czwartek, 11 lipca 2013

1. Randki internetowe

Deszcz siąpił od kilku dni i już miała serdecznie dosyć tej pogody a zanosiło się na to, że poprawy nie będzie. Jak na ironię właśnie teraz, kiedy bardzo by chciała, by prognoza pokazywana w telewizji się nie sprawdziła, co działo się zawsze, gdy zapowiadano słoneczny weekend, ona oczywiście była idealnie taka jak podawał prezenter, co do połówki stopnia. A do tego wszystkiego zbliżała się zima, dni były coraz krótsze i już dawno zapomniała jak to jest wstawać rano i widzieć coś za oknem a nie tylko ciemność i odblask z latarni. Podłączyła czajnik by zrobić sobie poranną kawę, nasypała łyżeczkę do kubka wielkości XXL i wyjęła z lodówki mleko, by je delikatnie podgrzać. Lubiła dolewać zimnego, kawa była wtedy do picia ale dziś było wyjątkowo zimno a na dodatek spała przy lekko uchylonym oknie i mieszkanie się wychłodziło. Potrzebowała ciepła. Nalała biały płyn do garnka, podłączyła kuchenkę i obserwowała uważnie, by nie wykipiało. Po chwili namysłu wyłączyła wodę a do garnka dolała resztę mleka.

Jak szaleć to szaleć. Jest tak paskudnie, ze należy mi się na rozgrzewkę gorąca kawa na mleku.

Zalała kawę rozpuszczalną i usiadła przy stole. Ręką odgarnęła wczorajszą gazetę i odpaliła komputer. Chciała sprawdzić portale plotkarskie i randkowe, na których była zalogowana. Sama się zastanawiała czasem, po co tam siedzi. Nic ciekawego z nich nie wynikało. Co prawda poznawała facetów ale to zawsze jakieś niedoróbki były. Nie wiedziała co w niej takiego jest, że przyciąga jakiś niewydarzonych dupków z przerośniętym ego i mniemaniem o sobie godnym Nobla. Taki samozachwyt czasem by wypadało niemal opisać. Ale przyzwyczajenie brało górę i codziennie spędzała trochę czasu wyszukując nowe anonse i łudząc się, że tym razem trafi się jej ktoś normalny, ktoś, z kim będzie mogła porozmawiać a nie tylko go słuchać. Ktoś, kto ją zaakceptuje a nie będzie miał, sam niewiele sobą reprezentując, Bóg wie jakie wymagania. Kogoś, kto na pierwszym spotkaniu nie będzie próbował jej obmacywać, nie będzie jej czule głaskał po dłoni, swoją, spocona i drżąca z podniecenia, nie będzie patrzył maślanym wzrokiem w oczy i mówił per „Kochanie” już w trzecim zdaniu. Mrzonki.

Otworzyła pierwszą stronę. Dwie wiadomości. Kliknęła w pierwszą. Zdjęcie faceta, w podkoszulku, Na tle palm. I jakiegoś morza czy oceanu na kolejnym planie. Piękne, niebieskie niebo. Wróciła wzrokiem do podkoszulka. Fason, jakiego najbardziej nie lubiła – opięty, pod szyję i bez rękawów. Obrzydlistwo. Żeby w czymś takim dobrze wyglądać trzeba na prawdę mieć fantastyczną figurę. A taką mało panów mogło się pochwalić.

Kliknęła w drugą. Zamiast zdjęcia avatar. 
Nick „Tatoo 79”...Hmmm... Smok. A może wąż? Lubiła węże. 
Wróciła do pierwszej wiadomości. Przeczytała kilka zdań z uwagą. Choć zdjęcie ją bardzo uprzedziło musiała przyznać,ze wiadomość była zabawna, lekka i zepchnęła postać z fotografii na dalszy plan. Złe wrażenie się nieco zatarło. Znała jednak siebie na tyle, że wiedziała, że fizyczność odgrywa jednak pewna rolę. No dobrze, nazwijmy to skazą estetyczną. Ale nie przesądzajmy. 
Otworzyła druga wiadomość. Zdanie z błędami, różyczka, propozycja seksu bez zobowiązań. Zastanawiała się chwile i odpisała
 „Jeśli ten smok to tatuaż na Twoim ptaku, chętnie zobaczę. Jeśli nie, nie zawracaj mi głowy bo miałkich propozycji mam setki... Zaskoczysz mnie?”.
Kliknęła wyślij i po chwili tego pożałowała. Przecież sieć jest pełna wariatów, idiotów. A co, jeśli koleś rzeczywiście odpowie, zechce się spotkać, co wtedy? Hola hola koleżanko... przecież nic nie musisz. Potrząsnęła głową jakby odpędzając swoją własna głupotę i wróciła do pana od podkoszulka. Miała kiedyś kolegę, który z upodobaniem nosił właśnie taki krój koszulek. A że ramiona miał szerokości tak bioder jak i pasa zatem wyglądał co najmniej...nieapetycznie.
Odpisała obszernie, nawet jak na siebie, na wiadomość T-shirt 33, bo taki nick miał pan od palm w tle, zerknęła jeszcze raz na jego profil i już miała zamykać komputer, gdy pojawiła się nowa wiadomość. Odpowiedź od „Tatoo 79”
Kliknęła w wiadomość.
„Mam kilka, w tym węża, ale akurat nie tam... kwalifikuje się czy nie bardzo?”
Chwilę pomyślała
„Szklanka w połowie pełna czy pusta.... odwieczny dylemat”
Kliknęła wyślij. Po kilku sekundach pojawiła się odpowiedź.
„Skoro tatuaż jest jak trzeba ale nie tam, gdzie trzeba to może choć gorąca czekolada zamiast seksu?”
Drgnęła. Mało który facet proponował czekoladę. Zaczynało ja to ciekawić nieco. Tak odrobinkę zaledwie... Pomyślała chwilę.
„Gorąca...aromatyczna....gęsta..... kuszące”
Wysłała. Znowu kilka sekund.
„Gorąca...jak seks, na który muszę niestety poczekać.... aromatyczna... jak zapach kobiety leżącej obok...gęsta...jak moje myśli, gdy z Tobą piszę... kuszące...fakt...może po cichu liczę, że po czekoladzie zmienisz zdanie?”
Uśmiechnęła się.
„Zakładając, że do czekolady dojdzie...”
Kilka kolejnych sekund.
„Chyba się nie wycofujesz? Nie daj się prosić. Jutro? Dziś? Kiedy masz czas? Dostosuję się. Jestem bardzo....elastyczny ;) „
Tym razem parsknęła śmiechem i opluła ekran. Wstała po papierowy ręcznik i sięgnęła odruchowo do szafki. Zapomniała, że ręczniki się skończyły i że musi je dziś kupić, jak weźmie z kawiarni wypłatę. Poszła po papier toaletowy, lekko zmoczyła go i wytarła ekran.
„Mam czas jutro po południu. Zatem gdyby coś zdążysz dotrzeć do Berlina ;)”
W sumie nie wiedziała, czy on jest z Berlina czy nie. A jeśli nie? Pewnie się za chwile dowie. Przypomniał jej się jeden z tych internetowych adoratorów, który uważał, że to ona powinna pojawić się na spotkaniu z nim a nie on wykonać wysiłek. Tym bardziej, że to on zagadał i on był bardziej zainteresowany. żałosny dupek. Potem się obraził a później jej wysyłał wiadomości z wyrzutami i tekstem, że jest niemiła. Odpisała mu, żeby w takim razie znalazł sobie miłą i przestała je otwierać usuwając chwile po tym, jak dostała.
Na stronie zamigała kopertka. Otworzyła.
„Już jestem. Ale dziś nie dam rady. Pasuje Ci jutro 17? Czy później? Znam fajną kawiarnię w centrum.”
„17.30. Gdzie w centrum?”
„Róg Mohrenstr i Charlottenstr. Zarezerwuję stolik.”
„Nie wiedziałam, ze w kawiarni trzeba.. Jak Cię poznam?”
„W tej dla pewności tak. Brzydki jak diabeł o uśmiechu wampira i mocno przerzedzonych włosach spiętych w mysi ogonek na czubku głowy.”
Diablo kusząca autoreklama....
„A na serio?”
„Ja Cię poznam.”
„Lokal publiczny..hmmm..... jakby coś będę mogła uciec między ludzi ;)”
„Mam nadzieję, że tego nie zrobisz:)”
„Pomyślę.”
„Zatem do jutra? Do 17.30?”
„:) Do zobaczenia”
„ Mój wąż już macha z radości ogonkiem”.
Znowu parsknęła śmiechem ale przezornie zatkała dłonią usta. Już nic nie odpowiedziała. Dopijała resztkę chłodnej już kawy jednocześnie zastanawiając się, jaka tajemnicę kryje w sobie ten facet, o którym kompletnie nic nie wie a z którym się właśnie umówiła. Przejrzała pobieżnie jego profil ale nie znalazła żadnego punktu zaczepienia. A jak to jakiś zboczeniec? I dlaczego napisał, ze już będzie? Czy to znaczy, że skądś przyjeżdża? Może wyjazd służbowy, w domu została żona i dzieci a on podrywa laski używając obrazka zassanego z sieci. I ciekawe, ile z nich się na taki seks zgodziło. Cała masa domysłów nagle zaczęła się pojawiać w jej głowie, spekulacji i pytań. Otrząsnęła się jak pies z wody, wstała, żeby wstawić kubek do zlewu. Po chwili namysłu umyła go, wytarła i wstawiła do szafki. Oparła się tyłem o zlew, skrzyżowała ręce na piersi i zamyśliła się. Do czego prowadzi to czatowanie? Wszak to nie pierwszy facet, który wydał się przez czat interesujący a na żywo okazał się kompletnym rozczarowaniem. Ilu jeszcze takich nieudaczników życiowych musi przerobić by wreszcie trafić na swojego księcia z bajki? A może na takowego nigdy nie trafi? Co prawda ciągle gdzieś ktoś opowiada, że znajomi jego znajomych poznali się na czacie/portalu randkowym/grupie dyskusyjnej po czym nastąpiła wielka miłość itp. itd. Tylko dlaczego cały czas ona trafiała na popaprańców? Jaka jest średnia tzw. szczęśliwych zakończeń znajomości rodem z wirtualnego świata? Ona osobiście nie spotkała do tej pory nikogo takiego, choć portale prześcigały się w publikowaniu statystyk swojej rzekomej skuteczności. Co było, jak dla niej nieweryfikowalne. Jednak takie znajomości miały pewne plusy-były anonimowe i można je było szybo i bezboleśnie zakończyć nadal pozostając anonimowym. Minusem było to, że tez trzeba było im poświęcić nieco czasu, uzbroić się się w cierpliwość, dobry humor i dużą dozę tolerancji. Myśl, że traci czas prześladowała ją nieustannie jednak chyba się uzależniła od tej wątpliwej rozrywki. Był to pewien substytut dla samotnych chwil z kieliszkiem wina. Zakładając, że miała jakieś wino w domu. A jeśli już, to jakieś niespecjalnie wysublimowane, zazwyczaj białe bo na czerwone źle reagowała. Nie lubiła po prostu.
Podeszła do komputera. Na stronie migały dwie kopertki.
Pierwsza od Tatoo 79
„Lubię Berlin. Cieszę się, że Cię tu poznam”
Pomyślała, że ten gość jakiś nierówny jest i trzeba bardzo ale to bardzo na niego uważać. Z jednej strony zaintrygował ja bardzo w bliżej nie wytłumaczalny sposób a z drugiej ten pierwszy mail z propozycja seksualną...jakie to.. płytkie.
Kliknęła w kopertkę od T-shirt 33. Odpisał równie długo, jeśli nie dłużej jak ona, zabawnie i lekko. Trzeba przyznać, że gdyby nie ta koszulka to pisanie było całkiem całkiem. Jednak obrazek stawał jej przed oczami i nie umiała go wykasować. „No nic – pomyślała – zobaczymy jak to wszystko się porozwija”.
Zamknęła komputer nie dbając o wyłączenie go. Wiedziała, że nie powinna robić tego często ale właśnie spostrzegła, że jeszcze kilka minut i się spóźni na zajęcia. Pospiesznie zgarnęła torbę, zarzuciła bluzę na siebie, nie dopinając do końca suwaka, nałożyła na nią kamizelkę i kurtkę a szyje okręciła wysoko szalem. Wciągnęła a na stopy buty a na dłonie rękawiczki. Jeszcze tylko słuchawki w uszy, klucz w zamek i można kolejny dzień uważać za rozpoczęty.

Na ulicy zaatakował ją nieprzyjemnie zimny i przeszywający wiatr. I szare, ciężkie niebo. Wszędobylska wilgoć, która od kilku dnia z a sprawą nieustających mżawek zdominowała atmosferę miasta powodowała, ze nie wiadomo było, czy pada lub mży czy może to mgła czy unosząca się para. Wcisnęła dłonie w kieszenie uprzednio włączywszy muzykę. Wczoraj zdążyła zmienić zmienić listę utworów, których zazwyczaj słuchała. Ożywcza muzyka miała jej dodać energii. Doczłapała jakoś do przystanku metra, wbiła się w tłum na peronie i wpłynęła razem z nim do wagonu. Zawsze ja zastanawiał, od kiedy go oczywiście poznała, fenomen zachowań ludzi w metrze. Wszyscy niemal, jak jeden mąż stali przy drzwiach. No chyba, że jechali gdzieś dalej. W przeciwnym wypadku byli upakowani jak przysłowiowe sardynki w puszce i trudno było wyjść lub wejść. Tym bardziej, że ludzie nie mieli we zwyczaju przepuszczania się an wzajem, mówienia przepraszam czy bycia uprzejmym. Denerwowało ją to i sama oczywiście starała się nie zachowywać w ten sposób. Teraz jednak poddała się działaniom masy i bezwiednie z nią przesuwała w te lub z powrotem, w zależności od etapu jazdy. Wreszcie dojechała do przystanku/przesiadki, sporej stacji, gdzie wagoniki wypluwały zasadniczą część swojej ludzkiej zawartości głównie po to, by za chwile przyjąć w siebie kolejną jej porcję. Niestety pogoda przez te kilkanaście minut pobytu w metrze nie zmieniła się diametralnie. Szczęśliwie peron przesiadkowy był pod dachem a kolejka przyjechała po 2 minutach. Nie była tak zapchana jak metro i miała ten plus, że była nad ziemią zatem mogła pooglądać trochę świata, światła dziennego. Nawet przy takiej pogodzie jak dziś było to nadal przyjemniejsze niż siedzenie w ciemnym metrze. Nawet jej się udało znaleźć miejsce siedzące. Nadal jej było zimno. Skuliła się w sobie i analizowała materiał, który czytała na dzisiejsze zajęcia dotyczący pewnej mniejszości, w zasadzie seksualnej w jednym ze stanów Meksyku. Nazywani byli trzecią płcią, rodzili się głównie jako mężczyźni ale później z wyboru rodziców lub własnego zaczynali funkcjonować w społeczeństwie jako kobiety. Czasem posuwali się do chirurgicznej zmiany płci. Nie bardzo rozumiała cały ten fenomen. Nie bardzo w ogóle rozumiała zjawiska, które działy się w świecie. Cały ten … Gender był dla niej kompletnie czarną magią, homoseksualizm odstraszał, nie rozumiała ani zjawiska ani jego popularności ani tym bardziej powszechnej dla niego akceptacji. Było mocno niepoprawne politycznie powiedzieć, że się jest obojętnym a już nie daj Boże przeciw. I to wszystko przy ciągłych narzekaniach rządów dotyczących małego przyrostu naturalnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz