmienić
zmienić listę utworów, których zazwyczaj słuchała. Ożywcza
muzyka miała jej dodać energii. Doczłapała jakoś do przystanku
metra, wbiła się w tłum na peronie i wpłynęła razem z nim do
wagonu. Zawsze ja zastanawiał, od kiedy go oczywiście poznała,
fenomen zachowań ludzi w metrze. Wszyscy niemal, jak jeden mąż
stali przy drzwiach. No chyba, że jechali gdzieś dalej. W
przeciwnym wypadku byli upakowani jak przysłowiowe sardynki w puszce
i trudno było wyjść lub wejść. Tym bardziej, że ludzie nie
mieli we zwyczaju przepuszczania się an wzajem, mówienia
przepraszam czy bycia uprzejmym. Denerwowało ją to i sama
oczywiście starała się nie zachowywać w ten sposób. Teraz jednak
poddała się działaniom masy i bezwiednie z nią przesuwała w te
lub z powrotem, w zależności od etapu jazdy. Wreszcie dojechała do
przystanku/przesiadki, sporej stacji, gdzie wagoniki wypluwały
zasadniczą część swojej ludzkiej zawartości głównie po to, by
za chwile przyjąć w siebie kolejną jej porcję. Niestety pogoda
przez te kilkanaście minut pobytu w metrze nie zmieniła się
diametralnie. Szczęśliwie peron przesiadkowy był pod dachem a
kolejka przyjechała po 2 minutach. Nie była tak zapchana jak metro
i miała ten plus, że była nad ziemią zatem mogła pooglądać
trochę świata, światła dziennego. Nawet przy takiej pogodzie jak
dziś było to nadal przyjemniejsze niż siedzenie w ciemnym metrze.
Nawet jej się udało znaleźć miejsce siedzące. Nadal jej było
zimno. Skuliła się w sobie i analizowała materiał, który czytała
na dzisiejsze zajęcia dotyczący pewnej mniejszości, w zasadzie
seksualnej w jednym ze stanów Meksyku. Nazywani byli trzecią płcią,
rodzili się głównie jako mężczyźni ale później z wyboru
rodziców lub własnego zaczynali funkcjonować w społeczeństwie
jako kobiety. Czasem posuwali się do chirurgicznej zmiany płci. Nie
bardzo rozumiała cały ten fenomen. Nie bardzo w ogóle rozumiała
zjawiska, które działy się w świecie. Cały ten … Gender był
dla niej kompletnie czarną magią, homoseksualizm odstraszał, nie
rozumiała ani zjawiska ani jego popularności ani tym bardziej
powszechnej dla niego akceptacji. Było mocno niepoprawne politycznie
powiedzieć, że się jest obojętnym a już nie daj Boże przeciw. I to wszystko przy ciągłych narzekaniach
rządów dotyczących małego przyrostu naturalnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz